Strongarm zadzwoniła do drzwi pokoju Vigor’a, ale odpowiedziała jej cisza. Kolega najwyraźniej wyszedł wcześniej. Rzut oka na zegar uświadomił jej, że do odprawy ma już tylko dziesięć minut. Szybkim krokiem zeszła po schodach i wpadła na Slamcrusch'a.
- Cześć.
- Witam panią. Czym nas dziś uraczysz? Na pewno masz jeszcze wiele opowieści na dysku.
- Nie wiem... Dziś pierwszy test. Denerwujesz się?
- Ja? Nie... I tak obleję.
- Skąd wiesz?
- Nigdy nie byłem mocny w tym temacie. Walka, strzelanie, sprzęt – to moje klimaty. Wymień dowolną broń, a ja ci powiem z czego się składa i jaka jest zasada jej działania. Tak samo statki. Pilot ze mnie marny, ale każdy napęd znam na pamięć. Może jak się trafi pytanie z historii uzbrojenia to złapię jakiś punkt...
- Wiesz, trochę ci zazdroszczę. Ale tylko trochę.
- Na pewno nie bardziej niż ja tobie. Walka u boku Bumblebee... A tak w ogóle to jaki on jest? Optimusa mniej więcej kojarzę, ale Bumblebee nigdy nawet nie widziałem.
- Jaki jest Bumblebee? – Strongarm zamyśliła się – Na pewno nie jest to bot, z którym można się nudzić. Nie lubi bezczynności, zaraz go nosi. Lubi pożartować, pośmiać się, ale jak ktoś mu podpadnie... Potrafi krótko i dobitnie wyjaśnić, co jest nie tak.
- Wracasz do niego?
- Czy wracam?! Slamcrusch, ja odliczam godziny do końca sesji!
- No dzięki...
- Daj spokój. Jesteście super, ale nie zamieniłabym swego miejsca w zespole Bumblebee na żadne inne.
- Dlaczego?
- Bo... Sama nie wiem. Drugiego takiego lidera nie znajdę. Na pewno – dokończyła ze śmiechem – Ma w sobie tyle entuzjazmu, tyle pozytywnej energii, że dzieli się z całą drużyną i jeszcze sporo sobie zostawia.
- A nie szukacie świeżych Iskier?
- Nie wiem. Jakoś nie rozmawialiśmy o tym...
- Jakby co, to szepnij mu o mnie słówko, dobra?
- Czemu nie. Ale nie obiecuj sobie zbyt wiele.
Wyszli na dziedziniec niemal równo z wybiciem godziny. Ledwie zajęli swoje miejsca, gdy wyszli oficerowie.
Ta odprawa była mniej zabawna niż poprzednia. Dread najwyraźniej miał na jakiś czas dość porażek. „W sumie szkoda – pomyślała Strongarm – Zaczęłam się dobrze bawić...”
Optimus wstał w całkiem dobrym humorze. Postanowił, że nie będzie naprzykrzał się Radzie. Zamiast tego chciał wznowić trening, który przywróci mu dawną formę. Potem zadzwoni do Strongarm, zapyta jak jej poszedł pierwszy egzamin. I posprząta w domu. Właściwie to powinien zacząć od porządków. Czyste otoczenie dobrze wpłynie na jego nastrój...
Znieruchomiał w pół kroku. Zawrócił i usiadł.
Czy to możliwe?
Czy nagły powrót entuzjazmu to skutek spotkania z kadetką? Z kimś młodym, energicznym...
Z kimś, kto w niego wierzy?
Podniósł się i przeszedł do kuchni. Nalał wody i po długich poszukiwaniach odnalazł wreszcie ściereczki. Z lekkim skrzywieniem spojrzał na środki czyszczące, które miał w szafce.
Niektóre kupił jeszcze... Przed wojną?
„Niemożliwe. Przez tyle lat zmieniłyby się w żrący kwas, który rozpuściłby wszystko, zaczynając od butelek...”
Podejrzliwie obejrzał butelki i dno szafki. Nie, wszystko było w porządku. Na wszelki wypadek postanowił jednak kupić nowe. Nie chciał paradować potem ze złuszczonym lakierem... Albo i gorzej.
W holu Akademii zebrał się już spory tłum. Wszyscy przepychali się nawzajem, by dotrzeć do swoich sal. Każdy się kk, choć do początku testu zostało jeszcze trochę czasu.
- Może poczekamy, aż oni wszyscy się rozejdą? – Zaproponowała Strongarm.
- Żeby się spóźnić? I na starcie stracić punkty? Wolne żarty.
- Ale przecież oni też zaraz muszą się znaleźć w salach. Nawet jeśli nie zdają egzaminu.
- Strongarm? Jak długo siedziałaś na Ziemi? – spytał ironicznie Vigor.
- Według czasu Cybertronu? Cztery lata, prawie pięć.
- Więc chyba zdążyłaś zapomnieć. Hol Akademii jest pusty tylko nocą.
Vigor i Slamcrusch weszli w tłum, by utorować Strongarm drogę. Po chwili wahania poszła za nimi.
Widziała tylko plecy obu kolegów. Co chwilę ktoś ją potrącał, raz nawet poczuła wyraźne pchnięcie. Do tego ten wszechobecny gwar!
„Ziemia jest cichsza... Spokojniejsza. Na ogół – w porę przypomniała sobie wycieczkę do czynnego wulkanu.
Jakimś cudem dostali się na korytarz, gdzie wprawdzie nie było dużo luźniej, ale wszyscy szli w jednym kierunku.
- To tutaj – Slamcrusch zatrzymał się.
Wszyscy troje westchnęli głęboko i przeszli przez próg wielkiej auli.
- Kadet Slamcrusch.
- Rząd czwarty, miejsce dziewiąte.
- Kadetka Strongarm.
- Rząd ósmy, miejsce czwarte.
- Kadet Vigor.
- Rząd dwunasty, miejsce trzecie.
Strongarm obejrzała się na kolegów.
- No to powodzenia, chłopaki.
- Powodzenia.
- Spal procesor. – perspektywa oblanego testu nastroiła Slamcrusch'a dość złośliwie.
Zajęli swoje miejsca. Po chwili rozległ się dzwonek i drzwi do sali zatrzasnęły się automatycznie.
Małym przejściem przy katedrze wszedł jeden z członków Rady Akademickiej w towarzystwie dwóch wykładowców. Wszyscy kadeci wstali.
- Witajcie! Dziś rozpoczynacie egzaminy, które wykażą, czy jesteście godni nosić odznaki policji Cybertronu. W imieniu własnym, Rady Akademii, waszych nauczycieli i opiekunów życzę wam powodzenia!
Wszyscy studenci zasalutowali.
- Przypominam, że sala jest odcięta od wpływów z zewnątrz. Nie działają tu komunikatory, nie możecie sprawdzić informacji online. Wszelkie próby kontaktu będą skutkować usunięciem z sali. Nie wolno też korzystać z żadnych zewnętrznych nośników danych. Musicie polegać tylko na sobie i zawartości swoich twardych dysków. Zrozumiano?
- Tak jest!
- Proszę siadać. Egzamin rozpocznie się za pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
Na blatach stolików wyświetliły się arkusze z pytaniami.
Strongarm zamknęła oczy i policzyła w myślach do dziesięciu. Potem spojrzała na pytania.
Zamknęła oczy i ponownie je otworzyła.
Nie, pytanie nie zniknęło...
„Kto wchodził w skład pierwszego oddziału dowodzone go przez Optimusa Prime’a? I jakie było ich pierwsze zadanie?”
Przypomniała sobie, jak zanudzała Bumblebee i Optimusa, prosząc ich o kolejne opowieści. „Opłacało się” – pomyślała.
Nachyliła się nad klawiaturą.
Bumblebee zbliżał się do złomowiska, gdy odezwał się jego komunikator.
- Hej, Bee? Jesteś już w bazie? – spytał Sideswipe.
- Zaraz będę, a co?
- Niespodzianka. Patrz w niebo. I nie strzelaj – zaśmiał się młodzik.
Bee wjechał do bazy, transformował się i zgodnie z instrukcją rozglądał się po niebie. Nagle od zachodu nadleciała znajoma sylwetka. Bardzo znajoma...
- Cześć, liderze!
- Windblade?! Co ty tu robisz?
- Stęskniłam się za Ziemią. Witaj, Pogromco Iskier – puściła oko do Fixit’a – Rada udostępniła mi mały stateczek, żeby trzymać mnie z dal
a od Cybertronu. Pomyślałam, że zajrzę do moich skrytek i spotkałam Sideswipe’a.
- Nie przyleciał z tobą?
- Powiedział, że musi dokończyć patrol.
- Serio? Nie mogę, odkąd Strongarm wyjechała, nie poznaję tego chłopaka.
- Wyjechała? Dokąd?
- Na Cybertron. Zdaje tam egzaminy na zakończenie szkolenia.
- No, po twoim szkoleniu to zda z zamkniętymi oczami. Ale szkoda, że się rozminęłyśmy.
- Zawsze możesz na nią zaczekać. Wiesz, że jesteś tu mile widziana.
- Na pewno niedługo wpadnę. Teraz lecę sprawdzić, czy nikt się nie dobrał do moich skarbów. Może zabiorę coś na Cybertron. Na razie!
Bee pomachał jej i patrzył jak odlatuje. Włączył komunikator.
- Sideswipe, odbiór.
- Jestem, Bee. Niespodzianka się podobała?
- Niestety, było jej mało. Windblade już odleciała, ale obiecała, że jeszcze nas odwiedzi.
- Spoko. Wiesz, mam niezły pomysł, ale powiem ci w bazie, dobra?
- Jeśli to nic pilnego. Bez odbioru.
Strongarm jeszcze raz, uważnie przejrzała swój arkusz. Uświadomiła sobie, że kilka razy przewija się imię Bumblebee. Optimus występował w co trzecim pytaniu. Wydawało się, że jej odpowiedzi są raczej prawidłowe... Chyba.
„Spokojnie. Teraz nie będę poprawiać.”
Westchnęła i kliknęła „wyślij”.
Optimus z cichym stęknięciem wyprostował plecy. Rozejrzał się po salonie. Wreszcie lśnił tak, jak powinien, zwłaszcza w promieniach słońca, wpadających przez okno.
„Zdążyłem już zapomnieć, że je mam.” – pomyślał z lekkim rozbawieniem.
Zabrał jeszcze puszki z olejem do kuchni i przyniósł czystą, suchą ściereczkę. Spryskał stolik nabłyszczaczem i powolnymi, okrężnymi ruchami go wypolerował.
„Gotowe. Resztę sprzątnę jutro.” – pomyślał. –„Albo zaczekam, aż znów przyjedzie Strongarm” – podpowiedziało mu sumienie.
Jęknął i przeszedł do kuchni, by wymienić wodę.
„Nie. Muszę odpocząć.”
Zostawił wiadro w kuchni, opłukał ręce i wyszedł z domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz