niedziela, 5 lutego 2017

Atmosfera na złomowisku robiła się coraz gorsza.
Grimlock, jeśli nie był na patrolu, snuł się z kąta w kąt z miną, która skutecznie odstraszała każdego potencjalnego rozmówcę.
Patrząc na Fixit'a, można było pomyśleć, że lada chwila skończy mu się energon.
Slipstream i Jetstorm też wyraźnie zmarkotnieli. Może dlatego, że tęsknili za Strongarm. A może dlatego, że Drift wrócił do swoich starych zwyczajów i sztorcował ich z byle powodu.

Do tego podczas niedawnego wyjazdu omal nie spalili swojej przykrywki. Bumblebee musiał przyznać jedno – w uspokajaniu ludzi Strongarm była najlepsza. Dorównywał jej tylko Denny, ale sam widok radiowozu dodawał im wiarygodności.
Rozejrzał się po centrum dowodzenia i westchnął.
„Nigdy bym nie pomyślał, że brak jednego bota aż tak zmieni nasz zespół...”
Otworzyła się brama i na złomowisko wjechał Sideswipe.
- Jak było na patrolu?
- Jak zwykle. Nudy.
Poszedł dalej, kopiąc każdy kamyk, jaki mu się nawinął. Zapatrzony pod nogi, nie zauważył Drift’a i wszedł mu na plecy.
- Patrz gdzie idziesz! – Drift oderwał się od Jetstorm’a, by udzielić reprymendy komu innemu.
- To może wyżywaj się na maluchach gdzie indziej?! Albo najlepiej w ogóle!
- Nie będziesz mi mówił, jak mam postępować z moimi uczniami!
- Wiesz, tak się składa, że to moi przyjaciele! Wiesz, kto to przyjaciel? To ktoś, o kogo się troszczysz. I za kim tęsknisz, gdy go nie ma!
- Nie rozumiem cię...
- Nie dziwi mnie to! – przerwał mu – Pewnie nawet nie wiesz, co znaczy słowo przyjaźń!
- Znaczenie tego słowa jest mi znane, Sideswipe. Ale wydaje mi się, że przełożymy tę rozmowę na inny termin. Kiedy już się uspokoisz.
- No przepraszam najmocniej! Wiadomość z ostatniej chwili, Drift: nie wszyscy są tak puści w środku jak ty. Niektórzy mają uczucia, wiesz?! Aaauu!!!
Gdy Sideswipe zaczął podskakiwać na jednej nodze, Drift zrozumiał co się stało. I nawet nie musiał spoglądać w dół.
- Natychmiast przeproś mojego mistrza!
- A co mi zrobisz?
- Jetstorm!
- Sideswipe!
Bumblebee i Drift krzyknęli jednocześnie. Na chwilę zapadła cisza. Przerwał ją Bee.
 - Chodź, Sideswipe. Pogadamy.
Odeszli między półki.
Drift i Jetstorm zostali sami. Minicon odważnie spojrzał w oczy swemu nauczycielowi.
- Jetstorm, twój atak na Sideswipe’a był nierozsądny. Pokonałby cię jednym kopnięciem.
- Wiem, mistrzu. Ale to, co ci powiedział...
- To sprawa między nim a mną. Nie potrzebuję obrony.
Jetstorm spuścił nisko głowę.
- Ale doceniam twoją postawę.
Jetstorm podniósł wzrok i niepewnie spojrzał na Drift’a. Który się leciutko uśmiechnął...

- Sideswipe... Ostatnio kontakt z tobą jest bardzo trudny. Wybuchasz z byle powodu. Co się dzieje?
- Nic. Absolutnie nic. Przywal mi karę i skończmy rozmowę.
- Nie zamierzam cię karać. Chcę poznać powód twojej irytacji, żebyśmy mogli razem coś z tym zrobić. Więc?
- Nic nie możesz zrobić, Bee. To niemożliwe.
- Nie ma rzeczy niemożliwych.
- Jest jedna.
- Jaka?
- Koniecznie musisz wiedzieć? Idę przeprosić Drift’a. Jak nie będę wracał, znaczy że mnie zabił, ok?
- Ok. – zgodził się niechętnie Bumblebee.



Roześmiana grupa studentów szła całą szerokością korytarza. W jej centrum Strongarm opowiadała ze szczegółami o wyprawie na wyspę decepticonów. Pozostali zasypywali ją pytaniami.
- Słowo daję, myśleliśmy, że się nigdy nie dogadają! Niezależnie od tego, co mówił Optimus, Bumblebee zawsze miał inne zdanie i koniecznie musiał postawić na swoim. A w środku my. Nie było łatwo...
- Ale twoim przywódcą jest Bumblebee, tak? Więc Optimus nie miał zbyt wiele do gadania?
- Teoretycznie... Ale wiesz, Athena... Nikt z nas by mu tego nie powiedział. To było zadanie dla Bumblebee.
- I powiedział mu?
- No w końcu musieli to omówić, bo jakoś przestali się gryźć. Ale nie było mnie przy tym.
- I co było dalej? Jak już byliście w środku?
- Najpierw jedna z nas, Windblade, została złapana. Wtedy Bumblebee postanowił nas rozdzielić na grupy. Ja poszłam z Grimlock'iem i Sideswipe’m. Mieliśmy uwolnić minicony, ale nie znaleźliśmy ich i zrobił to kto inny. Nas czekało starcie z Thunderhoof'em i Groundpounder'em. Dobrzy zawodnicy, nie powiem. Łatwo nam z nimi nie poszło.
- Ale wasza misja się powiodła, prawda?
- Wyłącznie dzięki Fixit'owi. Bumblebee kazał mu czekać na drugim brzegu, ale oczywiście maluch miał własne zdanie. To on odnalazł swoich braci i poprowadził ich do walki.
- Minicony walczyły? Przecież one się do tego nie nadają.
- Ciesz się, że Slipstream i Jetstorm tego nie słyszą. Dali by ci powód do zmiany zdania. A poza tym to właśnie minicony pomogły Bumblebee i Optimusowi rozbroić i pokonać Steeljaw'a.
Tak rozmawiając, wyszli na plac przed budynkiem. Vigor postanowił zaprowadzić trochę porządku.
- Dobra, cisza! Zaraz przyjdą oficerowie, przeprowadzić odprawę. Ustawmy się. Strongarm, na którym piętrze mieszkasz?
- Na pierwszym. Numer trzydzieści dwa.
- Uuu... Dread?
- Tak.
- Znam ten ból. Mieszkam pod numerem dwadzieścia siedem.
- Przynajmniej mamy do siebie blisko. To wynagrodzi mi męczenie się z Dread’em.
Obdarzyła kolegę uśmiechem, który odbił się w jego twarzy jak w lustrze.
Otworzyłem się drzwi bocznego budynku i oficerowie opiekujący się studentami wyszli na dziedziniec. Kadeci stali już w równych odstępach, ustawieni według pięter i numerów pokoi. Gdy każdy oficer podszedł do swego oddziału, stanęli na baczność.
Strongarm przypadło miejsce na końcu drugiego szeregu. Stała nieruchomo, gdy Dread powoli przechadzał się przed nimi, uważnie lustrując każdego. Gdy doszedł do niej, zatrzymał się na dłuższą chwilę. Obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głowy. Spojrzał jej w oczy, a następnie skupił wzrok na jej stopach. Patrzył na nie dość długo.
„Co tam zobaczył?” – najwyższym wysiłkiem powstrzymywała się przed zerknięciem w dół. A Dread...
„On tylko na to czeka!” - błysnęło jej nagle – „No to zobaczymy...”
To był najdziwniejszy pojedynek, w jakim kiedykolwiek uczestniczyła. Niemy i nieruchomy. Powoli inni zaczęli zwracać na nich uwagę. Dread czuł na sobie coraz więcej spojrzeń...
Strongarm całą swoją siłę woli włożyła tylko w to, by pozostać w bezruchu. Jeśli bodaj drgnie, przegra. Stała, zgodnie z regulaminem, na baczność i patrzyła wprost przed siebie.
Nagle odkryła kolejny problem. Im dłużej tak stali, im więcej osób na nich patrzyło, tym trudniej było jej powstrzymać śmiech. Ale nie pozwoliła sobie nawet na zmianę wyrazu twarzy.
Sytuacja Dread'a była nie do pozazdroszczenia. Chciał przyłapać kadetkę na naruszeniu obowiązującej ją pozycji i za to objechać. Ale nie mogli stać w nieskończoność. A najwyraźniej Strongarm przejrzała jego plan i postanowiła nie dać się sprowokować...

Wszyscy na nich patrzyli. Wszyscy zastanawiali się, kto wygra.
W ciszy tak gęstej, że aż namacalnej, Dread powoli zrobił krok. Potem drugi. A potem szybko się obejrzał.
Strongarm nawet nie spojrzała na niego. Nie uśmiechała się. Nie poruszała.
Można by wziąć ją za posąg.
Dread odwrócił się i szybkim krokiem przeszedł do następnego szeregu. Odprowadzały go drwiące spojrzenia.
„Jeszcze zobaczysz, mądralo...”


Sideswipe niepewnie podszedł do Drift’a.
- Drift, słuchaj, ja... Głupio mi, że tak na ciebie napadłem. Przepraszam.
- Nie żywię urazy, Sideswipe. Skoro na mnie nakrzyczałeś, najwyraźniej miałeś powód. Lepiej wyrzucić z siebie złe emocje, zanim cię zniszczą od środka.
- Dzięki. Ale nie miałem prawa się na tobie wyżywać. Naprawdę mi przykro.
- Lepiej, żebyś wyładowywał złość na mnie, niż na mniejszych i bezbronnych.
- Twierdzisz, że Slip i Jet są bezbronni? Bardzo śmieszne.
Drift uśmiechnął się lekko.
- Może tak całkiem bezbronni to nie. Jeśli jeszcze raz będziesz potrzebował upuścić spaliny, nie krępuj się.

3 komentarze:

  1. Czekam na kolejny rozdział!
    Mam nadzieję, że będą jakieś akcje z Optimusem i BumbleBee razem!

    OdpowiedzUsuń