sobota, 18 lutego 2017

Vigor nerwowo krążył po dziedzińcu Akademii. Było już po dziewiątej, niedługo miało zajść słońce. A Strongarm nie wracała. Jeśli nie zamelduje się na czas, zostanie ukarana. „Dread by się ucieszył...” – uśmiechnął się krzywo. Zaczął się zastanawiać, jak może wybronić koleżankę...
„Może wystarczy powiedzieć, że jest na spotkaniu z Optimusem? Nie. Dread nie uwierzy, to raz. A dwa – nie uzna tego za usprawiedliwienie. Awaria? Może być. Muszę tylko jakoś powiadomić Strongarm, że ma awarię... I najlepiej tak, żeby nikt nie usłyszał. A może...”
Nagle brama się otworzyła i zobaczył właśnie tę osobę, o której myślał. A za nią...
Strongarm transformowała się.
- Vigor? Nie mów, że na mnie czekasz.
- Ee... Tak jakby. Dobrze, że już jesteś...
Urwał, patrząc na Optimusa Prime’a. Strongarm pojęła, o co mu chodzi.
- Optimusie, poznaj Vigor’a. Jest ze mną na jednym roku.
- Witaj, młody bocie. – Vigor otrząsnął się ze zdumienia i uścisnął podaną mu dłoń, jednocześnie stając na baczność.
- Optimusie. To wielki zaszczyt pana poznać.
- Strongarm, mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy. Choć tym razem chyba nie u mnie w domu. – uśmiechnął się do kadetki – a przynajmniej nie w najbliższych dniach.
„Dopóki nie wysprzątam każdego kącika...”
Strongarm zachowywała pełną szacunku postawę, ale w jej oczach dostrzegł znaczący błysk. Wiedziała...
- Dostosuję się do ciebie, Optimusie. Oczywiście muszę wziąć pod uwagę mój plan egzaminów.
- Przy odrobinie dobrych chęci wszystko da się zorganizować. Vigor, ciebie również mam nadzieję zobaczyć.
- Tak jest.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
- Nie ma o czym mówić. Do zobaczenia.
Oboje zasalutowali mu i patrzyli, jak odjeżdża.
- To naprawdę był on? – spytał Vigor, gdy już mógł wydobyć głos.
- Mhm. Wiedziałam, że chciałbyś go poznać.
- No... Kto by nie chciał? Rany, nie wierzę.
- Uwierz. – roześmiała się Strongarm.
Tak rozmawiając doszli do dyżurki Dread'a. Vigor nacisnął przycisk.
- Tak?!
- Kadet Vigor i kadetka Strongarm meldują powrót do pokoi.
Drzwi otworzyły się. Dread obrzucił spojrzeniem najpierw Vigor’a, a potem Strongarm.
- Dlaczego wracacie tak późno?
- Nie ma jeszcze dziesiątej, sierżancie. Nie złamaliśmy regulaminu. – postawiła się Strongarm.
- Ale jutro zaczynają się egzaminy. Powinniście już dawno być w pokojach i powtarzać materiał. Jeśli nie osiągnięcie dobrych wyników, nigdy do niczego nie dojdziecie!
„Zaczyna...” – pomyślał Vigor
- Zgadzam się z panem całkowicie, sierżancie. – powiedziała nieoczekiwanie Strongarm – Ale czy możemy już odejść? Rzeczywiście musimy się pouczyć. Jeśli nie potraktujemy egzaminów poważnie, zapewne za kilka lat będziemy nadal niższymi oficerami. I będziemy wyładować swą frustrację na niewinnych.
- Dokładnie... – Dread dopiero po chwili zorientował się, dokąd zmierza ta rozmowa. – Kpisz ze mnie, kadetko?
- Ależ skąd. Nie śmiałabym.
Pojedynek na spojrzenia trwał dobrą chwilę.
Dread chrząknął, by jego głos zabrzmiał poważniej.
- Odmaszerować.
Po zwyczajowym salucie odwrócili się jednocześnie i odeszli.
- Nie oglądaj się – szepnęła Strongarm
- Wiem, że na nas patrzy. Jak mogłaś mu tak powiedzieć? Narobisz sobie kłopotów.
- No proszę cię. Przecież on tak naprawdę nie ma żadnej władzy. Co mi może zrobić? Wyznaczyć za karę jakieś sprzątanie? Papierkową robotę?
- Jesteś chyba jedyną studentką, która się go nie boi.
- To nie jest twój pokój?
- Wezmę przykład z Optimusa i odprowadzę cię.
- Ciężko będzie ci znaleźć lepszy przykład. Do jutra.
- Cześć.
Strongarm weszła do swojego pokoju. Vigor jeszcze przez chwilę stał pod drzwiami. Wspominał...
Zawsze lubił towarzystwo Strongarm. Pogodził się już wprawdzie z jej zniknięciem, ale...
Może niepotrzebnie?
Z drugiej strony... Poznał Strongarm jako spokojną, skromną, trochę nieśmiałą studentkę. A dziś spotkał dojrzałą, pewną siebie, twardą policjantkę. Jasne, to wciąż była Strongarm. Ale...
- A szanowny pan na coś czeka? Bije dziesiąta, a nie jesteś jeszcze w pokoju.
- Tak jest – westchnął z rezygnacją.
- Jutro zamieciesz dziedziniec przed odprawą.
- Tak jest.
Teoretycznie kolejność sprzątania wyznaczał grafik. Ale Dread swoimi metodami sprawił, że i tak nikt się go nie trzymał...

Optimus zaraz po powrocie do domu włączył muzykę. Położył się, ale po chwili wstał. Nie był zmęczony.
Wyjął dysk z informacjami na temat opuszczonych planet. Nie miały nazw, nadano im tylko numery. Na Thalii podobno jest wiele ruin i innych pozostałości jeszcze z początku wojny. Jeśli to prawda i jeśli choć część tych artefaktów wpadnie w ręce decepticonów...
Mogą być kłopoty.
Przewijał tekst, aż natrafił na coś ciekawego:
„Pomimo iż bohaterskie autoboty odniosły wiele zwycięstw i de facto podbiły całą planetę, zostały zmuszone do jej opuszczenia. Nie przez decepticony, ale przez panujące tam straszne warunki. Po upalnych dniach następowały bardzo zimne noce. Kwaśne deszcze i burze pyłowe czyniły niemożliwym przebywanie pod gołym niebem. Gdy systematyczne bombardowania i ostrzały zniszczyły większość zabudowy, nasi bracia zostali bez schronienia. Wtedy to podjęto decyzję, by zniszczyć wszystko, co mogłoby się przysłużyć decepticonom i powrócić na Cybertron.”
Kwaśne deszcze? Burze pyłowe? Zadrżał na samą myśl. Nie, raczej żaden Cybertronianin nie przeżyłby na tej planecie na tyle długo, by zebrać choćby niewielki oddziałek.
Szukał dalej. Ale jego umysł krążył wokół tych kilku zdań...


Sideswipe jechał, jak na niego, wyjątkowo wolno. Miał wyrzuty sumienia po tym, jak bez powodu naskoczył na Fixit’a.
Na porannym treningu uszkodził sobie nogę i minicon próbował go naprawić. Sideswipe nawet nie do końca wiedział, czy to on się poruszył, czy jego kolega nie był wystarczająco ostrożny. Ważne było to, że nagle poczuł jakby wyjątkowo długie wiertło przebiło jego stopę i sięgnęło aż do biodra. To, że krzyknął było zrozumiałe. To, że poprosił Fixit’a, by postępował delikatniej – też. Ale nazwanie go nieudolnym kretynem i zardzewiałą kupą złomu było grubą przesadą.
Mina przyjaciela była jednym z najgorszych widoków w jego życiu. Fixit nie był wściekły ani urażony. Patrzył tylko na niego z nieskończonym zdumieniem. A potem spuścił głowę i powoli odjechał. Sideswipe natychmiast pożałował swego wybuchu, ale minicon nie reagował na wołanie.
„Grim mało mnie nie rozdeptał, tak się wkurzył. W sumie się mu nie dziwię...”
To Bumblebee powstrzymał dinobota i wysłał Sideswipe’a na spacer, by mógł ochłonąć.
Sideswipe w pierwszej chwili chciał odmówić, ale mina i ton jego przywódcy nie zachęcała do negocjacji.
W lusterku dostrzegł, że ktoś za nim jedzie. Już chciał przyspieszyć, gdy jego towarzysz zamrugał światłami. Po chwili Bumblebee zrównał się z nim.
- Przeszło ci? – zaczął rozmowę.
- Tak jakby. Strasznie mi głupio, Bee. Przeproszę go jak tylko wrócę. Jeśli spojrzę mu w oczy...
- Fixit się nie gniewa.
- No właśnie! Chyba wziął to na serio...
- Nie wyglądałeś, jakbyś żartował. A Fixit jest bardzo wrażliwy. Zwłaszcza na punkcie swojej pracy.
- Wiem. Gorzej już nie mogłem mu pojechać.
Bumblebee wyprzedził go i zjechał na bok. Sideswipe zrobił to samo i obaj się transformowali. Bee milczał przez chwilę.
- Co się z tobą dzieje, Sideswipe? Pytam serio. Wygląda na to, że masz jakiś poważny problem. Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć?
- Jasne, ale to nic nie da, Bee. Nic nie możesz zrobić.
- Skąd wiesz? Może jednak...
- Tak? To ściągnij Strongarm z powrotem, jak jesteś taki mądry!
Przeszedł w tryb samochodu i odjechał. Bumblebee dopiero po chwili otrząsnął się ze zdumienia. Ruszył za nim.
- Zaczekaj! Pogadajmy.
- Nie trzeba.
Bee dodał gazu i zajechał mu drogę.
- Sideswipe! Natychmiast się zatrzymaj!
Usłuchał.
- A teraz mów. Ty i Strongarm? Serio?
Sideswipe patrzył w ziemię i wzbijał stopą kurz.
- Sam nie wiem. Brakuje mi jej i tyle.
- Przecież ciągle się kłócicie. Nie było dnia, żebyś od niej nie oberwał...
- Wiem, stary. I wiem, że bez niej ta planeta zrobiła się naprawdę wstrętna.
Bumblebee uśmiechnął się szeroko.
- Tak! – kontynuował Sideswipe – Śmiej się! Możesz się ze mnie nabijać!
Odwrócił się plecami do lidera. Bumblebee położył mu rękę na ramieniu.
- Sideswipe, posłuchaj mnie. Przyznam, że jestem trochę zdziwiony , ale w sumie to wcale nie jest takie zaskakujące. Oboje jesteście młodzi i sporo czasu spędzacie ze sobą. Jak się okazuje, więcej was łączy, niż dzieli. I to jest piękne.
Młody bot odwrócił się i spojrzał mu w oczy. Bee mówił dalej:
- I masz moje słowo, że nie dopuszczę, by ktokolwiek się z tego natrząsał. Muszę zdradzić drużynie powód twego złego humoru, ale jestem pewien, że uszanują twoje uczucia. Ja sam bardzo się cieszę. Kibicuję wam ze wszystkich sił.
Sideswipe zdobył się na uśmiech. Słowa przywódcy były jak opatrunek na świeżej ranie.


Strongarm siedziała w swoim pokoju i czytała plan egzaminów. Najbliższy decacykl będzie bardzo pracowity. Codziennie miała testy, w niektóre dni po dwa. Na szczęście na jutro wyznaczono egzamin z historii Cybertronu. To był temat, w którym czuła się pewnie. Trzy egzaminy z prawa... W czytelni przekonała się, że ma bardzo małe zaległości, nadrobi je jedną powtórką. Potem strzelanie – to będzie czysta przyjemność. Egzamin ze strategii wzbudzał w niej lekkie przerażenie, akurat ten podobno był zawsze bardzo trudny...
Resztą pomartwi się później. Teraz musi odpocząć. Już od jutra będzie potrzebować wszystkich sił.


Bumblebee obserwował uważnie swoich podopiecznych.
- Czy dobrze cię zrozumiałem, Bumblebee? Zły humor Sideswipe’a jest bezpośrednio związany z nieobecnością Strongarm? – dopytywał Drift
- Dokładnie. I kochani, ani słowa na ten temat przy nim.
- Dlaczego? Przecież to nic złego... – Grimlock najwyraźniej tego nie rozumiał
- Tak, ale to delikatny temat. Wiem, że nie będzie łatwo, ale musimy być w stosunku do niego bardzo wyrozumiali. Fixit?
- Tak, poruczniku?
- Sideswipe prosił, żebym przekazał ci wiadomość.  Bardzo żałuje tego, co ci powiedział. Tak bardzo, że nie ma odwagi z tobą porozmawiać.
- Niepotrzebnie się boi. Przecież nic mu nie zrobię...
- Potraktuj to jak przeprosiny , dobrze?
- Ja też muszę go przeprosić. Rzeczywiście uraziłem go w tę nogę.
- Przekażę mu. To wszystko.

1 komentarz: