wtorek, 28 lutego 2017


Strongarm zadzwoniła do drzwi pokoju Vigor’a, ale odpowiedziała jej cisza. Kolega najwyraźniej wyszedł wcześniej. Rzut oka na zegar uświadomił jej, że do odprawy ma już tylko dziesięć minut. Szybkim krokiem zeszła po schodach i wpadła na Slamcrusch'a.
- Cześć.
- Witam panią. Czym nas dziś uraczysz? Na pewno masz jeszcze wiele opowieści na dysku.
- Nie wiem... Dziś pierwszy test. Denerwujesz się?
- Ja? Nie... I tak obleję.
- Skąd wiesz?
- Nigdy nie byłem mocny w tym temacie. Walka, strzelanie, sprzęt – to moje klimaty. Wymień dowolną broń, a ja ci powiem z czego się składa i jaka jest zasada jej działania. Tak samo statki. Pilot ze mnie marny, ale każdy napęd znam na pamięć. Może jak się trafi pytanie z historii uzbrojenia to złapię jakiś punkt...
- Wiesz, trochę ci zazdroszczę. Ale tylko trochę.
- Na pewno nie bardziej niż ja tobie. Walka u boku Bumblebee... A tak w ogóle to jaki on jest? Optimusa mniej więcej kojarzę, ale Bumblebee nigdy nawet nie widziałem.
- Jaki jest Bumblebee? – Strongarm zamyśliła się – Na pewno nie jest to bot, z którym można się nudzić. Nie lubi bezczynności, zaraz go nosi. Lubi pożartować, pośmiać się, ale jak ktoś mu podpadnie... Potrafi krótko i dobitnie wyjaśnić, co jest nie tak.
- Wracasz do niego?
- Czy wracam?! Slamcrusch, ja odliczam godziny do końca sesji!
- No dzięki...
- Daj spokój. Jesteście super, ale nie zamieniłabym swego miejsca w zespole Bumblebee na żadne inne.
- Dlaczego?
- Bo... Sama nie wiem. Drugiego takiego lidera nie znajdę. Na pewno – dokończyła ze śmiechem – Ma w sobie tyle entuzjazmu, tyle pozytywnej energii, że dzieli się z całą drużyną i jeszcze sporo sobie zostawia.
- A nie szukacie świeżych Iskier?
- Nie wiem. Jakoś nie rozmawialiśmy o tym...
- Jakby co, to szepnij mu o mnie słówko, dobra?
- Czemu nie. Ale nie obiecuj sobie zbyt wiele.
Wyszli na dziedziniec niemal równo z wybiciem godziny. Ledwie zajęli swoje miejsca, gdy wyszli oficerowie.
Ta odprawa była mniej zabawna niż poprzednia. Dread najwyraźniej miał na jakiś czas dość porażek. „W sumie szkoda – pomyślała Strongarm – Zaczęłam się dobrze bawić...”

Optimus wstał w całkiem dobrym humorze. Postanowił, że nie będzie naprzykrzał się Radzie. Zamiast tego chciał wznowić trening, który przywróci mu dawną formę. Potem zadzwoni do Strongarm, zapyta jak jej poszedł pierwszy egzamin. I posprząta w domu. Właściwie to powinien zacząć od porządków. Czyste otoczenie dobrze wpłynie na jego nastrój...
Znieruchomiał w pół kroku. Zawrócił i usiadł.
Czy to możliwe?
Czy nagły powrót entuzjazmu to skutek spotkania z kadetką? Z kimś młodym, energicznym...
Z kimś, kto w niego wierzy?
Podniósł się i przeszedł do kuchni. Nalał wody i po długich poszukiwaniach odnalazł wreszcie ściereczki. Z lekkim skrzywieniem spojrzał na środki czyszczące, które miał w szafce.
Niektóre kupił jeszcze... Przed wojną?
„Niemożliwe. Przez tyle lat zmieniłyby się w żrący kwas, który rozpuściłby wszystko, zaczynając od butelek...”
Podejrzliwie obejrzał butelki i dno szafki. Nie, wszystko było w porządku. Na wszelki wypadek postanowił jednak kupić nowe. Nie chciał paradować potem ze złuszczonym lakierem... Albo i gorzej.

W holu Akademii zebrał się już spory tłum. Wszyscy przepychali się nawzajem, by dotrzeć do swoich sal. Każdy się kk, choć do początku testu zostało jeszcze trochę czasu.
- Może poczekamy, aż oni wszyscy się rozejdą? – Zaproponowała Strongarm.
- Żeby się spóźnić? I na starcie stracić punkty? Wolne żarty.
- Ale przecież oni też zaraz muszą się znaleźć w salach. Nawet jeśli nie zdają egzaminu.
- Strongarm? Jak długo siedziałaś na Ziemi? – spytał ironicznie Vigor.
- Według czasu Cybertronu? Cztery lata, prawie pięć.
- Więc chyba zdążyłaś zapomnieć. Hol Akademii jest pusty tylko nocą.
Vigor i Slamcrusch weszli w tłum, by utorować Strongarm drogę. Po chwili wahania poszła za nimi.
Widziała tylko plecy obu kolegów. Co chwilę ktoś ją potrącał, raz nawet poczuła wyraźne pchnięcie. Do tego ten wszechobecny gwar!
„Ziemia jest cichsza... Spokojniejsza. Na ogół – w porę przypomniała sobie wycieczkę do czynnego wulkanu.
Jakimś cudem dostali się na korytarz, gdzie wprawdzie nie było dużo luźniej, ale wszyscy szli w jednym kierunku.
- To tutaj – Slamcrusch zatrzymał się.
Wszyscy troje westchnęli głęboko i przeszli przez próg wielkiej auli.
- Kadet Slamcrusch.
- Rząd czwarty, miejsce dziewiąte.
- Kadetka Strongarm.
- Rząd ósmy, miejsce czwarte.
- Kadet Vigor.
- Rząd dwunasty, miejsce trzecie.
Strongarm obejrzała się na kolegów.
- No to powodzenia, chłopaki.
- Powodzenia.
- Spal procesor. – perspektywa oblanego testu nastroiła Slamcrusch'a dość złośliwie.
Zajęli swoje miejsca. Po chwili rozległ się dzwonek i drzwi do sali zatrzasnęły się automatycznie.
Małym przejściem przy katedrze wszedł jeden z członków Rady Akademickiej w towarzystwie dwóch wykładowców. Wszyscy kadeci wstali.
- Witajcie! Dziś rozpoczynacie egzaminy, które wykażą, czy jesteście godni nosić odznaki policji Cybertronu. W imieniu własnym, Rady Akademii, waszych nauczycieli i opiekunów życzę wam powodzenia!
Wszyscy studenci zasalutowali.
- Przypominam, że sala jest odcięta od wpływów z zewnątrz. Nie działają tu komunikatory, nie możecie sprawdzić informacji online. Wszelkie próby kontaktu będą skutkować usunięciem z sali. Nie wolno też korzystać z żadnych zewnętrznych nośników danych. Musicie polegać tylko na sobie i zawartości swoich twardych dysków. Zrozumiano?
- Tak jest!
- Proszę siadać. Egzamin rozpocznie się za pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
Na blatach stolików wyświetliły się arkusze z pytaniami.
Strongarm zamknęła oczy i policzyła w myślach do dziesięciu. Potem spojrzała na pytania.
Zamknęła oczy i ponownie je otworzyła.
Nie, pytanie nie zniknęło...
„Kto wchodził w skład pierwszego oddziału dowodzone go przez Optimusa Prime’a? I jakie było ich pierwsze zadanie?”
Przypomniała sobie, jak zanudzała Bumblebee i Optimusa, prosząc ich o kolejne opowieści. „Opłacało się” – pomyślała.
Nachyliła się nad klawiaturą.

Bumblebee zbliżał się do złomowiska, gdy odezwał się jego komunikator.
- Hej, Bee? Jesteś już w bazie? – spytał Sideswipe.
- Zaraz będę, a co?
- Niespodzianka. Patrz w niebo. I nie strzelaj – zaśmiał się młodzik.
Bee wjechał do bazy, transformował się i zgodnie z instrukcją rozglądał się po niebie. Nagle od zachodu nadleciała znajoma sylwetka. Bardzo znajoma...
- Cześć, liderze!
- Windblade?! Co ty tu robisz?
- Stęskniłam się za Ziemią. Witaj, Pogromco Iskier – puściła oko do Fixit’a – Rada udostępniła mi mały stateczek, żeby trzymać mnie z dal
a od Cybertronu. Pomyślałam, że zajrzę do moich skrytek i spotkałam Sideswipe’a.
- Nie przyleciał z tobą?
- Powiedział, że musi dokończyć patrol.
- Serio? Nie mogę, odkąd Strongarm wyjechała, nie poznaję tego chłopaka.
- Wyjechała? Dokąd?
- Na Cybertron. Zdaje tam egzaminy na zakończenie szkolenia.
- No, po twoim szkoleniu to zda z zamkniętymi oczami. Ale szkoda, że się rozminęłyśmy.
- Zawsze możesz na nią zaczekać. Wiesz, że jesteś tu mile widziana.
- Na pewno niedługo wpadnę. Teraz lecę sprawdzić, czy nikt się nie dobrał do moich skarbów. Może zabiorę coś na Cybertron. Na razie!
Bee pomachał jej i patrzył jak odlatuje. Włączył komunikator.
- Sideswipe, odbiór.
- Jestem, Bee. Niespodzianka się podobała?
- Niestety, było jej mało. Windblade już odleciała, ale obiecała, że jeszcze nas odwiedzi.
- Spoko. Wiesz, mam niezły pomysł, ale powiem ci w bazie, dobra?
- Jeśli to nic pilnego. Bez odbioru.

Strongarm jeszcze raz, uważnie przejrzała swój arkusz. Uświadomiła sobie, że kilka razy przewija się imię Bumblebee. Optimus występował w co trzecim pytaniu. Wydawało się, że jej odpowiedzi są raczej prawidłowe... Chyba.
„Spokojnie. Teraz nie będę poprawiać.”
Westchnęła i kliknęła „wyślij”.

Optimus z cichym stęknięciem wyprostował plecy. Rozejrzał się po salonie. Wreszcie lśnił tak, jak powinien, zwłaszcza w promieniach słońca, wpadających przez okno.
„Zdążyłem już zapomnieć, że je mam.” – pomyślał z lekkim rozbawieniem.
Zabrał jeszcze puszki z olejem do kuchni i przyniósł czystą, suchą ściereczkę. Spryskał stolik nabłyszczaczem i powolnymi, okrężnymi ruchami go wypolerował.
„Gotowe. Resztę sprzątnę jutro.” – pomyślał. –„Albo zaczekam, aż znów przyjedzie Strongarm” – podpowiedziało mu sumienie.
Jęknął i przeszedł do kuchni, by wymienić wodę.
„Nie. Muszę odpocząć.”
Zostawił wiadro w kuchni, opłukał ręce i wyszedł z domu.

sobota, 18 lutego 2017

Vigor nerwowo krążył po dziedzińcu Akademii. Było już po dziewiątej, niedługo miało zajść słońce. A Strongarm nie wracała. Jeśli nie zamelduje się na czas, zostanie ukarana. „Dread by się ucieszył...” – uśmiechnął się krzywo. Zaczął się zastanawiać, jak może wybronić koleżankę...
„Może wystarczy powiedzieć, że jest na spotkaniu z Optimusem? Nie. Dread nie uwierzy, to raz. A dwa – nie uzna tego za usprawiedliwienie. Awaria? Może być. Muszę tylko jakoś powiadomić Strongarm, że ma awarię... I najlepiej tak, żeby nikt nie usłyszał. A może...”
Nagle brama się otworzyła i zobaczył właśnie tę osobę, o której myślał. A za nią...
Strongarm transformowała się.
- Vigor? Nie mów, że na mnie czekasz.
- Ee... Tak jakby. Dobrze, że już jesteś...
Urwał, patrząc na Optimusa Prime’a. Strongarm pojęła, o co mu chodzi.
- Optimusie, poznaj Vigor’a. Jest ze mną na jednym roku.
- Witaj, młody bocie. – Vigor otrząsnął się ze zdumienia i uścisnął podaną mu dłoń, jednocześnie stając na baczność.
- Optimusie. To wielki zaszczyt pana poznać.
- Strongarm, mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy. Choć tym razem chyba nie u mnie w domu. – uśmiechnął się do kadetki – a przynajmniej nie w najbliższych dniach.
„Dopóki nie wysprzątam każdego kącika...”
Strongarm zachowywała pełną szacunku postawę, ale w jej oczach dostrzegł znaczący błysk. Wiedziała...
- Dostosuję się do ciebie, Optimusie. Oczywiście muszę wziąć pod uwagę mój plan egzaminów.
- Przy odrobinie dobrych chęci wszystko da się zorganizować. Vigor, ciebie również mam nadzieję zobaczyć.
- Tak jest.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
- Nie ma o czym mówić. Do zobaczenia.
Oboje zasalutowali mu i patrzyli, jak odjeżdża.
- To naprawdę był on? – spytał Vigor, gdy już mógł wydobyć głos.
- Mhm. Wiedziałam, że chciałbyś go poznać.
- No... Kto by nie chciał? Rany, nie wierzę.
- Uwierz. – roześmiała się Strongarm.
Tak rozmawiając doszli do dyżurki Dread'a. Vigor nacisnął przycisk.
- Tak?!
- Kadet Vigor i kadetka Strongarm meldują powrót do pokoi.
Drzwi otworzyły się. Dread obrzucił spojrzeniem najpierw Vigor’a, a potem Strongarm.
- Dlaczego wracacie tak późno?
- Nie ma jeszcze dziesiątej, sierżancie. Nie złamaliśmy regulaminu. – postawiła się Strongarm.
- Ale jutro zaczynają się egzaminy. Powinniście już dawno być w pokojach i powtarzać materiał. Jeśli nie osiągnięcie dobrych wyników, nigdy do niczego nie dojdziecie!
„Zaczyna...” – pomyślał Vigor
- Zgadzam się z panem całkowicie, sierżancie. – powiedziała nieoczekiwanie Strongarm – Ale czy możemy już odejść? Rzeczywiście musimy się pouczyć. Jeśli nie potraktujemy egzaminów poważnie, zapewne za kilka lat będziemy nadal niższymi oficerami. I będziemy wyładować swą frustrację na niewinnych.
- Dokładnie... – Dread dopiero po chwili zorientował się, dokąd zmierza ta rozmowa. – Kpisz ze mnie, kadetko?
- Ależ skąd. Nie śmiałabym.
Pojedynek na spojrzenia trwał dobrą chwilę.
Dread chrząknął, by jego głos zabrzmiał poważniej.
- Odmaszerować.
Po zwyczajowym salucie odwrócili się jednocześnie i odeszli.
- Nie oglądaj się – szepnęła Strongarm
- Wiem, że na nas patrzy. Jak mogłaś mu tak powiedzieć? Narobisz sobie kłopotów.
- No proszę cię. Przecież on tak naprawdę nie ma żadnej władzy. Co mi może zrobić? Wyznaczyć za karę jakieś sprzątanie? Papierkową robotę?
- Jesteś chyba jedyną studentką, która się go nie boi.
- To nie jest twój pokój?
- Wezmę przykład z Optimusa i odprowadzę cię.
- Ciężko będzie ci znaleźć lepszy przykład. Do jutra.
- Cześć.
Strongarm weszła do swojego pokoju. Vigor jeszcze przez chwilę stał pod drzwiami. Wspominał...
Zawsze lubił towarzystwo Strongarm. Pogodził się już wprawdzie z jej zniknięciem, ale...
Może niepotrzebnie?
Z drugiej strony... Poznał Strongarm jako spokojną, skromną, trochę nieśmiałą studentkę. A dziś spotkał dojrzałą, pewną siebie, twardą policjantkę. Jasne, to wciąż była Strongarm. Ale...
- A szanowny pan na coś czeka? Bije dziesiąta, a nie jesteś jeszcze w pokoju.
- Tak jest – westchnął z rezygnacją.
- Jutro zamieciesz dziedziniec przed odprawą.
- Tak jest.
Teoretycznie kolejność sprzątania wyznaczał grafik. Ale Dread swoimi metodami sprawił, że i tak nikt się go nie trzymał...

Optimus zaraz po powrocie do domu włączył muzykę. Położył się, ale po chwili wstał. Nie był zmęczony.
Wyjął dysk z informacjami na temat opuszczonych planet. Nie miały nazw, nadano im tylko numery. Na Thalii podobno jest wiele ruin i innych pozostałości jeszcze z początku wojny. Jeśli to prawda i jeśli choć część tych artefaktów wpadnie w ręce decepticonów...
Mogą być kłopoty.
Przewijał tekst, aż natrafił na coś ciekawego:
„Pomimo iż bohaterskie autoboty odniosły wiele zwycięstw i de facto podbiły całą planetę, zostały zmuszone do jej opuszczenia. Nie przez decepticony, ale przez panujące tam straszne warunki. Po upalnych dniach następowały bardzo zimne noce. Kwaśne deszcze i burze pyłowe czyniły niemożliwym przebywanie pod gołym niebem. Gdy systematyczne bombardowania i ostrzały zniszczyły większość zabudowy, nasi bracia zostali bez schronienia. Wtedy to podjęto decyzję, by zniszczyć wszystko, co mogłoby się przysłużyć decepticonom i powrócić na Cybertron.”
Kwaśne deszcze? Burze pyłowe? Zadrżał na samą myśl. Nie, raczej żaden Cybertronianin nie przeżyłby na tej planecie na tyle długo, by zebrać choćby niewielki oddziałek.
Szukał dalej. Ale jego umysł krążył wokół tych kilku zdań...


Sideswipe jechał, jak na niego, wyjątkowo wolno. Miał wyrzuty sumienia po tym, jak bez powodu naskoczył na Fixit’a.
Na porannym treningu uszkodził sobie nogę i minicon próbował go naprawić. Sideswipe nawet nie do końca wiedział, czy to on się poruszył, czy jego kolega nie był wystarczająco ostrożny. Ważne było to, że nagle poczuł jakby wyjątkowo długie wiertło przebiło jego stopę i sięgnęło aż do biodra. To, że krzyknął było zrozumiałe. To, że poprosił Fixit’a, by postępował delikatniej – też. Ale nazwanie go nieudolnym kretynem i zardzewiałą kupą złomu było grubą przesadą.
Mina przyjaciela była jednym z najgorszych widoków w jego życiu. Fixit nie był wściekły ani urażony. Patrzył tylko na niego z nieskończonym zdumieniem. A potem spuścił głowę i powoli odjechał. Sideswipe natychmiast pożałował swego wybuchu, ale minicon nie reagował na wołanie.
„Grim mało mnie nie rozdeptał, tak się wkurzył. W sumie się mu nie dziwię...”
To Bumblebee powstrzymał dinobota i wysłał Sideswipe’a na spacer, by mógł ochłonąć.
Sideswipe w pierwszej chwili chciał odmówić, ale mina i ton jego przywódcy nie zachęcała do negocjacji.
W lusterku dostrzegł, że ktoś za nim jedzie. Już chciał przyspieszyć, gdy jego towarzysz zamrugał światłami. Po chwili Bumblebee zrównał się z nim.
- Przeszło ci? – zaczął rozmowę.
- Tak jakby. Strasznie mi głupio, Bee. Przeproszę go jak tylko wrócę. Jeśli spojrzę mu w oczy...
- Fixit się nie gniewa.
- No właśnie! Chyba wziął to na serio...
- Nie wyglądałeś, jakbyś żartował. A Fixit jest bardzo wrażliwy. Zwłaszcza na punkcie swojej pracy.
- Wiem. Gorzej już nie mogłem mu pojechać.
Bumblebee wyprzedził go i zjechał na bok. Sideswipe zrobił to samo i obaj się transformowali. Bee milczał przez chwilę.
- Co się z tobą dzieje, Sideswipe? Pytam serio. Wygląda na to, że masz jakiś poważny problem. Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć?
- Jasne, ale to nic nie da, Bee. Nic nie możesz zrobić.
- Skąd wiesz? Może jednak...
- Tak? To ściągnij Strongarm z powrotem, jak jesteś taki mądry!
Przeszedł w tryb samochodu i odjechał. Bumblebee dopiero po chwili otrząsnął się ze zdumienia. Ruszył za nim.
- Zaczekaj! Pogadajmy.
- Nie trzeba.
Bee dodał gazu i zajechał mu drogę.
- Sideswipe! Natychmiast się zatrzymaj!
Usłuchał.
- A teraz mów. Ty i Strongarm? Serio?
Sideswipe patrzył w ziemię i wzbijał stopą kurz.
- Sam nie wiem. Brakuje mi jej i tyle.
- Przecież ciągle się kłócicie. Nie było dnia, żebyś od niej nie oberwał...
- Wiem, stary. I wiem, że bez niej ta planeta zrobiła się naprawdę wstrętna.
Bumblebee uśmiechnął się szeroko.
- Tak! – kontynuował Sideswipe – Śmiej się! Możesz się ze mnie nabijać!
Odwrócił się plecami do lidera. Bumblebee położył mu rękę na ramieniu.
- Sideswipe, posłuchaj mnie. Przyznam, że jestem trochę zdziwiony , ale w sumie to wcale nie jest takie zaskakujące. Oboje jesteście młodzi i sporo czasu spędzacie ze sobą. Jak się okazuje, więcej was łączy, niż dzieli. I to jest piękne.
Młody bot odwrócił się i spojrzał mu w oczy. Bee mówił dalej:
- I masz moje słowo, że nie dopuszczę, by ktokolwiek się z tego natrząsał. Muszę zdradzić drużynie powód twego złego humoru, ale jestem pewien, że uszanują twoje uczucia. Ja sam bardzo się cieszę. Kibicuję wam ze wszystkich sił.
Sideswipe zdobył się na uśmiech. Słowa przywódcy były jak opatrunek na świeżej ranie.


Strongarm siedziała w swoim pokoju i czytała plan egzaminów. Najbliższy decacykl będzie bardzo pracowity. Codziennie miała testy, w niektóre dni po dwa. Na szczęście na jutro wyznaczono egzamin z historii Cybertronu. To był temat, w którym czuła się pewnie. Trzy egzaminy z prawa... W czytelni przekonała się, że ma bardzo małe zaległości, nadrobi je jedną powtórką. Potem strzelanie – to będzie czysta przyjemność. Egzamin ze strategii wzbudzał w niej lekkie przerażenie, akurat ten podobno był zawsze bardzo trudny...
Resztą pomartwi się później. Teraz musi odpocząć. Już od jutra będzie potrzebować wszystkich sił.


Bumblebee obserwował uważnie swoich podopiecznych.
- Czy dobrze cię zrozumiałem, Bumblebee? Zły humor Sideswipe’a jest bezpośrednio związany z nieobecnością Strongarm? – dopytywał Drift
- Dokładnie. I kochani, ani słowa na ten temat przy nim.
- Dlaczego? Przecież to nic złego... – Grimlock najwyraźniej tego nie rozumiał
- Tak, ale to delikatny temat. Wiem, że nie będzie łatwo, ale musimy być w stosunku do niego bardzo wyrozumiali. Fixit?
- Tak, poruczniku?
- Sideswipe prosił, żebym przekazał ci wiadomość.  Bardzo żałuje tego, co ci powiedział. Tak bardzo, że nie ma odwagi z tobą porozmawiać.
- Niepotrzebnie się boi. Przecież nic mu nie zrobię...
- Potraktuj to jak przeprosiny , dobrze?
- Ja też muszę go przeprosić. Rzeczywiście uraziłem go w tę nogę.
- Przekażę mu. To wszystko.

poniedziałek, 13 lutego 2017


 - Kadeci! Dziś zostanie ogłoszony plan egzaminów. Znajdziecie go na każdym ekranie, otrzymacie też własne kopie. Macie czas wolny do zachodu słońca. Nie zapominajcie, że choć zajęcia się skończyły i niedługo opuścicie te ściany, wciąż reprezentujecie Akademię! Nie przynieście nam wstydu!
- Tak jest! – odkrzyknęło kilkaset młodych botów
- Spocznij! Rozejść się!

Wszyscy rozluźnili się, ale pozostali na miejscach. Tradycja nakazywała stać, dopóki oficerowie nie opuszczą placu. Wprawdzie regulamin nic o tym nie wspominał, ale wszyscy kadeci, na znak szacunku, od dawna wiernie jej przestrzegali.
Najpierw starsi oficerowie, potem młodsi. Na końcu pewien napuszony sierżant. Zanim ruszył w stronę budynku, rzucił jeszcze wściekłe spojrzenie na Strongarm. Spokojnie odwróciła się do Vigor'a, który właśnie ją zagadnął.
- Czekaj... Jeszcze nie... Dobra. Teraz możesz. – powiedział Vigor, gdy za Dread’em zamknęły się drzwi.
Strongarm oparła się o niego w ataku śmiechu. Nie ona jedna miała problem z ustaniem na nogach. Połowa studentów turlała się już po posadzce.
- Jak się wyśmiejesz, zapraszam do kantyny. Ja stawiam. – zaproponował bot, którego jeszcze nie poznała – Jestem Slamcrusch.
- Miło mi – uścisnęli sobie dłonie.
Slamcrusch był niewiele mniejszy od Grimlock'a, na jego pancerzu fiolet i czerń układały się w ciekawy wzór. Poprowadził Strongarm i jej grupę do obszernej sali, wypełnionej stołami i stołkami. Zaczęli siadać, ale szybko okazało się, że trzeba przysunąć drugi stół. Slamcrusch przyniósł tacę zastawioną szklankami. Zaraz też zapadła cisza i wszystkie soczewki skierowały się na Strongarm.
- Co? – Zapytała, lekko speszona.
- Czekamy na dalszy ciąg opowieści – wyjaśniła Athena. – Na pewno wiesz, jak Bumblebee i Optimus pokonali tego, jak mu było?
- Steeljaw’a... O jasny złom, na śmierć zapomniałam!
- O czym?
- O Optimusie! Miałam się z nim spotkać! Chce znać sytuację na Ziemi. – dodała, widząc zdziwione spojrzenia. – Wybaczcie.
Odeszła na moment. Koledzy widzieli, jak włącza komunikator i rozmawia, ale nie słyszeli słów.
- Z Optimusem? – spytał po chwili Slamcrusch.
Strongarm wróciła do towarzystwa.
- Mam prawie cały dzień wolny. Optimus będzie miał czas dopiero o szóstej.
- Znasz Optimusa Prime’a? – Slamcrusch nie mógł wyjść z podziwu.
- No... Chyba wszyscy go znają? Nie widziałam bota, który nie kojarzyłby tej postaci.
- Ale ze wszystkich osób tutaj tylko ty dzwonisz sobie do niego, tak po prostu. „Cześć, Optimusie, masz może czas wieczorkiem? Bo ja tak, więc może małe spotanko?”- zażartował Vigor
- Tak do niego nie mówiłam! Nigdy nie zapominam o należnym mu szacunku!
- Wow, spokojnie! – Vigor uniósł ręce, zasłaniając głowę w udawanym strachu – Nic się nie zmieniłaś, nadal niezdrowo cię wkurzać. Lepiej siadaj, napij się i opowiadaj.
Usłuchała.

Optimus wszedł do przedsionka Sali Rady. Przy drzwiach siedział potężnej postury autobot.
- Chciałbym widzieć się z Radą. Czy jest to możliwe?
- Dziś niestety nie, Optimusie Prime.
- W takim razie chcę się umówić na najbliższy możliwy termin.
- Nie jestem w stanie podać panu żadnej konkretnej daty, Optimusie. Rada jest bardzo zajęta w ostatnich dniach.
- Więc przyjdę jutro.
- Tak jest.
Optimus odwrócił się i wyszedł, z trudem hamując złość. Ten autobot nie był niczemu winien. Zapewne mówił tak, jak mu kazano.
Co nie zmienia faktu, że poczuł się zlekceważony.
- Strongarm do Optimusa!
- Zgłaszam się.
- Prosiłeś o raport. Czy będziesz miał dzisiaj czas, byśmy mogli się spotkać?
- Dla przyjaciół zawsze znajdę czas. Czy odpowiada ci godzina szósta?
- Oczywiście.
- Przesyłam ci współrzędne mojego domu.
- Dziękuję. Do zobaczenia.
Ta rozmowa nie sprawiła, że zapomniał o doznanym upokorzeniu, ale odrobinę je złagodziła. Jednak ktoś na tej planecie go potrzebuje.
Transformował się i pojechał do archiwum Kaonu, wypełnić drugi punkt z jego krótkiego planu dnia.

Strongarm z ogromną niechęcią odmówiła wybrania się z Vigor’em i znajomymi na zaplanowaną wcześniej wycieczkę w góry. Niestety, zajęta swoimi obowiązkami w drużynie, lekko zaniedbała naukę. Wprawdzie Bumblebee odpytywał ją czasami, sama też sprawdzała swą wiedzę, ale...
„Bumblebee pewnie powiedziałby, że niepotrzebnie się martwię i że jestem lepiej przygotowana niż ktokolwiek. A Optimus? Co powiedziałby mi Optimus?”
Rozważając to pytanie weszła do czytelni. Skinęła głową pracownikom i podeszła do jednego z nich.
- Witam, kadetko. W czym mogę pomóc?
- Potrzebny mi tylko jakiś aktualny cybertroniański kodeks drogowy, kodeks karny i kodeks wykroczeń.
- Usiądź przy stoliku numer trzy. Za chwilę przyniosę te pozycje.
- Dziękuję.
Usiadła we wskazanym miejscu. Po chwili bot podszedł i podał jej nośnik danych. Podłączyła go do gniazda w stoliku i na blacie wyświetlił się tekst. Wyświetliła z projektora w nadgarstku swoje notatki i zaczęła porównywać je z tym co czytała i nanosić poprawki.

Optimus pochłonięty szukaniem informacji zapomniał o upływie czasu. Dopiero bot zamykający archiwum uświadomił mu, która jest godzina. Teraz pędził ulicami Kaon City znacznie szybciej niż zazwyczaj.
"Spokojnie! - zbeształ sam siebie, gdy zarzuciło gonja zakręcie - Na pewno wróciła już do siebie. Nikt nie będzie czekał pół godziny!"
Zawsze denerwowało go, gdy inne boty spóźniały się na spotkania. Gdy zdarzało się to jemu, wściekał się podwójnie.

Zatrzymał się tak gwałtownie, że spod jego opon uniosły się kłęby dymu. Był już przed swoim domem. A przed drzwiami stała Strongarm. Na jego widok uśmiechnęła się szeroko i stanęła na baczność.
Transformował się.
- Wybacz mi, Strongarm. Byłem w archiwum i straciłem poczucie czasu. Wiem, że to słabe usprawiedliwienie.
- Nie musisz mi się przecież tłumaczyć – weszli do środka – Poza tym... Byłam dziś w Czytelni akademickiej. Zajęłam się nauką i dopiero gdy zamykali czytelnię, przypomniałam sobie o naszym spotkaniu. Byłam pewna, że mnie zrugasz za spóźnienie. Przyjechałam dosłownie minutę przed tobą i to tylko dlatego, że miałam bliżej.
Optimus nie zdołał powstrzymać uśmiechu.
- Spóźnienia są dowodem braku szacunku dla drugiej osoby. Więc wygląda na to, że nie szanujemy się nawzajem.  Myślę, że puścimy to w niepamięć.
- Zgadzam się całkowicie.
- Zapraszam – wskazał ręką salon – Rozgość się, za chwilę przyjdę.
W swoim pokoju zostawił dysk z danymi, przyniesiony z archiwum. Przeszedł z powrotem do sieni i odłożył broń na jej stałe miejsce.

Strongarm weszła do salonu, ciesząc się, że akurat jest sama. Na myśl, że odwiedza Optimusa Prime’a w jego własnym domu zakręciły jej się krople oleju w soczewkach. Opanowała się i rozejrzała wkoło.
Pod ścianami stały półki. Jedna była zajęta przez puszki, na innej stało parę wyświetlaczy hologramów. Nie bez wzruszenia rozpoznała na jednym Bumblebee. Poszukała wzrokiem jakiegoś siedzenia i zamarła.
Jeden stołek stał niedaleko drzwi. Tuż obok niewysokiego stolika. Blisko półki z puszkami. Pozostałe stały rzędem pod ścianą. Pokryte grubą warstwą kurzu...
Wyjęła szmatkę, którą zazwyczaj czyściła zbroję i wytarła jeden z nich. Przystawiła je do stołu i odruchowo wytarła drugi i trzeci. Gdy skończyła ze stołkami, przyszedł czas na stolik i półki.
- Strongarm! – w głosie Optimusa słychać było gniew, zaskoczenie i... Wstyd? – Co ty robisz?
- Wybacz, nie chciałam się wtrącać. Pomyślałam, że skoro tu jestem, to ci trochę pomogę. Pewnie masz mało czasu.
„Więcej niż bym chciał” – pomyślał gorzko.
- Nie, to nie dlatego. – zawiesił na moment głos – W ostatnich dniach nie miałem zbyt wielu gości. Przepraszam za mój wybuch. Zaskoczyłaś mnie, a poza tym nie wypada, bym cię wykorzystywał. Siadaj, proszę.  Opowiedz mi, co się dzieje teraz na Ziemi? Dawno nie miałem wieści od Bumblebee.
Otworzył puszkę i podał jej.
- Dziękuję. Na Ziemi wszystko w porządku. Mieliśmy kilka drobnych starć z decepticonami, ale nie były to zorganizowane grupy. Poza tym udało nam się zabezpieczyć parę cybertroniańskich pozostałości, zapewne po waszym pierwszym pobycie tam.
- Czyli, mówiąc językiem Sideswipe’a – nudy?
Strongarm nie od razu odpowiedziała. By pokryć zmieszanie, napiła się oleju. Dopiero po chwili wydobyła z siebie głos.
- Tak. Straszne nudy.
- Nie chciałem cię urazić.
- Nie uraziłeś. Tylko... Nieważne. Chcesz usłyszeć wszystko ze szczegółami?
- Opowiadaj.

niedziela, 5 lutego 2017

Atmosfera na złomowisku robiła się coraz gorsza.
Grimlock, jeśli nie był na patrolu, snuł się z kąta w kąt z miną, która skutecznie odstraszała każdego potencjalnego rozmówcę.
Patrząc na Fixit'a, można było pomyśleć, że lada chwila skończy mu się energon.
Slipstream i Jetstorm też wyraźnie zmarkotnieli. Może dlatego, że tęsknili za Strongarm. A może dlatego, że Drift wrócił do swoich starych zwyczajów i sztorcował ich z byle powodu.

Do tego podczas niedawnego wyjazdu omal nie spalili swojej przykrywki. Bumblebee musiał przyznać jedno – w uspokajaniu ludzi Strongarm była najlepsza. Dorównywał jej tylko Denny, ale sam widok radiowozu dodawał im wiarygodności.
Rozejrzał się po centrum dowodzenia i westchnął.
„Nigdy bym nie pomyślał, że brak jednego bota aż tak zmieni nasz zespół...”
Otworzyła się brama i na złomowisko wjechał Sideswipe.
- Jak było na patrolu?
- Jak zwykle. Nudy.
Poszedł dalej, kopiąc każdy kamyk, jaki mu się nawinął. Zapatrzony pod nogi, nie zauważył Drift’a i wszedł mu na plecy.
- Patrz gdzie idziesz! – Drift oderwał się od Jetstorm’a, by udzielić reprymendy komu innemu.
- To może wyżywaj się na maluchach gdzie indziej?! Albo najlepiej w ogóle!
- Nie będziesz mi mówił, jak mam postępować z moimi uczniami!
- Wiesz, tak się składa, że to moi przyjaciele! Wiesz, kto to przyjaciel? To ktoś, o kogo się troszczysz. I za kim tęsknisz, gdy go nie ma!
- Nie rozumiem cię...
- Nie dziwi mnie to! – przerwał mu – Pewnie nawet nie wiesz, co znaczy słowo przyjaźń!
- Znaczenie tego słowa jest mi znane, Sideswipe. Ale wydaje mi się, że przełożymy tę rozmowę na inny termin. Kiedy już się uspokoisz.
- No przepraszam najmocniej! Wiadomość z ostatniej chwili, Drift: nie wszyscy są tak puści w środku jak ty. Niektórzy mają uczucia, wiesz?! Aaauu!!!
Gdy Sideswipe zaczął podskakiwać na jednej nodze, Drift zrozumiał co się stało. I nawet nie musiał spoglądać w dół.
- Natychmiast przeproś mojego mistrza!
- A co mi zrobisz?
- Jetstorm!
- Sideswipe!
Bumblebee i Drift krzyknęli jednocześnie. Na chwilę zapadła cisza. Przerwał ją Bee.
 - Chodź, Sideswipe. Pogadamy.
Odeszli między półki.
Drift i Jetstorm zostali sami. Minicon odważnie spojrzał w oczy swemu nauczycielowi.
- Jetstorm, twój atak na Sideswipe’a był nierozsądny. Pokonałby cię jednym kopnięciem.
- Wiem, mistrzu. Ale to, co ci powiedział...
- To sprawa między nim a mną. Nie potrzebuję obrony.
Jetstorm spuścił nisko głowę.
- Ale doceniam twoją postawę.
Jetstorm podniósł wzrok i niepewnie spojrzał na Drift’a. Który się leciutko uśmiechnął...

- Sideswipe... Ostatnio kontakt z tobą jest bardzo trudny. Wybuchasz z byle powodu. Co się dzieje?
- Nic. Absolutnie nic. Przywal mi karę i skończmy rozmowę.
- Nie zamierzam cię karać. Chcę poznać powód twojej irytacji, żebyśmy mogli razem coś z tym zrobić. Więc?
- Nic nie możesz zrobić, Bee. To niemożliwe.
- Nie ma rzeczy niemożliwych.
- Jest jedna.
- Jaka?
- Koniecznie musisz wiedzieć? Idę przeprosić Drift’a. Jak nie będę wracał, znaczy że mnie zabił, ok?
- Ok. – zgodził się niechętnie Bumblebee.



Roześmiana grupa studentów szła całą szerokością korytarza. W jej centrum Strongarm opowiadała ze szczegółami o wyprawie na wyspę decepticonów. Pozostali zasypywali ją pytaniami.
- Słowo daję, myśleliśmy, że się nigdy nie dogadają! Niezależnie od tego, co mówił Optimus, Bumblebee zawsze miał inne zdanie i koniecznie musiał postawić na swoim. A w środku my. Nie było łatwo...
- Ale twoim przywódcą jest Bumblebee, tak? Więc Optimus nie miał zbyt wiele do gadania?
- Teoretycznie... Ale wiesz, Athena... Nikt z nas by mu tego nie powiedział. To było zadanie dla Bumblebee.
- I powiedział mu?
- No w końcu musieli to omówić, bo jakoś przestali się gryźć. Ale nie było mnie przy tym.
- I co było dalej? Jak już byliście w środku?
- Najpierw jedna z nas, Windblade, została złapana. Wtedy Bumblebee postanowił nas rozdzielić na grupy. Ja poszłam z Grimlock'iem i Sideswipe’m. Mieliśmy uwolnić minicony, ale nie znaleźliśmy ich i zrobił to kto inny. Nas czekało starcie z Thunderhoof'em i Groundpounder'em. Dobrzy zawodnicy, nie powiem. Łatwo nam z nimi nie poszło.
- Ale wasza misja się powiodła, prawda?
- Wyłącznie dzięki Fixit'owi. Bumblebee kazał mu czekać na drugim brzegu, ale oczywiście maluch miał własne zdanie. To on odnalazł swoich braci i poprowadził ich do walki.
- Minicony walczyły? Przecież one się do tego nie nadają.
- Ciesz się, że Slipstream i Jetstorm tego nie słyszą. Dali by ci powód do zmiany zdania. A poza tym to właśnie minicony pomogły Bumblebee i Optimusowi rozbroić i pokonać Steeljaw'a.
Tak rozmawiając, wyszli na plac przed budynkiem. Vigor postanowił zaprowadzić trochę porządku.
- Dobra, cisza! Zaraz przyjdą oficerowie, przeprowadzić odprawę. Ustawmy się. Strongarm, na którym piętrze mieszkasz?
- Na pierwszym. Numer trzydzieści dwa.
- Uuu... Dread?
- Tak.
- Znam ten ból. Mieszkam pod numerem dwadzieścia siedem.
- Przynajmniej mamy do siebie blisko. To wynagrodzi mi męczenie się z Dread’em.
Obdarzyła kolegę uśmiechem, który odbił się w jego twarzy jak w lustrze.
Otworzyłem się drzwi bocznego budynku i oficerowie opiekujący się studentami wyszli na dziedziniec. Kadeci stali już w równych odstępach, ustawieni według pięter i numerów pokoi. Gdy każdy oficer podszedł do swego oddziału, stanęli na baczność.
Strongarm przypadło miejsce na końcu drugiego szeregu. Stała nieruchomo, gdy Dread powoli przechadzał się przed nimi, uważnie lustrując każdego. Gdy doszedł do niej, zatrzymał się na dłuższą chwilę. Obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głowy. Spojrzał jej w oczy, a następnie skupił wzrok na jej stopach. Patrzył na nie dość długo.
„Co tam zobaczył?” – najwyższym wysiłkiem powstrzymywała się przed zerknięciem w dół. A Dread...
„On tylko na to czeka!” - błysnęło jej nagle – „No to zobaczymy...”
To był najdziwniejszy pojedynek, w jakim kiedykolwiek uczestniczyła. Niemy i nieruchomy. Powoli inni zaczęli zwracać na nich uwagę. Dread czuł na sobie coraz więcej spojrzeń...
Strongarm całą swoją siłę woli włożyła tylko w to, by pozostać w bezruchu. Jeśli bodaj drgnie, przegra. Stała, zgodnie z regulaminem, na baczność i patrzyła wprost przed siebie.
Nagle odkryła kolejny problem. Im dłużej tak stali, im więcej osób na nich patrzyło, tym trudniej było jej powstrzymać śmiech. Ale nie pozwoliła sobie nawet na zmianę wyrazu twarzy.
Sytuacja Dread'a była nie do pozazdroszczenia. Chciał przyłapać kadetkę na naruszeniu obowiązującej ją pozycji i za to objechać. Ale nie mogli stać w nieskończoność. A najwyraźniej Strongarm przejrzała jego plan i postanowiła nie dać się sprowokować...

Wszyscy na nich patrzyli. Wszyscy zastanawiali się, kto wygra.
W ciszy tak gęstej, że aż namacalnej, Dread powoli zrobił krok. Potem drugi. A potem szybko się obejrzał.
Strongarm nawet nie spojrzała na niego. Nie uśmiechała się. Nie poruszała.
Można by wziąć ją za posąg.
Dread odwrócił się i szybkim krokiem przeszedł do następnego szeregu. Odprowadzały go drwiące spojrzenia.
„Jeszcze zobaczysz, mądralo...”


Sideswipe niepewnie podszedł do Drift’a.
- Drift, słuchaj, ja... Głupio mi, że tak na ciebie napadłem. Przepraszam.
- Nie żywię urazy, Sideswipe. Skoro na mnie nakrzyczałeś, najwyraźniej miałeś powód. Lepiej wyrzucić z siebie złe emocje, zanim cię zniszczą od środka.
- Dzięki. Ale nie miałem prawa się na tobie wyżywać. Naprawdę mi przykro.
- Lepiej, żebyś wyładowywał złość na mnie, niż na mniejszych i bezbronnych.
- Twierdzisz, że Slip i Jet są bezbronni? Bardzo śmieszne.
Drift uśmiechnął się lekko.
- Może tak całkiem bezbronni to nie. Jeśli jeszcze raz będziesz potrzebował upuścić spaliny, nie krępuj się.

czwartek, 2 lutego 2017

Figurkę od Denny’ego postawiła na stoliku. Wyjęła niewielki dysk – prezent od Sideswipe’a i obejrzała go. „Wygląda na rzutnik... To pewnie kolejny dowcip! Jak znam Sideswipe’a...”
Położyła go obok figurki i włączyła.
Z hologramu uśmiechał się do niej Bumblebee. Za chwilę zniknął, a na jego miejscu pojawił się Sideswipe. Po chwili ustąpił miejsca Grimlock'owi. Fixit... Drift... Slipstream i Jetstorm... Denny z Russel’em... Grupowe zdjęcie, jeszcze z Windblade, Rachet'em i Optimusem.
„To było po powrocie z wyspy decepticonów... Bumblebee się uparł na pamiątkowe zdjęcie... Ale kiepsko wyszłam...”
Uśmiechnęła się do wspomnień.
Położyła się, by spokojnie uporządkować myśli i emocje.


Optimus znów wracał do domu z ciężkim sercem. Jego sytuacja była trudniejsza niż kiedykolwiek. A przecież nieraz stawiał czoła przeciwnościom losu. Ile razy był otoczony przez wrogów? Ile razy był już gotów pomyśleć, że wszystko stracone? Zawsze jednak pojawiała się iskierka nadziei...
Teraz miał jej coraz mniej.
A przecież był na Cybertronie. W Kaon City. To jego dom...
Dom.
Transformował się i otworzył drzwi. Światło zapaliło się, gdy wszedł. Wyjął broń i położył na stoliku przy drzwiach.
Przeszedł dalej i usiadł na stołku w salonie. Rozejrzał się wokół. Pod ścianami stało jeszcze kilka siedzisk. Żadnego z nich nie ruszył odkąd wrócił na Cybertron.
Wziął z półki puszkę oleju. Zostało jeszcze kilkanaście...
Otworzył ją i pociągnął spory łyk.
„Kupiłem dwadzieścia! Cały orn temu... Tak, to o to chodzi...”
Uświadomił sobie nagle, co mu przeszkadza w obecnym życiu. To była samotność.
Znów się napił.
Znajduje się na swojej rodzinnej, ukochanej planecie. W mieście, które widziało jego młodość. Jego przemianę z prostego urzędnika w ogólnie szanowanego przywódcę. Widziało straszną wojnę domową, która zmieniła je w pustkowie.
„A żeby było śmieszniej – pomyślał ponuro – to ja ocaliłem tę planetę i przywróciłem do życia! A teraz...”
Westchnął.
Obecna Rada Starszych składała się z botów o wiele młodszych od niego. Nie widzieli wojny. Nigdy nie mieli bliskiej styczności z decepticonami. Brakowało im doświadczenia.
Oczywiście nie zamierzał im rozkazywać. Jedynie doradzić. Niestety, został źle zrozumiany...
Na samo wspomnienie zacisnął pięści.
Napił się.
Potem była sprawa statku...
Po ostatniej misji jego statek wymagał naprawy, więc odstawił go do stoczni. Rada zarekwirowała okręt. Był potrzebny, jasne. Miał dostać statek zastępczy.
Miał.
Jeszcze jeden łyk...
Był w kropce. Sytuacja na Cybertronie była dla niego już nie do zniesienia. Akurat wszyscy jego przyjaciele wyjechali. Rach'et pracował w szpitalu poza miastem. Windblade? Kto może wiedzieć, gdzie jest Windblade...
Z innymi dawno stracił kontakt.
Miał oczywiście wielu znajomych. Gdy szedł ulicą, co chwilę ktoś go pozdrawiał. Wiele osób zatrzymywało go na krótką rozmowę.
Jest coś jeszcze w tej puszce?
Wszystkie rozmowy wyglądały podobnie. Tak naprawdę sprowadzały się do próśb o protekcję.
„Gdyby wiedzieli, ile tak naprawdę mogę... Nic nie mogę!”
Dopił i zgniótł puszkę. Wyrzucił ją do pojemnika na złom i przeszedł do swojego prywatnego pokoju. Podłączył się do ładowania i położył, by odpocząć.
Próbował oderwać się od złych myśli, ale nie było to łatwe.
Z największą przyjemnością wyjechałby z Cybertronu, gdyby miał statek.
Słyszał niepokojące pogłoski. Podobno gdzieś we wszechświecie ukrywa się grupa decepticonów. Podobno rosną w siłę. Jeśli zawczasu nie zareagują, niedługo będą mieć do czynienia z całą armią.
Rada mu nie wierzy. Nikt tego nie powiedział na głos, ale to się czuje.
„Szanujemy twoje zdanie, Optimusie, ale nasze środki są ograniczone. Nie mamy pewności, że masz rację”
Miał ochotę jechać tam, przywieźć im decepticona i zapytać, czy teraz mu wierzą...
Albo wróciłby na Ziemię, do Bumblebee. Tam czuł się potrzebny. A przynajmniej miał z kim porozmawiać...
„Miałem o tym nie myśleć!”
Wstał i włączył odtwarzacz muzyki. Znajome dźwięki powoli koiły jego nerwy...

Strongarm wstała bladym świtem. Rozciągnęła porządnie wszystkie zginacze i sięgnęła po swój miotacz...
A, racja.
Uśmiechnęła się do hologramów na szafce i wybiegła z pokoju. Mimo wczesnej pory była pełna energii. Zamierzała poćwiczyć przed odprawą, potem wpaść na chwilę do kantyny – „Ciekawe, czy spotkam starych znajomych?” – a później do archiwum, powtórzyć trochę materiału na egzamin z prawa Cybertronu. No i spotkanie z Optimusem! Nie mogła się go doczekać.
Miarowym krokiem pokonywała kolejne korytarze. Właśnie miała zbiec po schodach, gdy usłyszała znajomy głos...
 - A dokąd się wybieramy, kadetko?
 - Dzień dobry, sierżancie. Idę potrenować, a potem skorzystać z myjni. Będę gotowa na odprawę.
 - No dobrze. Ale nie wolno tu biegać!
 - Oczywiście. Zapamiętam. - Dread wrócił do pokoiku, z którego miał widok na całe schody.
Strongarm czuła jego wzrok na plecach, gdy schodziła. Celowo szła jak najwolniej.
Przyspieszyła dopiero za rogiem.
Drzwi otworzyły się przed nią. Ucieszyła się na widok znajomych sprzętów do ćwiczeń. Najpierw pobiega na bieżni...

Optimus krążył po pokoju, zastanawiając się, co ma dziś robić. Postanowił umówić się na spotkanie z Radą – może ich jednak przekona? Potem pójdzie do archiwum i poszuka informacji o planecie Thalia. Nie spodziewał się znaleźć zbyt wiele, ale pogłoski wskazywały, że była kiedyś zamieszkana. Może znajdzie coś, co będzie pasowało do opisu...
A potem?
Nie przywykł do bezczynności.

Strongarm po zejściu z bieżni poszła poćwiczyć ramiona. Wtedy drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł obcy bot. Nie, nie obcy!
- Strongarm? Co ty tu...
 - Vigor?! No nie wierzę! Jestem tu od wczoraj i właśnie ty jesteś pierwszym znajomym, jakiego spotykam!
 - Ale jak... Podobno jesteś na Ziemi?
 - Przyjechałam tutaj, by zdać egzaminy i oficjalnie zakończyć szkolenie. Pomysł Bumblebee.
 - Naprawdę z nim pracujesz? To nie były plotki?
 - Naprawdę. Oczywiście jest nas więcej, ale Bee nami dowodzi.
Odruchowo użyła skróconej formy, zamiast pełnego imienia. Vigor oniemiał.
 - Mówisz do niego „Bee”? Jak do kolegi?
 - Zazwyczaj nie. Ale gdy rozmawiam z innymi członkami zespołu, często tak go nazywam. A co?
 - Poza tym, że rozmawiamy o chodzącej legendzie? O bocie, który samemu Optimusowi ratował karoserię?
 - Bumblebee nie ma w sobie nic z legendarnego bohatera. Zachowuje się jak każdy inny bot.
- Ale pewnie jest tak samo poważny jak Optimus, co?
Strongarm parsknęła śmiechem.
- Troszkę mniej.