Gdy Bumblebee, Starscream i reszta wrócili na złomowisko, zastali pięć kompletnie ogłupiałych decepticonów.
- Gdzie minicony?! – warknął Starscream
- Nie wiem. Pojawiła się ta policjantka, zaczęła tu jeździć, to za nią pobiegliśmy. – usprawiedliwiał się Sandstorm.
- Wszyscy?!
- Nie, we trzech. Ale wtedy pojawił się Sideswipe i załatwił tych, co zostali. Oboje zabrali minicony i tyle...
Bumblebee upuścił swoje części i wybuchnął śmiechem. Usiadł na ziemi i co chwilę ocierał krople smaru, zbierające się w jego oczach. Grimlock mu wtórował. Jedynie Drift zachował powagę, choć i on nie krył zadowolenia.
- Natychmiast przestań! – krzyknął na niego Sandstorm.
- Nie mogę! Pięć decepticonów dało się zrobić dwójce nastolatków i trzem miniconom...
- Liczbowo byli równi. – słowa Drifta wywołały kolejną falę śmiechu.
- Przestańcie, bo komuś stanie się krzywda! – zagroził Sandstorm
Bee ze wszystkich sił próbował się powstrzymać. Niestety, mimo wysiłków, wciąż chichotał. Sandstorm podszedł i bez ostrzeżenia uderzył go w głowę. Autobot zatoczył się i byłby upadł, gdyby Grimlock go nie złapał.
- Dzięki, Grim. Kurczę, że ja tego nie widziałem... Starscream, ten twój złom nie mógł zaczekać?
Sandstorm ponownie podniósł rękę.
- Zostaw! – powstrzymał go Starscream - Gwarantuję ci, że Bumblebee za chwilę...
- Tak, wiem – przerwał mu Bee – zaraz przestanę się z ciebie natrząsać. Za chwilę zacznę cię traktować poważnie. Już niedługo nie będzie mi do śmiechu. Nie wiem, ile razy musiałbym to powtarzać, żeby uwierzyć.
- Grrr, zamknij się! Minicony miały farta, ale wciąż mam was!
- Jeśli nadal będziesz tak paprać robotę, to już niedługo.
Bumblebee, pomimo ciężkiej sytuacji, odzyskał rezon. Denny, Russel i minicony są bezpieczne. Sideswipe i Strongarm również. Naprawdę bardzo trudno mu było powstrzymywać uśmiech.
Sideswipe i Strongarm zatrzymali się nad rzeką. Fixit wysiadł i oboje się transformowali. Przybili piątkę.
- Szkoda, że nie widzimy miny Starscream’a – śmiał się Sideswipe
- Ja się z tego cieszę. Nie chciałabym go teraz spotkać. – Strongarm również chichotała, podobnie jak minicony.
Nagle usłyszeli szelest za plecami. Zareagowali błyskawicznie.
- Eee... Cześć? - wyjąkał Denny na widok protoblastera. – Nie w porę?
- Wybacz, Denny. – Strongarm schowała broń. – Co tu robicie? Myśleliśmy, że wciąż jesteście na złomowisku.
- Bee uprosił Starscream’a, żeby nas wypuścił.
- Znaczy, że teraz Scream ma tylko trzech naszych przyjaciół? Fajnie – podsumował Sideswipe
- Tak, ale teraz będzie trudniej – Strongarm ostudziła zapał kolegi. – Mieliśmy szansę, bo się rozdzielili. Teraz będą raczej trzymać się razem. A z całą jedenastką nie damy sobie rady.
- Chyba że otrzymamy wsparcie.
- Jakie wsparcie?
- Zapomniałaś o Optimusie? Będzie za kilka godzin.
- No tak... Ale nie może wylądować na złomowisku!
- Dlaczego? To byłoby niezłe - Sideswipe wciąż się uśmiechał – Zapewniło by nam element zaskoczenia.
- Myślisz?
- W przeciwieństwie do ciebie... Auu!
Strongarm kopnęła go w kostkę.
- Mówiłaś, że mogę...
- A ty, że cię to nie bawi. Zdecyduj się.
Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami.
- A może usiądziemy razem i wymyślimy jakiś sensowny plan? – Spytał szybko Russel – Zanim znów zaczniecie się bić? Pamiętajcie, tu nie ma ani Bee, ani Grima. Nie ma komu was rozdzielić.
- Nie będzie trzeba. – zapewniła go Strongarm
- Dokładnie. Niektóre boty potrafią nad sobą panować...
- Racja. Inaczej już dawno bym cię rozwaliła.
- Nie wiadomo, kto kogo.
- Spokój!
Oba boty spojrzały na Denny’ego z najwyższym zdumieniem.
- Czy ty usiłowałeś być... Groźny? – zapytał drwiąco Sideswipe
- Niezupełnie. Chciałem być stanowczy. Ktoś musi.
- Masz rację, Denny – potwierdziła Strongarm – Wybaczcie. To w naszych rękach leży los naszych przyjaciół, Sideswipe.
- Wiem. Prowadź, szefowo. – zgodził się niechętnie.
- Sideswipe, posłuchaj...
- Nie, to ty posłuchaj – przerwał jej – Kilka razy już miałaś okazję dowodzić i jakoś wszyscy jeszcze żyjemy. Nigdy nie myślałem, że to powiem, ale... Ufam ci. Bez zastrzeżeń.
Spojrzała na pozostałych. Wszyscy skinęli głowami.
- Dziękuję wam. Proponuję teraz się ukryć, ale niedaleko od złomowiska. Pozostaje nam czekać na Optimusa. Do jego przyjazdu i tak nie możemy ich zaatakować. Chcę zwrócić Bumblebee drużynę w pełnym składzie. Fixit!
- Tak?
- Masz przy sobie skaner?
- Oczywiście.
- Powiedz mi, gdy tylko zauważysz ślad Optimusa.
Bumblebee, Grimlock i Drift siedzieli na ziemi i patrzyli ciekawie, co robią decepticony. Otoczeni przez sześciu wrogów i tak nie mieli zbyt wiele do roboty. Pozostali pod wodzą Starscream’a składali przyniesione z lasu części. Dziwna maszyna rosła w oczach. Pośrodku stał dość wysoki filar, zwieńczony kulą. Od połowy jego wysokości do podstawy biegły łukowate podpory, wystarczająco wysokie, by zmieścił się pod nimi autobot...
- Bee? Co to może być? – Grimlock wyraźnie się bał.
- Skąd mam wiedzieć? W życiu czegoś takiego nie widziałem...
- Oświecę was – okazało się, że Starscream stoi tuż nad nimi. – Poprzez prezentację.
Przez chwilę wodził spojrzeniem od jednego autobota do drugiego.
- Może dinobot? – Podsunął mu Sandstorm – Jest najsilniejszy, pokaz będzie mógł trwać dłużej.
- Racja. Pozwól, olbrzymie. Stań tutaj.
- Nie! – Bee rzucił się do przodu i równie szybko zatrzymał. Sandstorm znów celował w Drifta.
- Uspokoisz się wreszcie, Bumblebee?
Bee bezradnie patrzył, jak decepticony przywiązują Grima łańcuchami. Starscream podszedł bliżej i nadzorował pracę.
- Ciaśniej – pouczał podwładnych – Musi jak najdokładniej przylegać do filaru. Tak lepiej.
Sięgnął ręką do dźwigni. Bee i Drift śledzili każdy jego ruch.
- Światła, kamera... Akcja!
Pociągnął za dźwignię.
Grimlock naprężył się i krzyknął rozdzierająco. Po filarze pomknęły niebieskie krople, znikające w wielkiej kuli.
Starscream wyłączył maszynę. Grim zawisł bezwładnie na łańcuchach.
- Przedstawiam wam moje najnowsze odkrycie. Wysysacz energonu. Czyż to nie wspaniała maszyna?
Bumblebee nie był w stanie powiedzieć ani słowa. Podszedł do dinobota, który właśnie podnosił głowę.
- Jak się czujesz, Grim?
- Ujdzie. Choć wolałbym tego nie powtarzać...
- Cudowne, prawda? – zachwycał się Starscream – Zobaczcie, tu mam regulator. Mogę ustawić pełną moc, która wykończy waszego kolegę w kilka chwil. Albo najmniejszy pobór, by pokaz trwał dłużej... Popatrzcie.
Znów pociągnął dźwignię. Tym razem Grimlock nie krzyknął, a niebieskie krople wędrowały dużo wolniej.
- Całe paliwo zbiera się w tym kulistym zbiorniku. I można je potem wykorzystać. Genialne.
Grimlock jęknął głośno. Bee odwrócił się do Starscream’a.
- Przestań! - Starscream popatrzył na niego drwiąco. Bee opanował się. – Proszę. Wypuść go. Jestem twój, ale zostaw moich przyjaciół. Przecież to na mnie chcesz się zemścić.
- Właśnie to robię, Bumblebee. Jaka zemsta będzie lepsza, niż wykończenie całej twej ekipy? Na twoich oczach? Czy jest coś, co zaboli cię bardziej?
Bumblebee jęknął głucho. Nie mógł sobie wyobrazić nic gorszego. A Starscream o tym wiedział.
Wyłączył maszynę. Grimlock odetchnął z ulgą.
- Nie za wiele naraz... Chcemy, by przedstawienie trwało, prawda? A może damy odpocząć naszemu zielonemu koledze? Kto na ochotnika?
Rozkuli Grimlocka, który upadł na kolana. Po chwili jednak zdołał wstać i podszedł do przyjaciół.
- Nnic... Mi nie jest – wyjąkał – Tylko jestem... Troszkę osłabiony.
- Twoja kolej, Drift. Zapraszamy.
Bumblebee zacisnął pięści. Drift powstrzymał go gestem.
- Spokojnie, Bumblebee. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale ja nie jestem dla drużyny aż tak ważny, jak ty.
Bee poczuł, że przetwornik mowy go zawodzi. W ciszy patrzył, jak Drift zajmuje miejsce opróżnione przez Grimlocka.
Starscream przesunął dźwignię.
Optimus widział już ziemię. Włączył skanery dalekiego i bliskiego zasięgu. Po chwili na monitorze pojawiły się symbole. Zdumiał się, widząc znaki decepticonów na złomowisku. Tuż obok nich były trzy symbole autobotów...
Teraz już zaczął się bać. Zwiększył pole skanowania, szukając jeszcze jakiegoś znaku życia.
Dwa autoboty, trzy minicony i dwoje ludzi usiłowało usadzić się wygodnie w jaskini. Niestety była dla nich za mała. Ale w pobliżu złomowiska nie było większej.
Zwłaszcza Strongarm i Sideswipe musieli się mocno garbić. Nie wpływało to dobrze na ich humory i tylko powaga sytuacji sprawiała, że oboje jeszcze żyli.
- Optimus do Strongarm – sygnał z komunikatora przerwał kolejną ponurą wymianę zdań – Odbiór!
- Zgłaszam się.
- Jestem już niedaleko. Jak wygląda sytuacja?
- Starscream podstępem wdarł się na złomowisko. Jest ich jedenastu. Mają Bumblebee, Drifta i Grimlocka.
- A reszta?
- Są ze mną. Co robimy?
- Czy zdołacie zbliżyć się do złomowiska? Pod samo ogrodzenie?
- Chyba tak. Jeśli nas nie usłyszą.
- Według mojego skanera wszyscy są skupieni wokół centrum dowodzenia. Czy znacie jakieś przejścia przez ogrodzenie? Miejsca, gdzie nikt was nie zobaczy?
- Parę by się znalazło – mruknęła Strongarm, świadoma krzywego spojrzenia Sideswipe’a.
- Więc posłuchajcie...
W absolutnym skupieniu wysłuchali planu Optimusa. To miało szansę się udać...
Drift zamknął oczy. Ze wszystkich sił starał się być mężny, ale słabł coraz bardziej i było to okropne uczucie. Zdecydowanie wolałby nawet najsilniejszy ból...
- Starscream! Proszę cię! – Bee był zdesperowany – Przestań! Weź mnie!
- Nie. Chcę, żebyś na to patrzył.
- A może jednak Bumblebee wypróbuje naszą maszynę? – zaproponował Sandstorm – W końcu nie wie jeszcze, co tak naprawdę czują jego koledzy...
- To nie jest taki głupi pomysł. Zmiana!
Bumblebee odetchnął z ulgą. Podejrzewał, że tego nie przeżyje, ale wolał już zginąć i nie widzieć cierpienia przyjaciół. Podszedł do maszyny. Wyciągnął rękę do Drifta.
- Cokolwiek się stanie, wiedz, że praca z tobą była zaszczytem.
- Nawzajem, przyjacielu. – Drift uścisnął mu dłoń.
Bee skinął głową Grimlockowi i zajął miejsce przy słupie. Decepticony zaczęły oplatać go łańcuchami.
Sideswipe i Strongarm jechali obok siebie.
- Tutaj! – otworzyła drzwi, wypuszczając Denny’ego, Russela i Fixita.
Sideswipe transformował się i podsadził wszystkich trzech. Przeskoczyli mur i ukryli się między złomem. Denny rozejrzał się ostrożnie.
- U mnie czysto – wyszeptał do krótkofalówki – idziemy na pozycję.
- Przyjęłam.
Oba autoboty odjechały.
- Dokąd teraz?
- Przy wschodniej ścianie jest miejsce, gdzie mnie kiedyś przyłapałeś. Tam podrzucimy minicony.
- A tak między nami... Dużo masz tych tajnych przejść? Nie powiem Bee, słowo.
- Dziewięć. Z czego porucznik zna sześć. To było takie ćwiczenie, miałam wykradać się z bazy tak, żeby nie wiedział, którędy wychodzę. Powiedział, że to się może kiedyś przydać.
- I wykrakał... Tutaj?
- Jeszcze kawałek.
Bumblebee zdołał złapać kawałek łańcucha i zacisnąć go w dłoni. Drugą ręką zrobił to samo. Gdy skończyli go wiązać, wypuścił zapas. Ale łańcuch owijał go wielokrotnie, luz na dwóch zwojach niewiele mu pomógł. Zaczął nieznacznie poruszać rękoma, chcąc naciągnąć łańcuch i rozłożyć zapas równo.
Starscream przesunął dźwignię. Bumblebee poczuł nagle, jak energon opuszcza jego ciało. Jego stopy ogarnął lodowaty chłód.
„Jak Drift to zniósł? Nawet nie jęknął... Ja chyba nie wytrzymam...”
Jego stopy były już jak martwe. Chłód wspinał się teraz po nogach, dotarł już prawie do kolan. Uczucie zimna zaczęło obejmować też dłonie.
Dłonie.
Zmuszając się do największego wysiłku w życiu, Bee znów zaczął pracować nad uwolnieniem rąk.
- Strongarm do Optimusa. Melduję, że wszyscy są na pozycjach. Za chwilę obejmę swoją.
- Doskonale. Posłuchajcie wszyscy. Od teraz, do momentu, gdy wysiądę ze statku, obowiązuje absolutna cisza. Nikt nic nie mówi i nikt się nie rusza. Bez odbioru.
Strongarm rozłączyła się i podeszła do ogrodzenia. Ostrożnie spojrzała ponad murem. Ze swojej pozycji widziała grupę botów i conów. Stali w półkolu, tyłem do niej.
„Na co oni wszyscy patrzą?” zastanowiła się krótko. Nagle dotarło do niej, że żaden ze stojących nie jest żółty...
Poruszanie rękami było coraz trudniejsze. Mimo to Bumblebee jakoś wyplątał prawą rękę z części zwojów. Dzięki temu udało mu się wypracować więcej luzu.
Starscream wyłączył maszynę.
- I jak się czujesz?
- Wprost rewelacyjnie! Dawaj dalej, to zupełnie nowe doświadczenie!
- Coś mi mówi, że Bee próbuje nadrabiać miną – szepnął Grimlock do Drifta.
- Nasz szlachetny dowódca usiłuje sprowokować Starscream’a, żeby wyładował swój gniew na nim, a nie na nas.
Drift nie spuszczał wzroku z Grimlocka. Walczył ze sobą, żeby nie spojrzeć tam, gdzie chyba dostrzegł dwie niewielkie postacie.
Grimlock trącił go lekko palcem. Wskazał za plecy Drifta i spojrzał na wrak czerwonego samochodu, stojący w pobliżu.
Obaj poczuli ulgę. Odsiecz jest blisko. Już niedługo.
Optimus stał przy trapie swego statku. Zamknął oczy i jeszcze raz przypomniał sobie cały plan, punkt po punkcie.
Uda się. Musi się udać.
W ostateczności będę improwizował.
Otworzył oczy. Zniżył lot statku. Wyłączył mechanizmy maskujące i otworzył trap.
Zanim ktokolwiek się połapał, spadł jak grom na Starscream’a.
- Teraz! – głos Strongarm rozbrzmiał we wszystkich komunikatorach.
Grimlock i Drift odskoczyli na bok, by nie przeszkadzać kolegom.
Sideswipe rzucił się na najbliższego wroga.
- My się chyba już dziś widzieliśmy – dwoma ciosami i kopniakiem posłał go na ziemię. – Chyba ci pecha przynoszę. – Zabrał się za następnego. Według planu miał jak najszybciej wyeliminować najsłabszych, by zmniejszyć przewagę liczebną.
Strongarm zaczęła strzelać do Sandstorma. Ten natychmiast się na nią rzucił.
Z alejki wyjechał dźwig, prowadzony przez Denny’ego i dołączył do ogólnej rozwałki.
Grimlock zaczął się szarpać z kajdankami.
- Pozwolisz, że ci pomogę?
Ten głos sprawił, że obaj zgłupieli. Osłupiali patrzyli na Fixita i Russela. Fixit uruchomił palnik. A Russel trzymał miecz Drifta.
Oba uwolnione boty ruszyły do walki. Fixit i Russel pobiegli do swojej stałej kryjówki.
Z całego tego chaosu najbardziej ucieszył się Bumblebee. Wreszcie nikt na niego nie patrzył i mógł swobodnie szarpać się z łańcuchem. Już prawie, prawie...
Cios Optimusa rzucił Starscream’a w jego stronę. Scream spojrzał na Bee i przestawił maszynę na pełną moc. Wyciągnął rękę w stronę dźwigni.
Bumblebee udało się uwolnić prawą rękę. Złapał Starscream’a i przyciągnął do siebie dokładnie w chwili, gdy ten włączył maszynę. Mocno otoczył go ramieniem, nie pozwalając na wyłączenie wysysacza
Obaj krzyknęli jednym głosem.
- Zginiesz razem ze mną, Bumblebee.
- Nie mam nic przeciwko.
Optimus chciał przyjść z pomocą przyjacielowi, ale dwa inne decepticony zastąpiły mu drogę.
Strongarm z trudem parowała ciosy Sandstorma. Sama nie zadała jeszcze ani jednego. Co chwilę odskakiwała, by razić go z protoblastera, ale szybko znów zmniejszał dystans.
- Strongarm, Sideswipe! – usłyszeli głos Drifta – trzeba wyłączyć tę maszynę! Ona zabije Bumblebee!
Strongarm rzuciła okiem w tamtą stronę i to był błąd. Sandstorm wyprowadził cios w klatkę piersiową, który ją powalił. Podszedł, zamierzając się do drugiego uderzenia.
Nagle z lewej strony dostrzegła jakiś czerwony cień. To Sideswipe uporał się z trzema najsłabszymi i teraz zabierał się za przeciwników o wyższym levelu.
Strongarm rozejrzała się rozpaczliwie. Widziała dźwignię, ale bała się strzelać. Wyłączyła swój miotacz i ścisnęła go pewniej w dłoni.
Rzuciła, wkładając w ten rzut całą rozpacz, siłę i nadzieję, jakie jej jeszcze pozostały.
Trafiła. Ale była teraz bezbronna.
Optimus próbował się dostać do Bumblebee, jednak przewaga liczebna wrogów była zbyt wielka. Pokonał jednego, ale na jego miejscu stanął następny. I następny. I jeszcze jeden.
Zacisnął usta i walczył.
Drift trafił na godnego przeciwnika. W innych okolicznościach cieszyłby się tym pojedynkiem, ale był zbyt osłabiony. Mimo to mężnie stawiał czoła szermierzowi równemu sobie, ale w pełni sił. Nagle za plecami wroga dostrzegł ruch. By odwrócić jego uwagę, przykląkł na chwilę, jakby zbierał siły. Decepticon uniósł miecz.
Splitstream i Jetstorm pojawili się znikąd. Wskoczyli mu na plecy i zasypali gradem ciosów. Odrzucił ich, ale w tej chwili Drift zerwał się i uderzył go w szczękę, wykorzystując siłę nie tylko rąk, ale i nóg. Decepticon upadł z łoskotem na ziemię.
Grimlock walił w swego przeciwnika raz za razem. Sam też nieraz oberwał. Wyglądało na to, że trafił na twardziela. A ponieważ miał dłuższą chwilę, żeby odpocząć, nie miał nic przeciwko porządnej bijatyce.
Starscream oderwał się od Bumblebee, który nie mógł mu już przeszkodzić. Wisiał bez ruchu na łańcuchach, niczym martwy.
Starscream spojrzał na niego z pogardą.
- Było ze mną nie zadzierać, Bumblebee. Jak widzisz, albo i nie, byłeś, jesteś i będziesz zbyt mały, by się ze mną mierzyć.
- Odwołaj to!
Spojrzał w stronę, z której dobiegł głos. I zobaczył coś na kształt biało-niebieskiego pocisku.
Strongarm usiadła na nim i zdzieliła go z całej siły w głowę.
Sideswipe nagle zrozumiał, jakim cudem Sandstorm pokonał Drifta i Bee. Tylko swojej tak zachwalanej szybkości zawdzięczał to, że jeszcze stał na nogach. Jednak był coraz bliższy wołania o pomoc.
Nie musiał wołać.
Optimus uporał się wreszcie ze swoimi przeciwnikami i rozejrzał się. Bez namysłu pobiegł w stronę Sideswipe’a i stanął między nim, a Sandstormem.
- Pomóż innym! – rozkazał krótko – A ty zmierz się z kimś twojego formatu...
Starscream zrzucił Strongarm i kopnął ją w udo. Zerwali się i znów skończyli na siebie. Osłabiony działaniem maszyny nie był zbyt trudnym przeciwnikiem nawet dla niedoświadczonej kadetki. Pomógł mu przypadek.
Przewracali się po ziemi, to jedno było w górze, to drugie.
Strongarm udało się wydostać na wierzch. Uderzyła Starscream’a jeszcze dwa razy.
Nagle ręka decepticona na coś trafiła.
Zacisnął dłoń na miotaczu i włączył go.
Gdy dostała w pierś, uświadomiła sobie, że oberwała z własnej broni. Odrzuciło ją do tyłu i zamroczyło na dobrą chwilę.
Optimus dawno nie miał okazji mierzyć się z przeciwnikiem tak wysokiej klasy. Gdyby było to starcie sam na sam, pewnie jeszcze by je przedłużał. Ale strach o drużynę, a przede wszystkim o Bumblebee, sprawił, że skupił się na jak najszybszym pokonaniu Sandstorma. Zadawał i parował uderzenia, szukając jednego słabego punktu.
Sideswipe zasłonił Strongarm w ostatniej chwili. Ścisnął miecz i zaatakował Starscream’a. Ten strzelał z miotacza Strongarm. Nagle czerwony bot zauważył, że decepticon porusza się coraz wolniej. Zamarkował cios mieczem i lewą ręką złapał miotacz. Kopnął cona w rękę, zmuszając do puszczenia broni. Kolejnym kopniakiem powalił go.
Odwrócił się i zrobił kilka kroków w stronę Strongarm. Odzyskała już przytomność i uśmiechnęła się do niego. Nagle uśmiech zniknął, a oczy rozszerzył strach.
Wiedział, co to znaczy.
Rzucił Strongarm jej broń i odwrócił się do Starscream’a. Con tym razem był bez broni, więc zwarli się w uścisku.
- Sideswipe!!! – usłyszał za plecami.
Szarpnął się i obrócił, pociągając Starscream’a. Ustawił go między sobą a Strongarm. A potem puścił i uskoczył.
Strongarm strzeliła. Starscream padł nieprzytomny.
Optimus wreszcie zdołał złamać obronę przeciwnika. Teraz to on dyktował warunki. A ponieważ chciał skończyć jak najszybciej, zasypał Sandstorma gradem uderzeń.
Fixit przeciął łańcuchy i Bumblebee opadł w ramiona Grimlocka. Ten ostrożnie położył go na ziemi. Wszyscy otoczyli Bee kołem.
- Co mu jest? – spytała Strongarm
- Ta przeklęta maszyna wyciągnęła z niego cały energon – wyjaśnił Drift. - Chyba straciliśmy Bumblebee.
- Może nie! – Sideswipe zachował nadzieję – Jeśli Iskra jest nienaruszona, Bee żyje! Trzeba go tylko naładować!
Fixit podjechał do maszyny.
- Być może uda mi się odwrócić jej działanie...
- Nie ma na to czasu! – Sideswipe zniecierpliwił się. Otworzył gniazdo na nadgarstku i wyjął kabel, którego używał do ładowania. Jego koniec podpiął do identycznego gniazda na ręku Bee.
Wszyscy w absolutnej ciszy śledzili wzrokiem każdą błękitną kropelkę.
Mijały sekundy i minuty. Mogliby przysiąc, że patrzą tak już godzinami.
W tej ciszy jęk Bumblebee zabrzmiał wyjątkowo głośno, choć tak naprawdę bardziej przypominał westchnienie. Ale nadzieja odżyła.
Bee jęknął drugi raz i otworzył oczy.
Optimus, odkąd powalił Sandstorma, stał w jednej pozycji, wciąż trzymając miecz, i patrzył na przyjaciela. Jego umysł zapętlił się na jednym słowie.
Nie.
Powtarzał je w myślach cały czas.
Dopóki nie obudził go zespołowy okrzyk radości.
Bee usiadł z pomocą Strongarm i powiódł spojrzeniem po członkach swojego zespołu. Uśmiechał się, ale nie miał jeszcze siły mówić. Padł na niego ogromny cień. Gdy podniósł głowę, napotkał wzrok Optimusa.
Prime klęknął przy nim.
- Bumblebee?
- Tak?
- Nigdy więcej mi tego nie rób.
- Też nie mam ochoty na powtórkę.
Sideswipe jęknął cicho i opuścił głowę. Bee dopiero teraz zauważył, że są połączeni. Odpiął kabel.
- Jesteś pewny? Ja dam radę...
- Nie ma takiej potrzeby, Sideswipe. Jakoś się doczołgam do centrum, nie jest daleko. Pomożecie?
Optimus zarzucił sobie na szyję jego jedną rękę, Grimlock drugą. Powoli ruszyli w stronę centrum dowodzenia.
Posadzili Bee i podłączyli do ładowania. Czuł, jak wraca do życia. To było wspaniałe uczucie.
- Dziękuję wam wszystkim, a zwłaszcza tobie, Optimusie.
- Zawsze możesz liczyć na moje pełne wsparcie.
- I nawzajem.
Rozejrzał się dookoła. Jego wzrok padł na maszynę Starscream’a.
- Trzeba by odzyskać stamtąd nasz energon.
- Pracuję nad tym, Poruczniku.
- Doskonale, Fixit.
- A sama maszyna? Rozebrać ją?
- Wymontuj tylko najważniejsze części. Korpus niech zostanie. Jako pomnik wszystkich porażek naszego starego przyjaciela...
Optimus się uśmiechnął.
- Ech, Bumblebee – westchnął – Ty się chyba nigdy nie zmienisz.
- A kto chce, żeby się zmieniał? – zaperzył się Grimlock
- Nikt.
Optimus i Strongarm zakuli wszystkie decepticony w kajdanki. Sideswipe i Drift pomagali Fixitowi. Grimlock zajął się transportem więźniów - brał po jednym w obie ręce i zanosił na statek. Bumblebee, wciąż słaby, obserwował wszystko z uśmiechem na ustach. Jak zwykle.
Nadszedł czas pożegnania.
- Jeszcze raz dziękuję, Optimusie. Bez ciebie chyba bym...
- Beze mnie też byście sobie poradzili. Strongarm wspaniale cię zastąpiła. Pozostali też spisali się na medal.
- Wiem. - Bee z dumą spojrzał na swoją drużynę. - Wiesz, co czasami myślę?
- Co takiego?
- Może i jesteś lepszym dowódcą. - gestem powstrzymał Optimusa, który chciał zaprzeczyć - Bardziej doświadczonym, cierpliwym, spokojnym... Ale takiego szczęścia do podwładnych to chyba nie miałeś.
- Mylisz się, Bumblebee. W obydwu punktach.
Uścisnęli sobie dłonie. Optimus odwrócił się i wszedł na statek. Po chwili uniósł się w powietrze i zniknął im z oczu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz