środa, 18 stycznia 2017

Bee milczał, czekając na jej reakcję. Po dłuższej chwili doszedł do wniosku, że chyba się nie doczeka.
- Strongarm?
Drgnęła, jakby obudzona ze snu.
- Ty... Mówisz poważnie?
- Jak najbardziej.
- Nie, zaraz... Muszę to przyswoić. Potrzebuję chwili...
- OK, jesteś wolna. Ale daj znać, jak już się ogarniesz. Mam ci coś jeszcze do powiedzenia.
- A czy to będzie równie niespodziewane? Jeśli ma mi się jeszcze raz zawiesić system, to wolałabym mieć to już z głowy.
- Jesteś pewna?
- Całkowicie.
- Wracasz na Cybertron.
- Co?! Dlaczego?!
- Tak będzie lepiej, Strongarm, uwierz mi.
- Lepiej dla kogo? Dla ciebie? Dla drużyny? Bo na pewno nie dla mnie!
- Strongarm. Porozmawiajmy spokojnie. Gdy wysłuchasz moich argumentów, podasz własne, dobrze?
Skinęła głową.
- Przede wszystkim powinnaś pamiętać, że ja nie mam żadnej władzy na Cybertronie. Mogę przestać nazywać cię kadetką, mogę mianować cię sierżantem. Ale to nie znajdzie odbicia w archiwach Akademii. Dla Cybertronu pozostaniesz na zawsze uczennicą. A ja nie mogę na to pozwolić.
- Mi to nie przeszkadza.
- Nie umiesz kłamać, Strongarm. Wiem, jak ważna dla ciebie jest kariera. I powtarzam, nie chcę zamykać ci drogi.
- Jeśli mam wybierać między rozwojem zawodowym, a pracą z tobą, to wybieram to drugie. Możesz mnie przekonywać do woli, nie zmienię zdania.
- Dziękuję ci, ale nie musisz wybierać. Możesz jechać na Cybertron, zdać egzaminy końcowe i wrócić tu jako pełnoprawna policjantka. Jeśli zechcesz. Zobaczysz, co Cybertron może ci zaoferować. Na pewno znajdziesz dobrą pracę...
- Mówisz tak, jakbyś chciał, bym tam została...
- Gdybym miał robić to, co chcę, na wieki pozostałabyś kadetką. I nie ruszyłabyś się z bazy dalej niż na patrol. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała, ale tego nie powinnaś brać pod uwagę. Przemyśl moją propozycję, ale nie myśl ani o mnie, ani o drużynie. Raz w życiu bądź egoistką, dobrze?
- Postaram się, ale myśl, że mam się z wami rozstać... Z drugiej strony jednak... Możesz się tak nie uśmiechać?! Jeszcze nie powiedziałam, że jadę.
- Jeszcze. Jakby co, jestem w centrum dowodzenia.
Odszedł znacznie lżejszym krokiem niż przyszedł.

- Już?! – Sideswipe wyraźnie był wściekły – Tak szybko skończyliście?
- Szybko? Miałem wrażenie, że siedzimy tam ponad godzinę...
- Niewiele mniej.
- Sideswipe, o co ci chodzi?
- O to, że niezależnie od tego, co jej powiedziałeś, na pewno na to nie zasłużyła! Ostatnio zachowywała się naprawdę dobrze i...
- OK, dobra... A skąd pewność, że ją zrugałem?
- Pomyślmy... Najpierw wymyślasz tę zmianę dowództwa, że niby chcesz ją sprawdzić. Misja się udaje, co jest dla ciebie plamą na honorze. Wracasz z fochem i trzymasz go trzy dni, a potem wyciągasz ją na słodkie sam na sam... Ty masz mnie za ślepego, czy za idiotę?!
-  W tej chwili? Za idiotę, i to ciężkiego! Tak się składa, panie obrońco uciśnionych, że Strongarm właśnie przestała być kadetką. To z tym nosiłem się trzy dni i o tym z nią rozmawiałem. Zdziwiony?
- No... Trochę. Kurczę, Bee, ja... Przepraszam.
- Postąpiłeś słusznie. Cieszę się, że potrafisz wziąć koleżankę w obronę, nawet jeśli nie jest to konieczne. To najlepiej o was świadczy.
- Idę się z niej pośmiać, żeby nie zadzierała nosa jeszcze bardziej.
- Może nie dzisiaj, dobrze? Ma poważną sprawę do rozważenia.
- Jaką znowu?
- Zaproponowałem jej, żeby pojechała na Cybertron i oficjalnie zdała egzaminy. Dostanie odznakę z rąk Rady Akademickiej i...

Urwał, widząc minę Sideswipe’a. Czerwony bot patrzył na niego kompletnie osłupiały. Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Sideswipe po raz pierwszy w życiu stracił mowę. Po chwili odwrócił się i odszedł.
Bee zrobił parę kroków. Sideswipe usłyszał go i się obejrzał.
- Chcę być sam – wydusił z siebie głosem, jakiego nikt jeszcze nigdy u niego nie słyszał. Transformował się i odjechał w stronę bramy. Po chwili Bumblebee usłyszał głośny klakson, którym jego podwładny domagał się wypuszczenia.
- No to pięknie – westchnął – A oni się nawet nie lubią. To jak zareagują Grimlock i Fixit? Ech, z dzieciakami...
Poszedł dalej do centrum dowodzenia.

Sideswipe jechał przez las, nie wybierając drogi.
„Strongarm wyjeżdża. To dobrze. Przestanie mną rządzić! Ostatnio naprawdę była nie do zniesienia... Wymądrza się jak jakaś chodząca encyklopedia. Zasady to, zasady tamto. No i nikt w tej ekipie nie leje mnie tak często jak ona. Tak, fajnie że wyjeżdża. Naprawdę fajnie”
Wyjechał z lasu i zatrzymał się nad urwiskiem. Widział stąd złomowisko. Wiele wspomnień wiązało się z tym miejscem. To tu pierwszy raz starli się z Underbite'm. Tu tak naprawdę poznał...

Strongarm.

Transformował się i z całej siły kopnął spory kamień. Potem drugi raz i trzeci.
- Kogo ja chcę oszukać? – rzucił pytanie w przestrzeń.
Oszukać... Szukać... Szukać... – odpowiedziało mu echo.
Nie na taką odpowiedź liczył.


- Szukałem cię, Bumblebee. – Drift wrócił już z patrolu.
- Jesteś już. Jak w terenie?
- Bez zmian.
- Dobrze. Grim, Fixit, możecie tu podejść? Chcę coś powiedzieć i wolałbym mieć to już za sobą.
- Czy to ma związek ze zmianą kolejności patroli?
„Gdyby dawno temu ktoś mi powiedział, że spokój Drift’a będzie dla mnie otuchą... Nie, wyśmiałbym go, nawet jeśli byłby to sam Primus.”- pomyślał Bumblebee. A głośno powiedział tylko:
- Przed chwilą rozmawiałem ze Strongarm. Jej szkolenie uważam za ukończone. Jednak by formalnościom stało się zadość, musi ona wrócić na Cybertron.
- Strongarm nas... Opuszcza? – Grimlock jakby zmalał.
- A czy ona wróci, poruczniku? – głos Fixit’a drgał.
- Nie wiem, Fixit. Naprawdę tego nie wiem.

- A ja zawsze uważałam cię za mądrego bota, poruczniku.
Wszyscy obejrzeli się i zobaczyli Strongarm. Kadetka stała prosto, ręce oparła na biodrach. Na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Wrócę na pewno. Macie moje słowo.
- I będziesz nas pilnować, nie? Żebyśmy nie łamali przepisów? – zapytał z nadzieją Grimlock
- A kto by was wszystkich upilnował, Grim! Zwłaszcza... Ej! Gdzie jest Sideswipe?!
- Pojechał na spacer. Pewnie niedługo wróci.
- To on nie wie?
- Wie. Właśnie mu powiedziałem i...
Strongarm nie czekając dalszego ciągu transformowała się i wyjechała ze złomowiska.
Bumblebee stał jak posąg. W jego umyśle skrystalizowała się pewna myśl...
Strongarm i Sideswipe?
Eee, niemożliwe...
Chociaż...

Znalezienie Sideswipe’a nie było trudne, wystarczyło podążać szlakiem zrytej trawy, połamanych krzewów i farby na korze drzew. W końcu Strongarm zobaczyła kolegę. Przeszła transformację i szła już w jego stronę, gdy się odwrócił.
Szybkim skokiem schowała się między drzewami. Bez wątpienia zauważyłby ją, gdyby nie miał tak nisko spuszczonej głowy. Przeszedł obok i bardzo powoli poszedł w stronę bazy. Po chwili dotarły do niej dźwięki transformacji i zapuszczanego silnika.
Po krótkim namyśle pojechała za nim, ale w sporej odległości.

- Bumblebee?
- Słucham cię.
- Jak zamierzasz to rozwiązać logistycznie? Innymi słowy, jak Strongarm dostanie się na Cybertron? – chciał wiedzieć Drift – Czy mam ją zawieźć moim statkiem?
- Nie. To by długo trwało. No i nie mogę sobie pozwolić na stratę was obojga. – Bee lekko ukłonił się starszemu koledze, który odwzajemnił ten gest. – Rozmawiałem już o tym z Optimusem, a on z Radą Starszych. Zgodzili się otworzyć kosmiczny most. Ten jeden raz.
- Jeden? Więc jak wróci?
- Bądźmy realistami, kochani. Strongarm przeszła ciężkie szkolenie pod moim okiem. Egzaminy zda śpiewająco, jestem tego pewien. Na pewno przedstawią jej propozycje, których nie będzie mogła odrzucić.
Westchnął ciężko.
- Niestety, musimy liczyć się z tym, że już nie zobaczymy Strongarm.

Sideswipe wjechał do bazy akurat w samą porę, by usłyszeć ostatnie zdanie. Bez słowa minął członków drużyny i udał się w głąb złomowiska. To, co usłyszał, wcale nie poprawiło mu humoru.

Po chwili wróciła Strongarm.
- Jest już Sideswipe?
- Wrócił przed chwilą. Nie widzieliście się?
- Nie pojechałam z nim rozmawiać.
Minęła Bumblebee i chciała iść dalej, ale nagle się zatrzymała.
- Poruczniku, właściwie... Jak dostanę się na Cybertron? I jak wrócę?
- Rada zgodziła się, byś użyła mostu. Optimus ich przekonał.
- A drugie pytanie? Nie jadę, jeśli nie mam drogi powrotu.
- Cóż... Jestem pewien, że Optimus coś wymyśli.
- Kiedy otworzą most?
- Według ziemskiego czasu – jutro rano.
- Będę gotowa. A teraz, jeśli pozwolicie... To był ciężki dzień.
- Jasne. Odpocznij. Musisz nabrać sił.
Strongarm odeszła w przeciwnym kierunku, niż przedtem Sideswipe.

- Bee?
- Co tam, Sideswipe?
- Masz może jakiś zbędny rzutnik hologramów?
- Jak poszperam to może znajdę. Na kiedy potrzebujesz?
- No... Tak jakby to na wczoraj.
Bumblebee spojrzał na kolegę, który wyszczerzył się niewinnie.
„Niemożliwe, akurat...”
- Zaraz znajdę.

Strongarm siedziała na swoim billboardzie i podziwiała zachód słońca. Który skończył się już dawno. Pogrążona w marzeniach, nie zauważyła upływu czasu.
- Hej, Strongarm!
Spojrzała w dół. Sideswipe.
- Tak?!
- Zejdziesz?!
- Mogę...
Powoli zsunęła się po drabinie.
- Co się stało?
- Nic, tylko... Wiesz, że jutro ja mam dyżur? Pewnie jak będziesz wyjeżdżać, będę na patrolu i...
- Bumblebee na pewno pozwoli nam się pożegnać.
- Nie. Będę na patrolu. Chciałem tylko... – wyciągnął rękę z niewielkim przedmiotem – To żebyś nas za szybko nie zapomniała.
Gdy wzięła od niego prezent, odwrócił się i chciał odejść. Przytrzymała go za ramię.
- Ja wrócę.
- Jasne.
Wyrwał się i odszedł.
- Sideswipe!
Zatrzymał się.
- Masz moje słowo. Wrócę do was... Do ciebie.
Chciał coś odpowiedzieć, ale nie mógł. Nie obejrzał się.
Odszedł.
Strongarm znów się wdrapała na swoją ławkę. W dłoni ściskała przedmiot, którego nawet nie obejrzała.
Dopiero teraz miała o czym marzyć...


- Będzie nam ciebie brakowało, Strongarm – Grimlock naprawdę wydawał się mniejszy.

- Przywieziesz mi najnowsze wydanie „Almanachu minicona”? - to Fixit - To naprawdę wspaniała lektura! Polecam!

- Strongarm. Niewiele jest botów, z którymi pracuje się tak dobrze, jak z tobą – Drift jak zwykle zachował kamienną twarz. Podał jej rękę – Do zobaczenia. Mam nadzieję.
Strongarm przyklękła, by pożegnać się z miniconami. Slipstream i Jetstorm nisko jej się ukłonili.

Denny z trudem podniósł figurę krasnala ogrodowego.
- To na wypadek, jakby cię pytali, co widziałaś na Ziemii.
- Dzięki, Denny. – Figura zmieściła się jej w dłoni. – Trzymaj się, Russel.
Chłopak odwrócił głowę.

- No cóż. Żegnaj, kadetko.
- Powtarzam ostatni raz: wrócę!
- Ale już nie jako kadetka.
Na twarz Bumblebee wrócił dawny, łobuzerski uśmiech. Tak zaraźliwy, że wszyscy musieli się uśmiechnąć.

Portal rozjarzył się błękitnym światłem. Nadszedł czas.
Odwracając się, rozejrzała się jeszcze po okolicy. Nagle zamarła.
Daleko od złomowiska, na zboczu góry, zobaczyła czerwony punkt. Maleńki z powodu odległości, ale doskonale widoczny.

Sideswipe.

Uśmiechnęła się i uniosła rękę w pożegnalnym geście.
Sideswipe również jej pomachał. Na szczęście było zbyt daleko, żeby zobaczyła spływające po jego twarzy krople.

Wkroczyła w portal. Zniknęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz