sobota, 3 czerwca 2017

Bumblebee patrzył na zdjęcia satelitarne, przedstawiające opuszczoną stację. Jednocześnie słuchał Denny’ego.
- Tę stację zaczęli budować trzy lata temu. Wkrótce okazało się, że grunt w tamtej okolicy jest bardzo niestabilny. Zrezygnowano wtedy z przedłużania tej linii metra.
- A co to jest? Tutaj jest jakaś wyrwa? Tunel jest kompletnie odsłonięty.
- Mówiłem – niestabilny grunt. Tunel po prostu się zawalił. Na szczęście obyło się bez ofiar.
- Sideswipe! Podejdź do centrum dowodzenia.
Sideswipe podjechał błyskawicznie.
- Zobacz. Tu mamy tę opuszczoną stację. A tu wrota zapraszające decepticony. Wszystko wskazuje na to, że miałeś rację. Naprawdę tam byli.
- Ale przeszukaliśmy dokładnie tunele. Nigdzie nie znaleźliśmy żadnych śladów.
- Bo decepticony nie mieszkają w tunelach. Wiedzieli, że tam jedziemy, więc zastawili coś w rodzaju pułapki. Chcą, żebyśmy wierzyli, że tam są.
- Ale skąd wiedzieli? Jak nas rozpoznali?
„To jest bardzo dobre pytanie...” – pomyślał Bumblebee.

Strongarm stała przed linią wyznaczającą właściwą odległość. Przed sobą miała tarczę.
Ze ściany wysunęła się szuflada. Leżał na niej blaster energonowy.
Spokojnie uniosła broń, wycelowała i strzeliła.
Tarcza zniknęła. Na wyświetlaczu pojawił się wynik – dziesiątka.
Tarcza pojawiła się ponownie. I jeszcze raz. I jeszcze.
Strongarm oddała dziesięć strzałów. Wszystkie trafiły w ten sam punkt.
Studenci czekający na swoją kolej zaczęli klaskać. Strongarm z uśmiechem  pełnym satysfakcji odłożyła blaster.
Szuflada schowała się, a za chwilę wysunęła znowu. Tym razem leżał tam pistolet.
„Taki sam, jaki zabrałam na Ziemię...”
- Teraz sprawdzimy twój refleks, kadetko. – poinformował ją bot nadzorujący egzamin. – Nie dotykaj broni, dopóki nie usłyszysz dzwonka.
- Tak jest. – pełne skupienie...
Dzwonek!
Strongarm złapała pistolet.
Tarcza pojawiła się w górnej części ściany, tylko na moment. Strzeliła. Druga tarcza pojawiła się nad samą podłogą.
Kolejne pojawiały się w przypadkowych miejscach. Również było ich dziesięć.
Dziesięć celnych strzałów.
Oklaski i okrzyki radości...
- Dobrze – nawet wykładowca nie ukrywał podziwu – Teraz strzelanie na większą odległość.
Znów same dziesiątki.
- Hej, Strongarm! – wydarł się Slamcrusch
- Tak?
- Weź z raz spudłuj, dobra? Od trzech lat to ja jestem królem strzelnicy! Tylko raz, no co ci szkodzi...
- Chciałbyś.

- Tutaj jest czysto. Od rzeki aż do kamieniołomów. – Windblade zaznaczyła teren na mapie. – Leciałam tamtędy, żadnych śladów.
- My przeszukaliśmy las w promieniu około czterystu kilometrów od złomowiska. – Bumblebee wskazał przeszukany teren – I nic.
- Oczywiście próbowaliście ich namierzyć? – Bumblebee kiwnął głową – I nic. Hmmm...
Oboje zamyślili się głęboko, patrząc na mapę.
- A może okolice kopalni? – podsunął Denny – złoża rudy mogą zakłócać sygnał, zresztą to strasznie daleko.
- Masz na myśli złoża thermatanium? Nie zakłócają naszej łączności.
- Nie, Bee. Zobacz.  – Denny rozwinął zwykłą, papierową mapę okolicy. – Tu jest nasze złomowisko, tu kamieniołom... A tutaj jest stara kopalnia.
- Daleko, owszem, ale w zasięgu. Zwłaszcza, że Fixit wytrwale skanuje cały teren.
- Ale tam wydobywano rudy ołowiu. A ołów zatrzymuje sygnał radiowy.
Bumblebee wpatrzył się we wskazane miejsce.
- To całkiem możliwe. – przyznał.
- Dobra – Windblade poderwała się – Zrobię zwiad. Mogę zeskanować tę mapkę?
- No co za pytanie! – Obruszył się Denny
Windblade puściła do niego oko i ugięła kolana, przygotowując się do startu.
- Windblade? – zagadnął ja jeszcze Bumblebee. Spojrzała na niego pytająco – Uważaj na siebie.
- Pewnie, liderze. Umiem o siebie zadbać.
- Wiem. Ale dzwoń co jakiś czas, dobrze?
- Mogę.



Strongarm podeszła do kolegów, witana huczną owacją.
- Rety, Strongarm! Jak to zrobiłaś?! – Athena wciąż nie wierzyła własnym oczom.
- Praktyka. Na Ziemii było sporo okazji do strzelania.
- Ale że dałaś radę? Mi tam trzęsą się ręce i na pewno nie będę miała żadnej dziesiątki.
- Wyobraziłam sobie, że to decepticony. Zapomniałam o stresie związanym z egzaminem.
Widząc, jak wszystkim opadły szczęki, uświadomiła sobie jedną rzecz. W tej grupie botów nikt nigdy nie walczył z decepticonem. Nie mieli żadnego doświadczenia. Nie wiedzieli, jak to jest stać twarzą w twarz z wrogiem, ani jakie to uczucie, gdy kolega z ekipy osłania cię własnym ciałem.
I nagle przyszło jej do głowy, że właściwie z nimi nie rozmawia. Tylko opowiada. Zawsze, gdy chciała sprowadzić dyskusję na inny tor, ściągali ją z powrotem. Nie byli jej przyjaciółmi, tylko...
Bot wykładowca chrząknął.
- Zapraszam kolejną osobę.
Vigor odkleił się od ściany.
- Życzcie mi powodzenia.
- Nie potrzebujesz go – Strongarm chciała dodać mu otuchy.
- Po prostu wyobraź sobie, że to decepticony! – zażartował Slamcrusch
Strongarm zgromiła go wzrokiem.
- Będziecie chcieli, żebym coś opowiedziała...

Optimus rozmawiał z Ratchet'em o planowanej wyprawie.
 - Musimy zabrać Jazz’a, nie daruje nam, jeśli go pominiemy. – upierał się Ratchet.
 - Bardzo chętnie. Ale nie mam z nim żadnego kontaktu. Od dawna nie dzwonił.
 -  Pogadaj z nim przy okazji. Na pewno niedługo się spotkacie.
 - Nie jestem tego taki pewny. Nawet nie wiem, gdzie go szukać.
 - Co? Przecież Jazz mieszka dwie ulice stąd?
Optimusa zamurowało.
A potem zalało go poczucie winy.
Owszem, Rada nie chciała go słuchać. Owszem, nie miał pod ręką zbyt wielu przyjaciół.
Ale też nie przykładał się zbytnio do podtrzymywania kontaktów.
Narzekał na samotne wieczory, ale nigdy nie wyszedł z domu. Nie odwiedził żadnego miejsca, gdzie mógłby spotkać znajomych, zamiast tego czekał, aż sami do niego przyjdą.
Strongarm... Unikała go? A może po prostu nie chciała mu się narzucać. A on był zbyt dumny.
Do Ratchet’a też nie odezwałby się pierwszy, o nie! Chyba że wpadliby na siebie na ulicy...
Uśmiechnął się gorzko – w tak olbrzymim mieście jak Kaon City mogliby się mijać codziennie i nie poznać..
- Halo, jesteś tutaj?! – Ratchet zbudził go z zamyślenia
- Tak, wybacz mi. Myślałem o tym, jak dawno zamknąłem się w tym domu, sam ze swoją złością i zawodem... Ślepy na to, co się dzieje wkoło mnie.
- Domyślam się, jak musi ci być ciężko. Ale nie możesz się załamać. Pomyśl, co bez ciebie zrobimy?
- Wszystko. Tak naprawdę mnie nie potrzebujecie. To przyzwyczajenie i przyjaźń każą ci zaprzeczać, Ratchet. Cybertron mnie nie chce... Nie potrzebuje.
- Przypomni sobie o tobie, gdy znów zrobi się gorąco. To co, ściągnąć Jazz'a?
- Pojadę z tobą.
Czas wyjść z domu.

Wszyscy stopniowo wracali z patroli. Bee nie zadawał żadnych pytań, wystarczył mu widok ich min.
Zebrali się wokół centrum dowodzenia. W milczeniu zaznaczali na mapie kolejne obszary i wypełniali je niebieskim kolorem.
Kod kolorów Bumblebee ustalił niedawno: Niebieski oznaczał brak śladów decepticonów, pomarańczowy wyraźne ślady, zielony niejasne sytuacje. Czerwony miał oznaczać spotkane decepticony.
Mapa Fixit’a była już prawie cała niebieska.
- Kończą nam się pomysły. – zauważył Sideswipe.
- Wiem. Denny podpowiedział mi coś, gdy was nie było. Kopalnia ołowiu, o... – rozszerzył mapę – tutaj. Windblade to sprawdza.
- Nie chcę podważać twego zdania, Bumblebee – zaczął taktownie Drift – ale czy to rozsądne wysyłać jednego bota na tak daleki patrol? W dodatku w miejsce, gdzie łączność może być zakłócona?
- Tak, to jest ryzyko. – przyznał Bee – Ale nikt z nas nie jest w stanie jechać tak szybko, jak lata Windblade. Tylko byśmy ją spowalniali. A poza tym, ona umie sobie poradzić.
- Obyś miał rację, Bumblebee.
Powoli rozeszli się do swoich zajęć. Każdy ukradkiem zerkał na niebo.

Strongarm wracała do bursy w pełni zadowolona z wyniku, jaki osiągnęła na egzaminie. Lekko wbiegła po schodach... No tak.
Dread stał na klatce schodowej, zagradzając jej przejście.
Zasalutowała.
- Dzień dobry, sierżancie.
- Witaj, kadetko. Jak się udał egzamin?
- Dobrze, dziękuję. – Co mu się stało?
- Wejdziesz? – zrobił zapraszający gest w stronę swojej dyżurki.
Strongarm zastanowiła się. Nie lubiła Dread'a, ale nie bardzo wypadało odmówić. Poza tym – czy w ogóle ktoś go lubi? „Musi być bardzo samotny – pomyślała – może dlatego jest taki?”
- Chętnie. – Weszli do skromnie urządzonego pokoiku. Dread podsunął jej jedyny stołek w pokoju, jednocześnie siadając na łóżku.
- Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję.
- Tak się zastanawiam... Co zamierzasz robić po otrzymaniu odznaki? Jest sporo wakatów w drogówce... Choć pewnie po trudnych misjach na Ziemi tam będziesz się nudzić. W wydziale kryminalnym też jest sporo miejsc, choć tam akurat trudno się dostać...
- Nie chcę pana rozczarować, sierżancie, ale zamierzam wrócić na Ziemię.
- Po co? Zastanów się dobrze. Tutaj czeka cię kariera! Masz przed sobą wielką przyszłość!
„Czy to aby na pewno jest Dread? Może go podmienili?”
- Ale misja na Ziemi daje mi doświadczenie, którego nie zdobędę na Cybertronie. W ciągu całego swojego życia nie widziałam ani jednego decepticona. A odkąd trafiłam na Ziemię pokonaliśmy ich dziesiątki! Tam też czeka mnie przyszłość. Poza tym tam są moi przyjaciele. Nie zostawia się swojej drużyny tak po prostu, bo ktoś przedstawił mi bardziej atrakcyjną propozycję.
- Rozumiem. – „Wcale nie rozumiesz – pomyślała – widzę to w twoich oczach.” – No cóż, na pewno masz jeszcze wiele nauki.
Pojęła aluzję błyskawicznie.
- Tak, trochę się obawiam egzaminu ze strategii. Do widzenia.
Zasalutowała i opuściła pomieszczenie, zastanawiając się, o co tak naprawdę chodziło w tej rozmowie.

sobota, 13 maja 2017

Sideswipe po raz kolejny obejrzał się przez ramię. Pusto. Znów przeklął w myślach pomysł przeszukania całej sieci metra. Za chwilę jednak się opanował – była tam cała masa bocznych odnóg i korytarzy technicznych. Miejsce dla setki decepticonów.
Odwrócił się i zrobił parę kroków.
Za nim znów rozległ się ten dźwięk. Coś pomiędzy stuknięciem a brzęknięciem...
Uważnie wypatrzył się w ciemność tunelu, rozjaśnioną lekko awaryjnymi lampkami.
Nic. Włączył komunikator.
- Bee, odbiór.
- Zgłaszam się. Co jest? I dlaczego szepczesz?
- Niby nic, ale... Ciągle zdaje mi się, że ktoś mnie śledzi. Tłucze się jak pijany dinobot...
- Ja nic nie słyszałem. A ty, Drift? Grimlock?
Obaj zaprzeczyli.
- Może zaczynam wariować – mruknął Sideswipe – melduję się za dziesięć minut.
- Ok, bez odbioru.
Bumblebee wyłączył komunikator. Który za chwilę znów się odezwał.
- Bumblebee, korzystam z prywatnego kanału, żeby Sideswipe nie słyszał. – zameldował Drift.
- Tak? O co chodzi?
- Moim zdaniem powinniśmy powoli zmierzać w jego kierunku. Dużo można powiedzieć o Sideswip’ie, ale na pewno nie to, że łatwo go wystraszyć.
- Masz rację, też się zastanawiam, co to mogło być.



Dread wściekły krążył po korytarzu. Zatrzymał się przed drzwiami z numerem dwadzieścia siedem. Nasłuchiwał przez chwilę. Cisza. Przeszedł pod drzwi numer trzydzieści dwa. Cisza. Wrócił na poprzednią pozycję. Cisza. Przeszedł się ponownie...
Z trudem powstrzymywał uśmieszek. Wszystko wskazywało na to, że dwójka jego ulubieńców nie wróciła na noc do pokoi...
Odprawa zapowiadała się ciekawie.


Sideswipe szedł dalej.
„Spokojnie. – powtarzał sobie w myślach – wyluzuj. Przecież nic się nie dzieje...”
Brzęk!
Odwrócił się błyskawicznie. Nic. Pusto. Nie zauważył żadnego ruchu.
Odwrócił się i zrobił krok.
Gwałtownie obejrzał się przez ramię.
Znów nic.
Stanął, zamknął oczy i całą siłą woli nakazał sobie spokój. Policzył do dziesięciu...
Przy pięciu przerwał, żeby się obejrzeć.
„Weź się w garść, Sideswipe! – zbeształ się w myślach – Gdyby Strongarm to widziała...”
Nie dokończył. Coś mu mówiło, że nie wykorzystała by tej okazji, by mu dogryzać. Nie Strongarm.
„Z nią na pewno czułbym się pewniej...”
Westchnął i podjął marsz.


Strongarm, z ledwością dusząc śmiech, wyglądała przez wizjer. Widziała, jak Dread odchodzi spod jej drzwi, nasłuchuje chwilę pod pokojem Vigor’a, a następnie schodzi po schodach.
Jednocześnie wyszli z pokoi. Ostrożnie wyjrzeli zza rogu. Za Dread’em właśnie zamykały się drzwi.
Zeszli na dół i dołączyli do kolegów czekających na odprawę.
- O, kogo widzę! – Ucieszył się Slamcrusch.
- Cześć stary, cześć Athena – Strongarm pomachała im wesoło. Dopiero teraz odważyła się spojrzeć na Vigor’a. Nie był to dobry pomysł, bo na wspomnienie wczorajszego wieczoru oboje wybuchnęli śmiechem.
- Co was tak...
Pytanie Slamcrusch’a przerwało głośne klaskanie jednego ze studentów.
- Hej, idą! Minęli okno na pierwszym piętrze!
- Zaraz zobaczysz coś zabawnego – szepnął koledze Vigor, gdy się ustawiali.
Stanęli na baczność, gdy na plac weszli oficerowie.
Dread nagle stanął jak wryty.
„Dobrze, że idzie na końcu... – pomyślała Strongarm – może sobie teraz stać.”
Trwało to długą chwilę. Dread przenosił zaskoczony wzrok ze Strongarm na Vigor’a i z powrotem.
Strongarm miała wielką ochotę powiedzieć „dzień dobry” i pewnie by tak zrobiła, gdyby miała do czynienia z Bumblebee. Ale jej mentor wiedział, czym jest poczucie humoru...
Nagle odeszła jej ochota do śmiechu. Świetnie bawiła się na Cybertronie. Odnowiła stare znajomości, zawarła nowe. Ale nikt nie był w stanie zastąpić jej Bumblebee, Grimlock'a, Drift’a... A zwłaszcza Sideswipe'a.
Dread poruszył się, wyrywając ją z zamyślenia. Powoli podszedł do Strongarm i uważnie wpatrzył się w jej twarz, szukając oznak zmęczenia lub zmieszania.
Nic nie znalazł.
Przeszedł dalej, w stronę Vigor’a. On również zachowywał absolutny spokój. W końcu bez dowodów Dread nie mógł postawić im żadnych zarzutów.
A tylko jeden bot wiedział na pewno, że opuścili pokoje...

Sideswipe stał przyklejony do ściany tunelu i usiłował zapanować nad nerwami. Dziwne dźwięki nie ustały. Nawet było ich więcej. Do tej pory były tylko za nim, teraz coś zaczęło również hałasować w sąsiednich tunelach. Jakby wrogowie próbowali go otoczyć...
„Sądząc po odgłosach, jest ich co najmniej trzech. Bee i spółka powinni być niedaleko, chyba ich wezwę... Jeśli mnie zaskoczą, może być niewesoło.”
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk pracującego silnika.
Przycisnął się mocniej do ściany i wyjął miotacz. Przygotował się psychicznie do walki.
„I dobrze – pomyślał – niech się skończy ta nerwówa”
Silnik zamilkł. Zastąpiły go dźwięki transformacji.
Sideswipe wyskoczył z kryjówki, zamierzając się mieczem.
Skoczył na wroga, chcąc go powalić jednym uderzeniem, co dałoby mu czas na ucieczkę.
Szczęśliwie Bumblebee zdążył zasłonić głowę, ale impet ciosu i tak go powalił...

Kolejna odprawa zakończyła się grupową salwą śmiechu. Strongarm i Vigor pokrótce opowiedzieli kolegom o wczorajszym wieczorze, przemilczeli jedynie udział Prime’a. I tak nikt by im nie uwierzył.
Oni sami ledwo w to wierzyli, zwłaszcza Vigor.
- Do egzaminu jeszcze kilka godzin. Masz jakieś plany? – spytał Vigor
- Owszem. Jestem tu od siedmiu dni, a nawet  nie wystawiłam nosa poza tereny Akademii. Krążę tylko między akademikiem, budynkiem głównym i archiwum... Wczorajszy wieczór przypomniał mi, że miałam odwiedzić parę miejsc. Chcesz iść ze mną?
- Jeśli nie masz nic przeciwko... Gdzie najpierw?
- Do centrum.


Bumblebee z pomocą Drift’a wrócił do pionu. Spojrzał na przyjaciela, zamkniętego w żelaznym uścisku dinobota.
- Puść go, Grimlock.
- Jesteś pewny? A jak znowu się na ciebie rzuci?
- Nie zrobi tego. Prawda, Sideswipe?
- Pewnie, że nie. Gdybym wiedział, że to wy, wcale bym się nie rzucał.
Grimlock postawił go na ziemi. Sideswipe podszedł do swego mentora.
- Bee, przepraszam, ja... Myślałem, że to decepticony. Spanikowałem.
- Ale dlaczego? – dopytywał Drift – Nie natknęliśmy się na nic, co mogłoby wzbudzać lęk.
- Może wy nie – burknął Sideswipe – Ale ja wiem, co słyszałem.
Patrzyli na niego pytająco. Zastanowił się przez chwilę.
- Jakby ktoś szedł za mną. Jakby się skradał, ale co jakiś czas w coś uderzał. Najpierw za mną, a potem też z sąsiednich tuneli.
- Nie dziwię się w takim razie, że się zdenerwowałeś. Każdego wyprowadziłoby to z równowagi. – mruknął wyrozumiale Drift.
- Ale ja nic nie słyszałem! – zaprzeczył Grimlock – Dlaczego śledzili tylko Sideswipe’a? To nie fair!
Przez chwilę wszyscy się nad tym zastanawiali.
- Hm... Nie mogli iść za tobą, bo robisz tyle hałasu, że i tak byś nic nie usłyszał. – rozważał na głos Bumblebee – Drift nie wygląda na kogoś, kogo łatwo wytrącić z rytmu. Mieli do wyboru Sideswipe’a i mnie...
- Ale Sideswipe jest młodszy. Mniej doświadczony. Może to dlatego na niego się uwzięli? – podsunął Drift.
- Nie – Bumblebee po krótkim namyśle odrzucił tę możliwość – musieliby nas znać. Myślę, że raczej chcieli sprawdzić naszą odporność na stres.
- No to wystawiłem nam ładne świadectwo – Sideswipe spuścił głowę.
- Nie łam się – pocieszył go Bee – Łatwo jest nam o tym mówić teraz, gdy jesteśmy razem. Gdyby to mnie wzięli na celownik, pewnie już dawno gnałbym na złomowisko... Dobra, wznawiamy patrol!
- Serio? – jęknął Sideswipe. Na samą myśl poczuł, jak zastyga mu energon.
- Tak, ale tym razem pójdziemy w parach. Drift z Grimlock'iem, a ja z tobą.
- Chyba że tak.

Strongarm i Vigor jechali spokojnie, aż dotarli na plac przed miejskim ratuszem. To tu stały pomniki tych, którzy oddali swe Iskry, by ocalić Cybertron. Strongarm weszła powoli na znajomą kładkę.
- To tutaj.
- Co tutaj?
- Tutaj stał Bumblebee, gdy otrzymał wezwanie od Optimusa. Tutaj się wszystko zaczęło.
- Jak to było? Pamiętasz?
- Każdy szczegół. Staliśmy tam, za tamtym rogiem. Bee z przodu, ja za nim. A tam, u stóp pomnika Optimusa, driftował sobie Sideswipe. Bumblebee wyskoczył zza rogu i stanął tutaj. I właśnie wtedy go zamurowało. Stał i patrzył na plac...
- Co tam zobaczył?
- Nie wiem. Nigdy nie pytałam. Ale to wtedy dostał tę wiadomość.
- Od Optimusa?
- Tak... Ja zeszłam na dół i aresztowałam pirata drogowego – postanowiła nie mówić koledze o tym, jak rozwalili pomnik i prawie zabili Bumblebee – Po czym dowiedziałam się, że Bumblebee idzie do muzeum. Zgodnie z procedurami poszłam za nim.
- Jasne, ty i te twoje reguły. Jakbyś nie marzyła całe życie o misji na Ziemii.
- A ty nie marzyłeś?
- Może. Co było dalej?
- Bumblebee otworzył kosmiczny most i przekroczył go. Poszłam za nim. Dopiero na Ziemii przypomniałam sobie, że przykułam do siebie Sideswipe’a – zachichotała cicho – porucznik chciał nas odesłać, ale żadne z nas się nie zgodziło. Most się zamknął, a my...
- Zaraz, a ten dinobot? Grimlock, tak? Skąd go wytrzasnęliście?
- Był jednym z więźniów na Alchemorze. Pomógł nam pokonać naszego pierwszego przeciwnika i Bumblebee chyba nie miał serca wsadzić go z powrotem do kapsuły. Przyjął go na okres próbny, a potem na stałe.
- Zbiegłego przestępcę? A co ty na to?
- Najpierw oczywiście protestowałam, ale teraz... Nie wyobrażam sobie naszej ekipy bez Grim'a. Choć trochę trwało, zanim mu zaufałam.
- To u ciebie normalne.
- Co?
- Ostrożność. Nikomu nie ufasz tak od pierwszego spotkania.
- Nie no, przesadzasz. Znam co najmniej dwie osoby, którym od początku ufałam bez żadnych zastrzeżeń.
- Chodzące legendy  się nie liczą.
Nie zdążył się uchylić przed szturchańcem.

Bumblebee, złorzecząc w duchu, prowadził swoją ekipę na złomowisko. Mimo że dokładnie przeczesali wszystkie tunele, nie znaleźli żadnych śladów decepticonów.
Sideswipe też nie był w najlepszym humorze. Odkąd Bee dołączył do niego, wszelkie dźwięki ustały. „Można by pomyśleć, że mi się zdawało. A może rzeczywiście... Ech, Bee nie będzie zachwycony.”
Wjechali do bazy.
- Jesteście już! – ucieszył się Fixit – Jak było na zwiadzie?
- Beznadziejnie – burknął Sideswipe.
- Fixit, poprosimy o plan tuneli metra. Sideswipe, jesteś w stanie określić, gdzie słyszałeś te hałasy? Tak mniej więcej?
- Zaraz, chwilę. Jak weszliśmy do tunelu, to ja poszedłem na lewo, tak? – wszyscy skinęli głowami. Bumblebee palcem zaznaczał na mapie trasę Sideswipe’a – Wszedłem w te trzy ślepe korytarze i nic nie znalazłem. Dalej szedłem prosto, sprawdzałem każdy boczny korytarzyk. Minąłem starą, opuszczoną stację i... Resztę znacie.
- Jak nazywa się ta stacja?
- Crown przedmieścia, czy jakoś tak.
- Fixit, zdjęcia satelitarne i wszystko na temat tej stacji.
- Bee. Nawet nie mamy pewności, że to decepticony. Może mi się zdawało.
- Nie sądzę.

Stali i patrzyli na pomnik Optimusa Prime’a, gdy za nimi odezwał się znajomy głos.
- Chyba trochę przesadzili z rozmiarem tego pomnika.
Odwrócili się jak na komendę. Optimus uśmiechał się do nich.
- Dzień dobry, Optimusie! – zdołał wykrztusić Vigor.
- A co się tyczy pomnika, to masz rację – powiedziała Strongarm – Ten rozmiar jest nie do przyjęcia, jeśli ma oddawać wszystko, co zrobiłeś dla Cybertronu. Powinien być co najmniej dwa razy większy.
- Tak myślisz? Nie robiłem tego po to, żeby stawiano mi pomniki.
- W takim razie powinien być cztery razy większy.
Vigor parsknął śmiechem, a i Prime uśmiechnął się szerzej.
- Wyszliście się odprężyć?
- Tak jakby. Wspominam dawne dzieje. Wiesz, że to tutaj Bumblebee dostał pierwszą wiadomość od ciebie?
- Pod moim własnym pomnikiem? Ciekawe...
- Optimusie – odważył się wtrącić Vigor – Oboje chcemy panu podziękować za to, jak nas pan krył przed Dread’em.
- Nie ma o czym mówić. Też byłem kiedyś młody. Tak, Vigor, naprawdę.
Młody bot zmieszał się i spuścił wzrok. Faktycznie, gdy Optimus powiedział „byłem kiedyś młody”, on otworzył usta i zaraz je zamknął. I rzeczywiście, pytanie miało brzmieć „Naprawdę?”
- Przepraszam, po prostu...
- Wiem, że ciężko w to uwierzyć. Ja sam nie wierzę, że kiedyś... – Urwał i zapatrzył się na własną twarz wykutą w metalu.

piątek, 14 kwietnia 2017

Vigor zebrał się na odwagę i zadzwonił do drzwi.
- Kto tam?
- Vigor.
Drzwi rozsunęły się zapraszająco. Odetchnął głęboko i przekroczył próg.
- Coś się stało? Masz niepewną minę... – spytała zatroskana Strongarm.
- Nic specjalnego. Wiesz, że dziś w centrum jest koncert zespołu Rarband?
- Serio? – Strongarm rozbłysła jak żarówka – kiedyś to była moja ulubiona kapela!
- Pamiętam. Może się wybierzemy?
- No wiesz! W środku sesji?!
- A co? Połowa egzaminów za nami. Jutro strzelnica, i to dopiero po południu. Zdążymy odpocząć. No weź, nie daj się prosić.
- Nie mamy biletów na koncert.
- Ty nie masz. Ja mam dwa. Już dawno kupiłem, choć do niedawna myślałem, że pójdę sam...
Strongarm na chwilę zatkało.
- Mówisz... Poważnie?!
Vigor bez słowa pokazał jej dwa bilety.
- Dobra, ale widzę jeszcze jeden drobny szczegół... Dread. I zakaz wychodzenia po dziesiątej.
- Strongarm. Czy proponowałbym ci wyjście na koncert, gdybym nie wiedział, jak go obejść?
Strongarm nie odpowiedziała. Zastanowiła się uczciwie. Historia Cybertronu zdana. Egzaminy z prawa napisane, chyba nieźle... Egzamin ze znajomości sprzętu, ten zdała na pewno. Chyba należy jej się mała nagroda?
„Bumblebee pewnie kazałby mi się dobrze bawić... Nie. Chciałby jechać z nami!”
Uśmiechnęła się do Vigor’a.
- To o której wychodzimy?
- Bądź gotowa o wpół do jedenastej, dobrze?


Bumblebee krążył po centrum dowodzenia w nadziei, że w końcu usłyszy ten jeden, upragniony sygnał. Niestety, wykrywacz decepticonów milczał...
Od pamiętnej wycieczki do rozbitego statku minęło parę dni. Wyjątkowo długich, irytujących, bezproduktywnych dni.
Statek był pusty. Wszystko wskazywało na to, że przed opuszczeniem go załoga uruchomiła zagłuszacze, które wyłączyły się dopiero, gdy skończyło się paliwo. A to by oznaczało, że chcą kupić sobie czas – rozważał Bee – co zresztą im się udało...
Pomimo codziennych dalekich patroli i pełnej mobilizacji drużyny, jak dotąd nie natrafili na ani jeden ślad tajemniczych pasażerów okrętu.
Odwracając się, przypadkiem spojrzał na zdjęcia Strongarm, wydrukowane przez Russel'a. Przygotowania do imprezy oczywiście zostały zawieszone.
„Dobrze, że Strongarm nic nie wie. Nie będzie zawiedziona...”
Brama otworzyła się, wpuszczając Drift’a i Sideswipe’a.
- Nie wykryliśmy nic podejrzanego, Bumblebee – zameldował Drift
- Zaczynam się denerwować – dodał Sideswipe – niech oni się wreszcie pokażą, zrobimy im trochę wgnieceń i będziemy mogli zająć się czymś ciekawszym!
- Tak, mnie też nosi – zgodził się z nim Bumblebee – Najgorsze jest to, że nic nie wiemy. Ani ilu ich jest, ani jakie mają zamiary...
- Na statku był znak decepticonów. To wystarczy, by uznać jego pasażerów za wrogów – zauważył Drift.
- Dobra, co wiemy... Zaraz, gdzie jest Grimlock? – włączył komunikator – Grim, zgłoś się!
- Odbiór, Bee! Słyszę cię! Stało się coś?!
- Nie. Chciałem się tylko upewnić, że jesteś cały.
- Cały, zdrowy i wesoły. Za chwilę będę w bazie.
- Przyjąłem, bez odbioru.
Rozłączył się z wyraźną ulgą wypisaną na twarzy.
- Nie, to jest nie do zniesienia! – zbuntował się - Podsumujmy, co wiemy?
- Wielkość statku pozwala sądzić, że grupa jest dość liczna. Może składać się z kilkunastu osób. – wysunął przypuszczenie Drift
- Nawet z dwudziestu – podpowiedział Sideswipe.
- Fixit, daj nam mapę okolicy. Tu znaleźliśmy statek. Dokąd mogli się oddalić?
- Wszędzie. Odpada tylko kierunek wprost na nas, czujniki by ich wykryły. Bee, to bez sensu! Wiemy, że nic nie wiemy. I tyle.
Sideswipe odwrócił się i odszedł. Bumblebee po raz kolejny przywołał na pomoc całą swoją cierpliwość.
„Spokojnie... Niedługo wróci Strongarm i Sideswipe zacznie znów się na niej wyżywać. A ona już sobie z nim poradzi. Choć jak tak dalej pójdzie, to nie będzie miała do kogo wracać. Jeszcze parę dni takiej nerwówki i wykończymy się nawzajem, bez pomocy decepticonów...”

Optimus usiadł w salonie z puszką oleju. Za nim kolejny nudny, pusty dzień. Gdyby tylko miał jakiekolwiek zajęcie... Gdyby chociaż miał z kim porozmawiać! Ale nie. Znów był sam.
Nawet Strongarm ostatnio unikała spotkania z nim, nie widział jej od egzaminu z historii.
Akurat pił, gdy zabrzęczał jego komunikator.
- Witaj, Optimusie!
Zakrztusił się.
- Ratchet?! – Zapytał, gdy tylko był w stanie. – Jak dobrze cię słyszeć, przyjacielu!
- I nawzajem. Właśnie wracam do Kaonu, podziękowałem za pracę w szpitalu. Tak się zastanawiam...
- Znasz współrzędne mojego domu. Zapraszam.
- Będę za godzinę. Ale nie szykuj przyjęcia.
- Nie zamierzałem. Do zobaczenia.
Uświadomił sobie, że się uśmiecha...


Strongarm otworzyła drzwi i wyjrzała ostrożnie na korytarz. Cicho i pusto, jeśli pominąć Vigor’a. Zamknęła swój pokój i szybko, choć cicho, podkradła się do kolegi.
Położył palec na ustach i gestem kazał jej iść za sobą.
Zachowując całkowitą ciszę poprowadził ją do drugich, bocznych schodów. Zeszli na dół i po przejściu kawałka korytarza stanęli przed drzwiami, które otworzyły się automatycznie. Wyszli na ciasną uliczkę. Po lewej stronie Strongarm dojrzała główną ulicę Kaonu, Vigor jednak pociągnął ją w przeciwnym kierunku.
- To przejście techniczne. Wiesz, zaopatrzenie, jakieś naprawy... Dread nigdy nie zamyka tych drzwi.
- Nigdy?
- No, bardzo rzadko. Chodź, koncert zaraz się zaczyna!
Transformowali się i pojechali w stronę centrum.


Optimus poderwał się, gdy tylko usłyszał dzwonek. Wpuścił Ratchet'a do salonu. Zaproponował napój. I w końcu padło to nieuniknione pytanie.
- A czym się ostatnio zajmujesz?
Optimus westchnął.
- Szczerze mówiąc, to czekaniem, aż minie kolejny dzień.
- To z pewnością fascynujące zajęcie.
Optimus uśmiechnął się krzywo.
- Znam gorsze.
Milczeli przez chwilę. Ratchet popijał olej, zerkając spod oka na przyjaciela. Coś go ewidentnie dręczyło... Tylko co?
- A co u Bumblebee? Masz od niego jakieś wieści?
- Wszystko w porządku. Pamiętasz Strongarm?
- Oczywiście.
- Jest na Cybertronie. Zdaje egzaminy.
„Aha, znaczy nie o Bee się martwi... Strzelam dalej.”
- Jakoś spokojnie się zrobiło, prawda? Podobno w ostatnich miesiącach nawet spadła przestępczość...
- Obawiam się, że to może być cisza przed burzą, Ratchet. – Optimus wstał i podszedł do okna.
- Ale mówisz tak, bo obawiasz się tej burzy? Czy jesteś pewien, że nadejdzie?
- Prawie pewien. Gdybym mógł się przekonać...
- A czego ci potrzeba, żebyś wiedział na sto procent?
- Statku. Potrzebny mi statek, żebym mógł sprawdzić pewne pogłoski. – Sięgnął po swoją puszkę i pociągnął łyk.
- Weź mój.
Optimus zakrztusił się olejem. „Znowu?”

- To... Co zamierzasz robić po sesji? Jak już dostaniesz odznakę? – spytał Vigor, gdy siedzieli już z drinkami i czekali na początek koncertu.
- Jak to co? Będę łapać decepticony.
- Więc wracasz na Ziemię?
- Tak.
- Ale jesteś pewna? Wiesz, może znajdziesz jakąś pracę tutaj. Jest sporo wolnych etatów. Ja na przykład mam pewną robotę w kryminalnych. Nawet nie musiałbym cię wkręcać.
- Vigor, ja pracuję z Bumblebee. Jestem jego zastępcą. Wiem, że ma do mnie pełne zaufanie. Powiedz mi, czy jest jakakolwiek posada, która to przebija?
- Nie ma. – zgodził się niechętnie.
- Właśnie. Tam jest moje miejsce.
- W takim razie... Za szczęśliwy powrót! – uniósł swoją szklankę w toaście. Strongarm zrobiła to samo.


- Więc masz statek do dyspozycji?! – spytał Optimus, gdy już się wykaszlał.
- Wiesz, Rada chce mnie trzymać jak najdalej od Cybertronu i wielkiej polityki. Jakby mnie cokolwiek obchodziła... Ostatnio odstawiłem statek do naprawy, a Rada poprosiła o pomoc. W kopalni rudy doszło do wypadku, kilka botów zginęło, było wielu rannych.
- Słyszałem. Więc to tam byłeś?
- Tak. Liczyła się każda para rąk. Teraz już większość jest zdrowa, więc wracam do snucia się po galaktyce w poszukiwaniu kłopotów. Chcesz się zabrać?
- Jeśli nie będzie ci przeszkadzać moje towarzystwo.
- Ależ skąd. To będzie bardzo miła odmiana.
Optimus zastanowił się przez chwilę, czy słowa przyjaciela ma brać na serio, czy potraktować jak sarkastyczny żart. Postanowił jednak nie ciągnąć tego tematu.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym obejrzeć twój statek.
- Dzisiaj, zaraz?
- W miarę możliwości jak najszybciej.
- Jasne. Cały Optimus. Ty w ogóle czasami odpoczywasz?
- W chwili obecnej jest tak zrelaksowany, że wystarczy mi do końca następnego tysiąclecia.
- A mogę chociaż dopić?
Optimus niechętnie opadł z powrotem na stołek.
- Oczywiście.

Koncert rozkręcał się powoli. Strongarm i Vigor dużo szybciej. Wystarczyły dwa drinki, żeby szaleli na parkiecie niczym dwójka zawodowych tancerzy.
W tej chwili nic się nie liczyło. Ani złamany regulamin, ani jutrzejszy egzamin...
Strongarm chyba pierwszy raz w życiu całkowicie się zapomniała, pozwoliła, by zabawa ją pochłonęła.
Odpuścili dopiero wtedy, gdy nogi już nie chciały ich nosić. Do stolika odprowadzały ich głośne oklaski.
- Wow! Dawno się tak dobrze nie bawiłam! To był wspaniały pomysł, Vigor. Dziękuję.
- Nie ma za co. Ja też się dobrze bawię. Koniecznie musimy to powtórzyć.
- Nie wiem, czy zdążymy. Niedługo...
- Tak, wiem. Ale, Strongarm... Przemyśl to jeszcze.
- Vigor...
- Proszę.
Strongarm patrzyła na kolegę, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
- Vigor. – zaczęła, starając się mówić jak najdelikatniej – Tu chodzi nie tylko o moją karierę. Owszem, chcę wrócić do mojej drużyny. Tam jest moje miejsce. Ale...
- Dokończ.
- Jest tam ktoś, komu obiecałam, że wrócę. I nie jest to Bumblebee.
Vigor dobrą chwilę siedział bez ruchu. Powoli przetrawiał tę informację.
- I ty chcesz wrócić? Do niego?
- Tak.
Vigor postanowił, że nie pokaże po sobie, jak bardzo jest mu przykro. Strongarm nie zasłużyła na jego gniew, od początku była uczciwa. Zawsze był dla niej tylko kolegą z roku i nikim więcej.
- Idziemy tańczyć? Wykorzystajmy ten wieczór do końca!
- Wieczór? Vigor, zaraz będzie środek nocy! Ale chętnie.
Chwyciła jego dłoń i pozwoliła się pociągnąć na parkiet.
„A może jeszcze nie wszystko stracone?”

W drodze do doków Optimus sam nie wiedząc jak i kiedy wygadał się Ratchet'owi ze wszystkich swoich ostatnich zmartwień. Włącznie z ciągłym poczuciem bezsilności i odrzucenia.
- Rozumiem cię. Też przez to przechodziłem, jeszcze przed naszym ostatnim spotkaniem. Najlepszy sposób, to trzymać się daleko od polityki. Polatasz ze mną trochę, to zaraz ci się humor poprawi.
- Może masz rację, przyjacielu.
- Jest jakieś konkretne miejsce, gdzie chciałbyś polecieć?
- Raczej tak.
- Ziemia?
- Nie – Optimus uśmiechnął się – Trzeba sprawdzić pewne pogłoski o tworzącej się grupie decepticonów. Misja prawdopodobnie będzie bardzo niebezpieczna.
- Jak zwykle. Mam do ciebie pełne zaufanie. Chętnie poddam się znów pod twoje dowództwo.
- Dziękuję – tym  razem nie było wątpliwości, że Ratchet mówi poważnie.

Koncert powoli dobiegał końca. Strongarm i Vigor na ostatnich nogach wyszli z klubu. Mimo niedoświadczenia doskonale wiedzieli, że mają lekko w czubie, więc zamiast transformować się i jechać, ruszyli w stronę bursy na piechotę.
Vigor nie zdołał długo zachować milczenia.
- Ten koleś, któremu obiecałaś... Kto to jest? Znam go?
- Wątpię. Sideswipe na Cybertronie obracał się w zupełnie innych kręgach niż my.
- Zaraz, mówisz o tym Sideswip’ie? Tym, który był dzień do tyłu, jeśli nie dostał mandatu za przekroczenie prędkości?
- Tak. A co?
- Poza tym, że pochodzicie z dwóch odrębnych galaktyk?
- Przesadzasz. Zresztą, Sideswipe bardzo się zmienił, odkąd trafił pod skrzydła Bumblebee. Ja chyba też.
- Na pewno.
- Na lepsze, czy na gorsze?
- Ciężko powiedzieć, wiesz? Na pewno jesteś bardziej pewna siebie i jakby twardsza. Jasne, wiem, misja z Bumblebee to nie piknik. Poza tym...
- Poza tym co?
- Dawniej, gdybym zaproponował ci takie wyjście zjechałabyś mnie z góry na dół. Kazałabyś oddać bilety i wracać do pokoju, zanim powiesz komuś z oficerów. Nowa Strongarm jest dużo mniej zasadnicza.
Strongarm zachichotała.
- Pewnie tak.  Cóż, wpływ Bumblebee zrobił swoje.
- Myślałem, że Sideswipe’a. – mruknął kąśliwie Vigor
- O nie, kolego. Bardzo lubię Sideswipe’a, szanuję go, ale nie na tyle, żeby się na nim wzorować.
Tak rozmawiając doszli do drzwi, przez które wcześniej się wymknęli. Stanęli, czekając aż fotokomórka je otworzy...
Nie otworzyła.
- Co jest? – zdziwił się Vigor, szarpiąc za uchwyt. – Jasny złom... – szepnął z nagłym zrozumieniem.
- Co się stało?
- Dread. Wykrył nas i zamknął drzwi.
-  Mówiłeś, że nigdy tego nie robi!
- Bardzo rzadko. Tylko w uzasadnionych przypadkach.
- To znaczy?
- To znaczy wtedy, gdy podejrzewa, że ktoś się wymknął cichaczem. Teraz musimy wejść główną bramą i przejść mu przed nosem.
- Pięknie.
- Wybacz.
- Spoko. Wiedziałam, na co się piszę. Idziemy? Stój!
- Co?!
- Cicho! – szepnęła – Optimus! Wystarczy mi, że od Dread'a oberwę!
Oboje rozpłaszczyli się na ścianie, modląc się w duchu, by Prime nie miał interesu akurat w tej uliczce.

Optimus wracał do domu nadzwyczaj lekkim krokiem. Obejrzał już statek Ratchet'a i był bardzo zadowolony z jego stanu i możliwości. W drodze powrotnej omawiali szczegóły takie jak konieczność zebrania większego zespołu i jego ewentualny skład. Rozstali się w centrum, Ratchet poszedł do hotelu, pomimo gorących zaproszeń Optimusa. Zapłacił już za pokój, jak twierdził i nie zamierzał stracić tych pieniędzy. Umówili się na jutro.
Teraz Optimus zastanawiał się nad tym, kogo będą potrzebować. Specjalisty od sprzętu, zwiadowcy... „jak chętnie ściągnąłbym tu znów Bumblebee... Chociaż nie, lepiej niech jest, jak jest.” – przypomniał sobie, jak kłócili się o przywództwo.
Właściwie nie były to kłótnie. Bumblebee miał własne zdanie, Optimus też. Logiczne jest, że każdy bronił swoich racji. Szkoda tylko, że Bumblebee nie chciał przyznać, że Prime zawsze ma...
Rację?
Aż się zatrzymał. Czy aby na pewno? Czy rzeczywiście istnieje tylko jedna droga do celu? A nawet jeśli, to skąd wiadomo, że wybrał właściwą?
Wcześniej nie miał takich wątpliwości...
Z tych rozmyślań wyrwał go szmer w jednej z bocznych uliczek. Odwrócił się w tę stronę, odruchowo sięgając po broń. Jednak jego ręka znieruchomiała, a potem opadła. Tych osób nie musiał się obawiać.
Ale też nie spodziewał się tu ich spotkać.
- Strongarm? Vigor?
Oboje stanęli na baczność.
- Co wy tu robicie? O tej porze?

Strongarm spojrzała na Vigor’a. Prime nie należał do osób, które można okłamać. Zresztą, to by się nie opłacało. W kilku krótkich zdaniach nakreśliła sytuację. Optimus uśmiechnął się kącikiem ust.
- Teraz idziemy stawić czoło sierżantowi Dread'owi – uzupełnił relację Vigor.
- Więc chodźmy. – Optimus odwrócił się i poszedł w stronę głównego wejścia. Studenci wymienili spojrzenia i poszli za nim.
Kilka kroków przed bramą zatrzymał ich.
- Gdzie jest Dread?
- W swojej dyżurce, na pierwszym piętrze. Zaraz przy schodach.
- Dobrze. Chodźcie za mną, ale musicie być cicho.
„Nie. To niemożliwe” – pomyślał Vigor, skradając się po schodach w ślad za Optimusem.
Na jego znak oba młode boty schowały się w rogu klatki schodowej, tam gdzie Dread nie miał szans ich zobaczyć.
Optimus spokojnie podszedł do drzwi i zadzwonił. Drzwi się rozsunęły, a Dread oniemiał.
- Witaj, Dread. Nie przeszkadzam?
- Ależ skąd, Optimusie! Proszę wejść do środka...
- Dziękuję, wpadłem tylko na chwilę. – Optimus oparł się lewym ramieniem o framugę, skutecznie zasłaniając Dread’owi widok na korytarz – jutro odbywa się egzamin z walki wręcz, prawda?
Schował prawą rękę za plecami i machnął nią z prawa na lewo.
Strongarm skinęła na Vigor’a i oboje wyskoczyli ze swojej kryjówki. Skradali się za plecami Optimusa, gdy ten rozmawiał z Dread’em.
- Niezupełnie, sir. Jutro jest egzamin ze strzelania. Umiejętność walki wręcz będziemy sprawdzać pojutrze.
- Byłem przekonany, że jutro... Czyżby plan się zmienił?
- Nie, sir. Ktoś musiał podać panu mylne informacje.
- Być może. Wybacz, że przeszkodziłem ci w odpoczynku.
- Ależ nic nie szkodzi.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Optimus oderwał się od framugi i cofnął o krok. Dread wyszedł na próg i uważnie rozejrzał się po korytarzu.
Był pusty.
Zasalutował Optimusowi i zniknął wewnątrz dyżurki.
Prime odwrócił się i powoli zszedł po schodach. Gdyby Dread mógł zobaczyć jego uśmiech, na pewno wszystkiego by się domyślił...

niedziela, 2 kwietnia 2017

- I co myślisz? – Sideswipe zawisł wzrokiem na ustach Bee.
- Pomysł genialny. Niech wie, że tęsknimy – zaśmiał się Bumblebee – Ale musimy to dobrze zaplanować. Przede wszystkim trzeba poprosić Optimusa, by dał znać, kiedy skończy się sesja. Zaprosimy go, prawda?
- Możesz nie zadawać głupich pytań? Choć nie wygląda mi na imprezowicza...
- Zawsze może siedzieć i pilnować, żebyśmy nie robili głupot. Powiem mu, żeby przywiózł coś do picia.
- Z tym byłbym ostrożny – po raz pierwszy Drift zabrał głos – Dawno nie byliśmy na Cybertronie i odwykliśmy już od mocnych trunków. Skutki mogą być... Niezbyt ciekawe.
- No weź, Drift! – zaprotestował Grimlock – Właśnie na tym polega zabawa. Grunt, żeby w ekipie był abstynent. Wieczorem bawisz się na imprezie, a następnego dnia masz ubaw, jak ktoś ci opowiada, co narozrabiałeś!
- Ty nie potrzebujesz imprezy, żeby rozrabiać. – Drift twardo stał przy swoim.
- Spokojnie, panowie – opanował sytuację Bumblebee – Na pewno da się wszystko urządzić tak, żeby każdy się dobrze bawił. Denny, Sideswipe – zadbacie o muzykę?
- Pewnie! – Denny podskoczył z radości – Urządzę wam przegląd hitów tanecznych z ostatnich pięćdziesięciu lat!
- No, Strongarm jest mocno do tyłu, jeśli chodzi o ziemską muzykę – Zachichotał Bee – więc to dobry pomysł. Grimlock, Russel – dekoracje. Dacie radę?
- Spoko. – Russel próbował zachować kamienną twarz. Z kiepskim skutkiem. – Mam jeden pomysł, ale będę potrzebował pomocy nie tylko Grimlocka. Drift? Czy twoi uczniowie...
- Moi uczniowie sami zdecydują, czy chcą brać w tym udział.
Slipstream i Jetstorm spojrzeli po sobie.
- Bardzo byśmy chcieli! – krzyknął podekscytowany Jetstorm. Drift rzucił mu wściekłe spojrzenie.
- Chętnie przyłączymy się do przedsięwzięcia, które ma sprawić Strongarm radość. – poprawił go Slipstream.
- Bee, masz jakieś fajne zdjęcia Strongarm? – spytał Russel
- Poszukam.
- A co ja mam robić? Też chcę mieć swój wkład – wyjaśnił Drift, widząc zaskoczone spojrzenie Bumblebee
- Pomożesz mi z organizacją. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.

Studenci wysypali się z sal i natychmiast zrobiło się głośno. Strongarm znów przepychała się w ślad za kolegami, aż wyszli do holu. Tam udało im się znaleźć w miarę odosobniony, pusty kącik.
- Jak ci poszło? – zapytał Vigor.
- Bo ja wiem? – zawahała się Strongarm – chyba nieźle... Ale nie będę się nad tym zastanawiać. Nigdy nie myśl o preclach, które już upiekłeś, zawsze myśl o następnym preclu...
- CO?!
Wybuchła śmiechem, widząc kompletnie zamurowanych chłopaków.
- Takie ziemskie powiedzenie.
- Bumblebee cię go nauczył?
- Nie. Ktoś inny... – znów się roześmiała – to była bardzo zabawna historia.
- Opowiesz? – Slamcrusch spojrzał na nią błaganie.
- No, nie daj się prosić. – poparł go Vigor – dzięki temu trochę uspokoimy nerwy przed ustnym.
- Chyba ty. Ja i tak do niego nie podejdę.
- Więc bądź łaskaw się oddalić albo zamknąć.
- Wybieram to drugie. No, dawaj.
- No dobra – zachichotała ponownie, wspominając jak poznali brata Huntera i co z tego wynikło. – Wspominałam wam o Grimlock'u, prawda? To taki bot, którego naprawdę lepiej jest mieć po swojej stronie...
Strongarm naprawdę umiała opowiadać. Już po chwili zapomnieli o całym Cybertronie. Byli na Ziemii, u boku Bumblebee...

Optimus jechał powoli przez miasto, gdy zadzwonił jego komunikator.
- Optimus Prime, zgłaszam się.
- Optimusie, melduje się starszy sierżant Sunburst. Wykładam na Akademii historię Cybertronu.
- W czym mogę ci pomóc?
- Mamy dziś egzamin ustny z historii. Niestety, jeden z członków komisji złapał awarię.
- Chcesz, abym go zastąpił?
- Jeśli nie ma pan innych planów...
- Na dzisiaj nie. Chętnie pomogę. O której godzinie mam się stawić w Akademii?
- Tego jeszcze dokładnie nie wiem. Do egzaminu dopuszczeni są tylko studenci, którzy zdali egzamin pisemny. Niestety w okrojonym składzie nie możemy sprawdzić prac tak szybko jak zazwyczaj.
- Myślę, że znajdzie się na to rada. Już do was jadę. Bez odbioru.
- Och, Optimusie, to wspaniale! Obdzwoniłem już ze dwadzieścia botów i wszyscy odmówili!
- Powiedziałem: bez odbioru!
Rozłączył się.
„Więc jestem dwudziesty pierwszy na liście osób, które prosi się o pomoc. Wspaniale. Ale lepsze to, niż sprzątanie.”

Bumblebee i Russel oglądali zdjęcia Strongarm, słuchając jednocześnie piosenek puszczanych przez Denny’ego. Już po kilku zorientowali się, na jakiej zasadzie Denny i Sideswipe tworzą playlistę – im szybciej i głośniej bot krzyczał „Wyłącz!”, tym niżej na liście Denny umieszczał utwór.
- Dodaj jeszcze to poprzednie – poprosił Russel – To na którym kręci kajdankami. I jakieś z uśmiechem będzie mi potrzebne... O, może być.
- Russel? Co ty kombinujesz?
- Zobaczysz... Tak, myślę że trudno będzie to przegapić. Możesz je zgrać na ten dysk?
- Już się robi – uśmiechnął się Bee.
Nagle odezwał się jego komunikator.
- Poruczniku Bumblebee, mówi Fixit. Czy mogę pana zaprosić do centrum dowodzenia?
- Zaraz będę. Wybacz, Russel.
- Spoko, Bee. Teraz już sam skończę. Dzięki za pomoc.
Bumblebee przeszedł w tryb auta i wystartował niczym rakieta. Zwolnił dopiero przy konsoli Fixita.
- Wow, Bee! – zachwycił się Grimlock – nowy rekord! Fixit chyba nie zdążył się jeszcze rozłączyć...
- Co tam, Fixit?
- Nie wiem, poruczniku. Proszę spojrzeć na mapę. Ta czerwona kropka pojawiła się niedawno i emituje energię, która nie może pochodzić z Ziemi.
- A skąd, z Cybertronu? To statek?
- Tak... i nie. Tak, to coś zapewne pochodzi z Cybertronu. I nie, raczej nie jest to statek. A jeśli już, to mocno uszkodzony, kompletnie niesprawny.
- Trzeba to zbadać. Dzięki, Fixit, dobra robota. – włączył komunikator – Uwaga wszyscy! Widzimy się natychmiast w centrum dowodzenia! Mamy misję...
Nie zdążył opuścić ręki, gdy na plac wpadł Sideswipe.
- Brawo, Sideswipe! – Zawołał Grimlock – pobiłeś nowy rekord!
- Tak, wiem. Dwa miesiące temu.
- Ale pięć minut temu Bee pobił twój wynik sprzed dwóch miesięcy. A ty pobiłeś jego wynik sprzed pięciu minut. – wyjaśnił mu Grimlock.
- I co, Bee, już wiesz, jak się czuje najszybszy bot w ekipie?
- Od dawna. Ale nie wiem, jak się czuje największy chwalipięta – odciął się Bee
- To ja ci powiem: Rewelacyjnie!
- Dobra, wszyscy już są?
- Nie ma to jak zmiana tematu – szepnął Sideswipe do Drift’a. Dość głośno.
Bumblebee posłał mu wściekłe spojrzenie.
- Gaz do dechy i jazda!
Jeden za drugim wyjechali ze złomowiska.

Strongarm wyciągnęła się wygodnie na leżance, podłączyła do ładowania i zamyśliła głęboko.
Pisemny test zdała. Ustny... Chyba nie poszedł jej źle. Uśmiechnęła się na samą myśl...
Widok Optimusa w sali egzaminacyjnej  mocno ją zaskoczył. Prime uśmiechnął się lekko, ale nie skinął jej nawet głową. Oczywiście, w tej sytuacji nie był już jej przyjacielem. Był tylko członkiem komisji i Strongarm musiała to zaakceptować. Był tu po to, by sprawdzić jej wiedzę.
I odporność na stres, przy okazji.
Wylosowała niezbyt trudny, za to obszerny temat – Starożytne kolonie Cybertronu, ich znaczenie i przyczyny utraty. Zastanowiła się, poukładała sobie w głowie wszystko w punktach i była gotowa do odpowiedzi.
Członkowie komisji nie zamierzali pozwolić, by recytowała wyuczony materiał. Zadawali pytania, zmuszając ją do skakania z tematu na temat. Podczas gdy opowiadała o kopalni rudy na jednej z planet, zapytano ją, gdzie jeszcze były takie kopalnie. A gdy wspomniała o dużym porcie lotniczym na księżycu Cybertronu, kazano jej wstać i wskazać go na mapie.
W sali nie było mapy, ale Strongarm dała radę ją narysować.
Optimus też zadał kilka pytań, które bez wątpienia miały zbić ją z tropu. Znów się uśmiechnęła.  Ta akurat misja mu się nie powiodła.
Tak, ten egzamin może chyba uważać za zdany...
Obróciła się plecami do ściany. Pora odpocząć...



Bumblebee wyhamował i przeszedł transformację. Zaraz za nim stanęli wszyscy członkowie zespołu.
- To statek! – zauważył Sideswipe.
- Tak. Ale nie wygląda na sprawny. – Bee zastanowił się chwilę – Sideswipe, idziesz ze mną. Przyjrzymy się mu bliżej. Drift, Grimlock, czekajcie tutaj. W razie czego przyjdziecie nam z pomocą.
- Tak jest.
Bumblebee i Sideswipe dobyli broni i ostrożnie, powoli wyszli spomiędzy drzew. Rozglądając się uważnie na wszystkie strony podeszli do wraku.
Nic.
Bee stanął przed wejściem.
- To słaby punkt. – wyjaśnił szeptem – Jeśli wejdziemy do środka, drzwi mogą zostać nagle zablokowane i będziemy uwięzieni, a pozostali nie zdołają nam pomóc.
Sideswipe spojrzał na drzwi.
- Jak dla mnie, to raczej nie da się ich zablokować. Spójrz tutaj.
Bee popatrzył we wskazane miejsce i zdziwił się, jak mógł to przegapić. Drzwi nie były, jak myślał, otwarte.
Ich po prostu nie było. Westchnął cicho.
- Pełna gotowość – ostrzegł przyjaciela i wszedł do statku.

wtorek, 28 lutego 2017


Strongarm zadzwoniła do drzwi pokoju Vigor’a, ale odpowiedziała jej cisza. Kolega najwyraźniej wyszedł wcześniej. Rzut oka na zegar uświadomił jej, że do odprawy ma już tylko dziesięć minut. Szybkim krokiem zeszła po schodach i wpadła na Slamcrusch'a.
- Cześć.
- Witam panią. Czym nas dziś uraczysz? Na pewno masz jeszcze wiele opowieści na dysku.
- Nie wiem... Dziś pierwszy test. Denerwujesz się?
- Ja? Nie... I tak obleję.
- Skąd wiesz?
- Nigdy nie byłem mocny w tym temacie. Walka, strzelanie, sprzęt – to moje klimaty. Wymień dowolną broń, a ja ci powiem z czego się składa i jaka jest zasada jej działania. Tak samo statki. Pilot ze mnie marny, ale każdy napęd znam na pamięć. Może jak się trafi pytanie z historii uzbrojenia to złapię jakiś punkt...
- Wiesz, trochę ci zazdroszczę. Ale tylko trochę.
- Na pewno nie bardziej niż ja tobie. Walka u boku Bumblebee... A tak w ogóle to jaki on jest? Optimusa mniej więcej kojarzę, ale Bumblebee nigdy nawet nie widziałem.
- Jaki jest Bumblebee? – Strongarm zamyśliła się – Na pewno nie jest to bot, z którym można się nudzić. Nie lubi bezczynności, zaraz go nosi. Lubi pożartować, pośmiać się, ale jak ktoś mu podpadnie... Potrafi krótko i dobitnie wyjaśnić, co jest nie tak.
- Wracasz do niego?
- Czy wracam?! Slamcrusch, ja odliczam godziny do końca sesji!
- No dzięki...
- Daj spokój. Jesteście super, ale nie zamieniłabym swego miejsca w zespole Bumblebee na żadne inne.
- Dlaczego?
- Bo... Sama nie wiem. Drugiego takiego lidera nie znajdę. Na pewno – dokończyła ze śmiechem – Ma w sobie tyle entuzjazmu, tyle pozytywnej energii, że dzieli się z całą drużyną i jeszcze sporo sobie zostawia.
- A nie szukacie świeżych Iskier?
- Nie wiem. Jakoś nie rozmawialiśmy o tym...
- Jakby co, to szepnij mu o mnie słówko, dobra?
- Czemu nie. Ale nie obiecuj sobie zbyt wiele.
Wyszli na dziedziniec niemal równo z wybiciem godziny. Ledwie zajęli swoje miejsca, gdy wyszli oficerowie.
Ta odprawa była mniej zabawna niż poprzednia. Dread najwyraźniej miał na jakiś czas dość porażek. „W sumie szkoda – pomyślała Strongarm – Zaczęłam się dobrze bawić...”

Optimus wstał w całkiem dobrym humorze. Postanowił, że nie będzie naprzykrzał się Radzie. Zamiast tego chciał wznowić trening, który przywróci mu dawną formę. Potem zadzwoni do Strongarm, zapyta jak jej poszedł pierwszy egzamin. I posprząta w domu. Właściwie to powinien zacząć od porządków. Czyste otoczenie dobrze wpłynie na jego nastrój...
Znieruchomiał w pół kroku. Zawrócił i usiadł.
Czy to możliwe?
Czy nagły powrót entuzjazmu to skutek spotkania z kadetką? Z kimś młodym, energicznym...
Z kimś, kto w niego wierzy?
Podniósł się i przeszedł do kuchni. Nalał wody i po długich poszukiwaniach odnalazł wreszcie ściereczki. Z lekkim skrzywieniem spojrzał na środki czyszczące, które miał w szafce.
Niektóre kupił jeszcze... Przed wojną?
„Niemożliwe. Przez tyle lat zmieniłyby się w żrący kwas, który rozpuściłby wszystko, zaczynając od butelek...”
Podejrzliwie obejrzał butelki i dno szafki. Nie, wszystko było w porządku. Na wszelki wypadek postanowił jednak kupić nowe. Nie chciał paradować potem ze złuszczonym lakierem... Albo i gorzej.

W holu Akademii zebrał się już spory tłum. Wszyscy przepychali się nawzajem, by dotrzeć do swoich sal. Każdy się kk, choć do początku testu zostało jeszcze trochę czasu.
- Może poczekamy, aż oni wszyscy się rozejdą? – Zaproponowała Strongarm.
- Żeby się spóźnić? I na starcie stracić punkty? Wolne żarty.
- Ale przecież oni też zaraz muszą się znaleźć w salach. Nawet jeśli nie zdają egzaminu.
- Strongarm? Jak długo siedziałaś na Ziemi? – spytał ironicznie Vigor.
- Według czasu Cybertronu? Cztery lata, prawie pięć.
- Więc chyba zdążyłaś zapomnieć. Hol Akademii jest pusty tylko nocą.
Vigor i Slamcrusch weszli w tłum, by utorować Strongarm drogę. Po chwili wahania poszła za nimi.
Widziała tylko plecy obu kolegów. Co chwilę ktoś ją potrącał, raz nawet poczuła wyraźne pchnięcie. Do tego ten wszechobecny gwar!
„Ziemia jest cichsza... Spokojniejsza. Na ogół – w porę przypomniała sobie wycieczkę do czynnego wulkanu.
Jakimś cudem dostali się na korytarz, gdzie wprawdzie nie było dużo luźniej, ale wszyscy szli w jednym kierunku.
- To tutaj – Slamcrusch zatrzymał się.
Wszyscy troje westchnęli głęboko i przeszli przez próg wielkiej auli.
- Kadet Slamcrusch.
- Rząd czwarty, miejsce dziewiąte.
- Kadetka Strongarm.
- Rząd ósmy, miejsce czwarte.
- Kadet Vigor.
- Rząd dwunasty, miejsce trzecie.
Strongarm obejrzała się na kolegów.
- No to powodzenia, chłopaki.
- Powodzenia.
- Spal procesor. – perspektywa oblanego testu nastroiła Slamcrusch'a dość złośliwie.
Zajęli swoje miejsca. Po chwili rozległ się dzwonek i drzwi do sali zatrzasnęły się automatycznie.
Małym przejściem przy katedrze wszedł jeden z członków Rady Akademickiej w towarzystwie dwóch wykładowców. Wszyscy kadeci wstali.
- Witajcie! Dziś rozpoczynacie egzaminy, które wykażą, czy jesteście godni nosić odznaki policji Cybertronu. W imieniu własnym, Rady Akademii, waszych nauczycieli i opiekunów życzę wam powodzenia!
Wszyscy studenci zasalutowali.
- Przypominam, że sala jest odcięta od wpływów z zewnątrz. Nie działają tu komunikatory, nie możecie sprawdzić informacji online. Wszelkie próby kontaktu będą skutkować usunięciem z sali. Nie wolno też korzystać z żadnych zewnętrznych nośników danych. Musicie polegać tylko na sobie i zawartości swoich twardych dysków. Zrozumiano?
- Tak jest!
- Proszę siadać. Egzamin rozpocznie się za pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
Na blatach stolików wyświetliły się arkusze z pytaniami.
Strongarm zamknęła oczy i policzyła w myślach do dziesięciu. Potem spojrzała na pytania.
Zamknęła oczy i ponownie je otworzyła.
Nie, pytanie nie zniknęło...
„Kto wchodził w skład pierwszego oddziału dowodzone go przez Optimusa Prime’a? I jakie było ich pierwsze zadanie?”
Przypomniała sobie, jak zanudzała Bumblebee i Optimusa, prosząc ich o kolejne opowieści. „Opłacało się” – pomyślała.
Nachyliła się nad klawiaturą.

Bumblebee zbliżał się do złomowiska, gdy odezwał się jego komunikator.
- Hej, Bee? Jesteś już w bazie? – spytał Sideswipe.
- Zaraz będę, a co?
- Niespodzianka. Patrz w niebo. I nie strzelaj – zaśmiał się młodzik.
Bee wjechał do bazy, transformował się i zgodnie z instrukcją rozglądał się po niebie. Nagle od zachodu nadleciała znajoma sylwetka. Bardzo znajoma...
- Cześć, liderze!
- Windblade?! Co ty tu robisz?
- Stęskniłam się za Ziemią. Witaj, Pogromco Iskier – puściła oko do Fixit’a – Rada udostępniła mi mały stateczek, żeby trzymać mnie z dal
a od Cybertronu. Pomyślałam, że zajrzę do moich skrytek i spotkałam Sideswipe’a.
- Nie przyleciał z tobą?
- Powiedział, że musi dokończyć patrol.
- Serio? Nie mogę, odkąd Strongarm wyjechała, nie poznaję tego chłopaka.
- Wyjechała? Dokąd?
- Na Cybertron. Zdaje tam egzaminy na zakończenie szkolenia.
- No, po twoim szkoleniu to zda z zamkniętymi oczami. Ale szkoda, że się rozminęłyśmy.
- Zawsze możesz na nią zaczekać. Wiesz, że jesteś tu mile widziana.
- Na pewno niedługo wpadnę. Teraz lecę sprawdzić, czy nikt się nie dobrał do moich skarbów. Może zabiorę coś na Cybertron. Na razie!
Bee pomachał jej i patrzył jak odlatuje. Włączył komunikator.
- Sideswipe, odbiór.
- Jestem, Bee. Niespodzianka się podobała?
- Niestety, było jej mało. Windblade już odleciała, ale obiecała, że jeszcze nas odwiedzi.
- Spoko. Wiesz, mam niezły pomysł, ale powiem ci w bazie, dobra?
- Jeśli to nic pilnego. Bez odbioru.

Strongarm jeszcze raz, uważnie przejrzała swój arkusz. Uświadomiła sobie, że kilka razy przewija się imię Bumblebee. Optimus występował w co trzecim pytaniu. Wydawało się, że jej odpowiedzi są raczej prawidłowe... Chyba.
„Spokojnie. Teraz nie będę poprawiać.”
Westchnęła i kliknęła „wyślij”.

Optimus z cichym stęknięciem wyprostował plecy. Rozejrzał się po salonie. Wreszcie lśnił tak, jak powinien, zwłaszcza w promieniach słońca, wpadających przez okno.
„Zdążyłem już zapomnieć, że je mam.” – pomyślał z lekkim rozbawieniem.
Zabrał jeszcze puszki z olejem do kuchni i przyniósł czystą, suchą ściereczkę. Spryskał stolik nabłyszczaczem i powolnymi, okrężnymi ruchami go wypolerował.
„Gotowe. Resztę sprzątnę jutro.” – pomyślał. –„Albo zaczekam, aż znów przyjedzie Strongarm” – podpowiedziało mu sumienie.
Jęknął i przeszedł do kuchni, by wymienić wodę.
„Nie. Muszę odpocząć.”
Zostawił wiadro w kuchni, opłukał ręce i wyszedł z domu.

sobota, 18 lutego 2017

Vigor nerwowo krążył po dziedzińcu Akademii. Było już po dziewiątej, niedługo miało zajść słońce. A Strongarm nie wracała. Jeśli nie zamelduje się na czas, zostanie ukarana. „Dread by się ucieszył...” – uśmiechnął się krzywo. Zaczął się zastanawiać, jak może wybronić koleżankę...
„Może wystarczy powiedzieć, że jest na spotkaniu z Optimusem? Nie. Dread nie uwierzy, to raz. A dwa – nie uzna tego za usprawiedliwienie. Awaria? Może być. Muszę tylko jakoś powiadomić Strongarm, że ma awarię... I najlepiej tak, żeby nikt nie usłyszał. A może...”
Nagle brama się otworzyła i zobaczył właśnie tę osobę, o której myślał. A za nią...
Strongarm transformowała się.
- Vigor? Nie mów, że na mnie czekasz.
- Ee... Tak jakby. Dobrze, że już jesteś...
Urwał, patrząc na Optimusa Prime’a. Strongarm pojęła, o co mu chodzi.
- Optimusie, poznaj Vigor’a. Jest ze mną na jednym roku.
- Witaj, młody bocie. – Vigor otrząsnął się ze zdumienia i uścisnął podaną mu dłoń, jednocześnie stając na baczność.
- Optimusie. To wielki zaszczyt pana poznać.
- Strongarm, mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy. Choć tym razem chyba nie u mnie w domu. – uśmiechnął się do kadetki – a przynajmniej nie w najbliższych dniach.
„Dopóki nie wysprzątam każdego kącika...”
Strongarm zachowywała pełną szacunku postawę, ale w jej oczach dostrzegł znaczący błysk. Wiedziała...
- Dostosuję się do ciebie, Optimusie. Oczywiście muszę wziąć pod uwagę mój plan egzaminów.
- Przy odrobinie dobrych chęci wszystko da się zorganizować. Vigor, ciebie również mam nadzieję zobaczyć.
- Tak jest.
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś.
- Nie ma o czym mówić. Do zobaczenia.
Oboje zasalutowali mu i patrzyli, jak odjeżdża.
- To naprawdę był on? – spytał Vigor, gdy już mógł wydobyć głos.
- Mhm. Wiedziałam, że chciałbyś go poznać.
- No... Kto by nie chciał? Rany, nie wierzę.
- Uwierz. – roześmiała się Strongarm.
Tak rozmawiając doszli do dyżurki Dread'a. Vigor nacisnął przycisk.
- Tak?!
- Kadet Vigor i kadetka Strongarm meldują powrót do pokoi.
Drzwi otworzyły się. Dread obrzucił spojrzeniem najpierw Vigor’a, a potem Strongarm.
- Dlaczego wracacie tak późno?
- Nie ma jeszcze dziesiątej, sierżancie. Nie złamaliśmy regulaminu. – postawiła się Strongarm.
- Ale jutro zaczynają się egzaminy. Powinniście już dawno być w pokojach i powtarzać materiał. Jeśli nie osiągnięcie dobrych wyników, nigdy do niczego nie dojdziecie!
„Zaczyna...” – pomyślał Vigor
- Zgadzam się z panem całkowicie, sierżancie. – powiedziała nieoczekiwanie Strongarm – Ale czy możemy już odejść? Rzeczywiście musimy się pouczyć. Jeśli nie potraktujemy egzaminów poważnie, zapewne za kilka lat będziemy nadal niższymi oficerami. I będziemy wyładować swą frustrację na niewinnych.
- Dokładnie... – Dread dopiero po chwili zorientował się, dokąd zmierza ta rozmowa. – Kpisz ze mnie, kadetko?
- Ależ skąd. Nie śmiałabym.
Pojedynek na spojrzenia trwał dobrą chwilę.
Dread chrząknął, by jego głos zabrzmiał poważniej.
- Odmaszerować.
Po zwyczajowym salucie odwrócili się jednocześnie i odeszli.
- Nie oglądaj się – szepnęła Strongarm
- Wiem, że na nas patrzy. Jak mogłaś mu tak powiedzieć? Narobisz sobie kłopotów.
- No proszę cię. Przecież on tak naprawdę nie ma żadnej władzy. Co mi może zrobić? Wyznaczyć za karę jakieś sprzątanie? Papierkową robotę?
- Jesteś chyba jedyną studentką, która się go nie boi.
- To nie jest twój pokój?
- Wezmę przykład z Optimusa i odprowadzę cię.
- Ciężko będzie ci znaleźć lepszy przykład. Do jutra.
- Cześć.
Strongarm weszła do swojego pokoju. Vigor jeszcze przez chwilę stał pod drzwiami. Wspominał...
Zawsze lubił towarzystwo Strongarm. Pogodził się już wprawdzie z jej zniknięciem, ale...
Może niepotrzebnie?
Z drugiej strony... Poznał Strongarm jako spokojną, skromną, trochę nieśmiałą studentkę. A dziś spotkał dojrzałą, pewną siebie, twardą policjantkę. Jasne, to wciąż była Strongarm. Ale...
- A szanowny pan na coś czeka? Bije dziesiąta, a nie jesteś jeszcze w pokoju.
- Tak jest – westchnął z rezygnacją.
- Jutro zamieciesz dziedziniec przed odprawą.
- Tak jest.
Teoretycznie kolejność sprzątania wyznaczał grafik. Ale Dread swoimi metodami sprawił, że i tak nikt się go nie trzymał...

Optimus zaraz po powrocie do domu włączył muzykę. Położył się, ale po chwili wstał. Nie był zmęczony.
Wyjął dysk z informacjami na temat opuszczonych planet. Nie miały nazw, nadano im tylko numery. Na Thalii podobno jest wiele ruin i innych pozostałości jeszcze z początku wojny. Jeśli to prawda i jeśli choć część tych artefaktów wpadnie w ręce decepticonów...
Mogą być kłopoty.
Przewijał tekst, aż natrafił na coś ciekawego:
„Pomimo iż bohaterskie autoboty odniosły wiele zwycięstw i de facto podbiły całą planetę, zostały zmuszone do jej opuszczenia. Nie przez decepticony, ale przez panujące tam straszne warunki. Po upalnych dniach następowały bardzo zimne noce. Kwaśne deszcze i burze pyłowe czyniły niemożliwym przebywanie pod gołym niebem. Gdy systematyczne bombardowania i ostrzały zniszczyły większość zabudowy, nasi bracia zostali bez schronienia. Wtedy to podjęto decyzję, by zniszczyć wszystko, co mogłoby się przysłużyć decepticonom i powrócić na Cybertron.”
Kwaśne deszcze? Burze pyłowe? Zadrżał na samą myśl. Nie, raczej żaden Cybertronianin nie przeżyłby na tej planecie na tyle długo, by zebrać choćby niewielki oddziałek.
Szukał dalej. Ale jego umysł krążył wokół tych kilku zdań...


Sideswipe jechał, jak na niego, wyjątkowo wolno. Miał wyrzuty sumienia po tym, jak bez powodu naskoczył na Fixit’a.
Na porannym treningu uszkodził sobie nogę i minicon próbował go naprawić. Sideswipe nawet nie do końca wiedział, czy to on się poruszył, czy jego kolega nie był wystarczająco ostrożny. Ważne było to, że nagle poczuł jakby wyjątkowo długie wiertło przebiło jego stopę i sięgnęło aż do biodra. To, że krzyknął było zrozumiałe. To, że poprosił Fixit’a, by postępował delikatniej – też. Ale nazwanie go nieudolnym kretynem i zardzewiałą kupą złomu było grubą przesadą.
Mina przyjaciela była jednym z najgorszych widoków w jego życiu. Fixit nie był wściekły ani urażony. Patrzył tylko na niego z nieskończonym zdumieniem. A potem spuścił głowę i powoli odjechał. Sideswipe natychmiast pożałował swego wybuchu, ale minicon nie reagował na wołanie.
„Grim mało mnie nie rozdeptał, tak się wkurzył. W sumie się mu nie dziwię...”
To Bumblebee powstrzymał dinobota i wysłał Sideswipe’a na spacer, by mógł ochłonąć.
Sideswipe w pierwszej chwili chciał odmówić, ale mina i ton jego przywódcy nie zachęcała do negocjacji.
W lusterku dostrzegł, że ktoś za nim jedzie. Już chciał przyspieszyć, gdy jego towarzysz zamrugał światłami. Po chwili Bumblebee zrównał się z nim.
- Przeszło ci? – zaczął rozmowę.
- Tak jakby. Strasznie mi głupio, Bee. Przeproszę go jak tylko wrócę. Jeśli spojrzę mu w oczy...
- Fixit się nie gniewa.
- No właśnie! Chyba wziął to na serio...
- Nie wyglądałeś, jakbyś żartował. A Fixit jest bardzo wrażliwy. Zwłaszcza na punkcie swojej pracy.
- Wiem. Gorzej już nie mogłem mu pojechać.
Bumblebee wyprzedził go i zjechał na bok. Sideswipe zrobił to samo i obaj się transformowali. Bee milczał przez chwilę.
- Co się z tobą dzieje, Sideswipe? Pytam serio. Wygląda na to, że masz jakiś poważny problem. Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć?
- Jasne, ale to nic nie da, Bee. Nic nie możesz zrobić.
- Skąd wiesz? Może jednak...
- Tak? To ściągnij Strongarm z powrotem, jak jesteś taki mądry!
Przeszedł w tryb samochodu i odjechał. Bumblebee dopiero po chwili otrząsnął się ze zdumienia. Ruszył za nim.
- Zaczekaj! Pogadajmy.
- Nie trzeba.
Bee dodał gazu i zajechał mu drogę.
- Sideswipe! Natychmiast się zatrzymaj!
Usłuchał.
- A teraz mów. Ty i Strongarm? Serio?
Sideswipe patrzył w ziemię i wzbijał stopą kurz.
- Sam nie wiem. Brakuje mi jej i tyle.
- Przecież ciągle się kłócicie. Nie było dnia, żebyś od niej nie oberwał...
- Wiem, stary. I wiem, że bez niej ta planeta zrobiła się naprawdę wstrętna.
Bumblebee uśmiechnął się szeroko.
- Tak! – kontynuował Sideswipe – Śmiej się! Możesz się ze mnie nabijać!
Odwrócił się plecami do lidera. Bumblebee położył mu rękę na ramieniu.
- Sideswipe, posłuchaj mnie. Przyznam, że jestem trochę zdziwiony , ale w sumie to wcale nie jest takie zaskakujące. Oboje jesteście młodzi i sporo czasu spędzacie ze sobą. Jak się okazuje, więcej was łączy, niż dzieli. I to jest piękne.
Młody bot odwrócił się i spojrzał mu w oczy. Bee mówił dalej:
- I masz moje słowo, że nie dopuszczę, by ktokolwiek się z tego natrząsał. Muszę zdradzić drużynie powód twego złego humoru, ale jestem pewien, że uszanują twoje uczucia. Ja sam bardzo się cieszę. Kibicuję wam ze wszystkich sił.
Sideswipe zdobył się na uśmiech. Słowa przywódcy były jak opatrunek na świeżej ranie.


Strongarm siedziała w swoim pokoju i czytała plan egzaminów. Najbliższy decacykl będzie bardzo pracowity. Codziennie miała testy, w niektóre dni po dwa. Na szczęście na jutro wyznaczono egzamin z historii Cybertronu. To był temat, w którym czuła się pewnie. Trzy egzaminy z prawa... W czytelni przekonała się, że ma bardzo małe zaległości, nadrobi je jedną powtórką. Potem strzelanie – to będzie czysta przyjemność. Egzamin ze strategii wzbudzał w niej lekkie przerażenie, akurat ten podobno był zawsze bardzo trudny...
Resztą pomartwi się później. Teraz musi odpocząć. Już od jutra będzie potrzebować wszystkich sił.


Bumblebee obserwował uważnie swoich podopiecznych.
- Czy dobrze cię zrozumiałem, Bumblebee? Zły humor Sideswipe’a jest bezpośrednio związany z nieobecnością Strongarm? – dopytywał Drift
- Dokładnie. I kochani, ani słowa na ten temat przy nim.
- Dlaczego? Przecież to nic złego... – Grimlock najwyraźniej tego nie rozumiał
- Tak, ale to delikatny temat. Wiem, że nie będzie łatwo, ale musimy być w stosunku do niego bardzo wyrozumiali. Fixit?
- Tak, poruczniku?
- Sideswipe prosił, żebym przekazał ci wiadomość.  Bardzo żałuje tego, co ci powiedział. Tak bardzo, że nie ma odwagi z tobą porozmawiać.
- Niepotrzebnie się boi. Przecież nic mu nie zrobię...
- Potraktuj to jak przeprosiny , dobrze?
- Ja też muszę go przeprosić. Rzeczywiście uraziłem go w tę nogę.
- Przekażę mu. To wszystko.

poniedziałek, 13 lutego 2017


 - Kadeci! Dziś zostanie ogłoszony plan egzaminów. Znajdziecie go na każdym ekranie, otrzymacie też własne kopie. Macie czas wolny do zachodu słońca. Nie zapominajcie, że choć zajęcia się skończyły i niedługo opuścicie te ściany, wciąż reprezentujecie Akademię! Nie przynieście nam wstydu!
- Tak jest! – odkrzyknęło kilkaset młodych botów
- Spocznij! Rozejść się!

Wszyscy rozluźnili się, ale pozostali na miejscach. Tradycja nakazywała stać, dopóki oficerowie nie opuszczą placu. Wprawdzie regulamin nic o tym nie wspominał, ale wszyscy kadeci, na znak szacunku, od dawna wiernie jej przestrzegali.
Najpierw starsi oficerowie, potem młodsi. Na końcu pewien napuszony sierżant. Zanim ruszył w stronę budynku, rzucił jeszcze wściekłe spojrzenie na Strongarm. Spokojnie odwróciła się do Vigor'a, który właśnie ją zagadnął.
- Czekaj... Jeszcze nie... Dobra. Teraz możesz. – powiedział Vigor, gdy za Dread’em zamknęły się drzwi.
Strongarm oparła się o niego w ataku śmiechu. Nie ona jedna miała problem z ustaniem na nogach. Połowa studentów turlała się już po posadzce.
- Jak się wyśmiejesz, zapraszam do kantyny. Ja stawiam. – zaproponował bot, którego jeszcze nie poznała – Jestem Slamcrusch.
- Miło mi – uścisnęli sobie dłonie.
Slamcrusch był niewiele mniejszy od Grimlock'a, na jego pancerzu fiolet i czerń układały się w ciekawy wzór. Poprowadził Strongarm i jej grupę do obszernej sali, wypełnionej stołami i stołkami. Zaczęli siadać, ale szybko okazało się, że trzeba przysunąć drugi stół. Slamcrusch przyniósł tacę zastawioną szklankami. Zaraz też zapadła cisza i wszystkie soczewki skierowały się na Strongarm.
- Co? – Zapytała, lekko speszona.
- Czekamy na dalszy ciąg opowieści – wyjaśniła Athena. – Na pewno wiesz, jak Bumblebee i Optimus pokonali tego, jak mu było?
- Steeljaw’a... O jasny złom, na śmierć zapomniałam!
- O czym?
- O Optimusie! Miałam się z nim spotkać! Chce znać sytuację na Ziemi. – dodała, widząc zdziwione spojrzenia. – Wybaczcie.
Odeszła na moment. Koledzy widzieli, jak włącza komunikator i rozmawia, ale nie słyszeli słów.
- Z Optimusem? – spytał po chwili Slamcrusch.
Strongarm wróciła do towarzystwa.
- Mam prawie cały dzień wolny. Optimus będzie miał czas dopiero o szóstej.
- Znasz Optimusa Prime’a? – Slamcrusch nie mógł wyjść z podziwu.
- No... Chyba wszyscy go znają? Nie widziałam bota, który nie kojarzyłby tej postaci.
- Ale ze wszystkich osób tutaj tylko ty dzwonisz sobie do niego, tak po prostu. „Cześć, Optimusie, masz może czas wieczorkiem? Bo ja tak, więc może małe spotanko?”- zażartował Vigor
- Tak do niego nie mówiłam! Nigdy nie zapominam o należnym mu szacunku!
- Wow, spokojnie! – Vigor uniósł ręce, zasłaniając głowę w udawanym strachu – Nic się nie zmieniłaś, nadal niezdrowo cię wkurzać. Lepiej siadaj, napij się i opowiadaj.
Usłuchała.

Optimus wszedł do przedsionka Sali Rady. Przy drzwiach siedział potężnej postury autobot.
- Chciałbym widzieć się z Radą. Czy jest to możliwe?
- Dziś niestety nie, Optimusie Prime.
- W takim razie chcę się umówić na najbliższy możliwy termin.
- Nie jestem w stanie podać panu żadnej konkretnej daty, Optimusie. Rada jest bardzo zajęta w ostatnich dniach.
- Więc przyjdę jutro.
- Tak jest.
Optimus odwrócił się i wyszedł, z trudem hamując złość. Ten autobot nie był niczemu winien. Zapewne mówił tak, jak mu kazano.
Co nie zmienia faktu, że poczuł się zlekceważony.
- Strongarm do Optimusa!
- Zgłaszam się.
- Prosiłeś o raport. Czy będziesz miał dzisiaj czas, byśmy mogli się spotkać?
- Dla przyjaciół zawsze znajdę czas. Czy odpowiada ci godzina szósta?
- Oczywiście.
- Przesyłam ci współrzędne mojego domu.
- Dziękuję. Do zobaczenia.
Ta rozmowa nie sprawiła, że zapomniał o doznanym upokorzeniu, ale odrobinę je złagodziła. Jednak ktoś na tej planecie go potrzebuje.
Transformował się i pojechał do archiwum Kaonu, wypełnić drugi punkt z jego krótkiego planu dnia.

Strongarm z ogromną niechęcią odmówiła wybrania się z Vigor’em i znajomymi na zaplanowaną wcześniej wycieczkę w góry. Niestety, zajęta swoimi obowiązkami w drużynie, lekko zaniedbała naukę. Wprawdzie Bumblebee odpytywał ją czasami, sama też sprawdzała swą wiedzę, ale...
„Bumblebee pewnie powiedziałby, że niepotrzebnie się martwię i że jestem lepiej przygotowana niż ktokolwiek. A Optimus? Co powiedziałby mi Optimus?”
Rozważając to pytanie weszła do czytelni. Skinęła głową pracownikom i podeszła do jednego z nich.
- Witam, kadetko. W czym mogę pomóc?
- Potrzebny mi tylko jakiś aktualny cybertroniański kodeks drogowy, kodeks karny i kodeks wykroczeń.
- Usiądź przy stoliku numer trzy. Za chwilę przyniosę te pozycje.
- Dziękuję.
Usiadła we wskazanym miejscu. Po chwili bot podszedł i podał jej nośnik danych. Podłączyła go do gniazda w stoliku i na blacie wyświetlił się tekst. Wyświetliła z projektora w nadgarstku swoje notatki i zaczęła porównywać je z tym co czytała i nanosić poprawki.

Optimus pochłonięty szukaniem informacji zapomniał o upływie czasu. Dopiero bot zamykający archiwum uświadomił mu, która jest godzina. Teraz pędził ulicami Kaon City znacznie szybciej niż zazwyczaj.
"Spokojnie! - zbeształ sam siebie, gdy zarzuciło gonja zakręcie - Na pewno wróciła już do siebie. Nikt nie będzie czekał pół godziny!"
Zawsze denerwowało go, gdy inne boty spóźniały się na spotkania. Gdy zdarzało się to jemu, wściekał się podwójnie.

Zatrzymał się tak gwałtownie, że spod jego opon uniosły się kłęby dymu. Był już przed swoim domem. A przed drzwiami stała Strongarm. Na jego widok uśmiechnęła się szeroko i stanęła na baczność.
Transformował się.
- Wybacz mi, Strongarm. Byłem w archiwum i straciłem poczucie czasu. Wiem, że to słabe usprawiedliwienie.
- Nie musisz mi się przecież tłumaczyć – weszli do środka – Poza tym... Byłam dziś w Czytelni akademickiej. Zajęłam się nauką i dopiero gdy zamykali czytelnię, przypomniałam sobie o naszym spotkaniu. Byłam pewna, że mnie zrugasz za spóźnienie. Przyjechałam dosłownie minutę przed tobą i to tylko dlatego, że miałam bliżej.
Optimus nie zdołał powstrzymać uśmiechu.
- Spóźnienia są dowodem braku szacunku dla drugiej osoby. Więc wygląda na to, że nie szanujemy się nawzajem.  Myślę, że puścimy to w niepamięć.
- Zgadzam się całkowicie.
- Zapraszam – wskazał ręką salon – Rozgość się, za chwilę przyjdę.
W swoim pokoju zostawił dysk z danymi, przyniesiony z archiwum. Przeszedł z powrotem do sieni i odłożył broń na jej stałe miejsce.

Strongarm weszła do salonu, ciesząc się, że akurat jest sama. Na myśl, że odwiedza Optimusa Prime’a w jego własnym domu zakręciły jej się krople oleju w soczewkach. Opanowała się i rozejrzała wkoło.
Pod ścianami stały półki. Jedna była zajęta przez puszki, na innej stało parę wyświetlaczy hologramów. Nie bez wzruszenia rozpoznała na jednym Bumblebee. Poszukała wzrokiem jakiegoś siedzenia i zamarła.
Jeden stołek stał niedaleko drzwi. Tuż obok niewysokiego stolika. Blisko półki z puszkami. Pozostałe stały rzędem pod ścianą. Pokryte grubą warstwą kurzu...
Wyjęła szmatkę, którą zazwyczaj czyściła zbroję i wytarła jeden z nich. Przystawiła je do stołu i odruchowo wytarła drugi i trzeci. Gdy skończyła ze stołkami, przyszedł czas na stolik i półki.
- Strongarm! – w głosie Optimusa słychać było gniew, zaskoczenie i... Wstyd? – Co ty robisz?
- Wybacz, nie chciałam się wtrącać. Pomyślałam, że skoro tu jestem, to ci trochę pomogę. Pewnie masz mało czasu.
„Więcej niż bym chciał” – pomyślał gorzko.
- Nie, to nie dlatego. – zawiesił na moment głos – W ostatnich dniach nie miałem zbyt wielu gości. Przepraszam za mój wybuch. Zaskoczyłaś mnie, a poza tym nie wypada, bym cię wykorzystywał. Siadaj, proszę.  Opowiedz mi, co się dzieje teraz na Ziemi? Dawno nie miałem wieści od Bumblebee.
Otworzył puszkę i podał jej.
- Dziękuję. Na Ziemi wszystko w porządku. Mieliśmy kilka drobnych starć z decepticonami, ale nie były to zorganizowane grupy. Poza tym udało nam się zabezpieczyć parę cybertroniańskich pozostałości, zapewne po waszym pierwszym pobycie tam.
- Czyli, mówiąc językiem Sideswipe’a – nudy?
Strongarm nie od razu odpowiedziała. By pokryć zmieszanie, napiła się oleju. Dopiero po chwili wydobyła z siebie głos.
- Tak. Straszne nudy.
- Nie chciałem cię urazić.
- Nie uraziłeś. Tylko... Nieważne. Chcesz usłyszeć wszystko ze szczegółami?
- Opowiadaj.