- Kadetka Strongarm?
- Zgadza się.
- Sierżant Dread. – Strongarm stanęła na baczność - Rada Akademii chce cię natychmiast widzieć. Za mną.
- Tak jest.
Wyszli z sali muzealnej. Tej samej, do której dawno temu pobiegła, śledząc Bumblebee. Z Sideswipe'm przykutym...
Nie. O Sideswip'ie lepiej nie myśleć.
Wspominając, nieświadomie trochę zwolniła kroku. Dread obejrzał się.
- Kadetko! Idziesz?!
- Już. – zacisnęła usta w niemym buncie. Po chwili uspokoiła się.
„Spokojnie. To, że Bumblebee traktował mnie jak równą sobie, nie znaczy, że wszyscy będą...”
Podążyła za swoim przewodnikiem korytarzem i wyszła na ulicę.
Fala niebieskiego światła uderzyła jej oczy i zmusiła do lekkiej korekcji optyki. Stanęła na chwilę i rozglądała się wkoło.
- Co z tobą?! Rusz się!
- Jedna chwila...
Błękit. Wkoło tylko błękit.
- Wie pan, sierżancie – zaczęła rozmowę, gdy znów ruszyli – już zapomniałam, że Cybertron jest taki piękny. Ziemia wygląda zupełnie inaczej...
- Gdyby mnie to interesowało, pojechałbym tam. Nie jestem wielkim Bumblebee, żeby się zachwycać jakąś tam byle planetką.
Zacisnęła pięści. Ten drwiący ton...
- Panie sierżancie, z całym szacunkiem, ale nie będę słuchała spokojnie, jak obraża pan mojego dowódcę i przyjaciela!
- Grozisz mi, kadetko?
Ostatnie słowo zawierało w sobie tyle pogardy, ile tylko mogło. Strongarm użyła całej swojej siły woli, by się opanować.
- Do mnie może pan mówić co chce, ale...
- Strongarm!
Ten głos...
- Optimus! – Stanęła na baczność i chciała się ukłonić, ale nie pozwolił na to. Uścisnęli sobie dłonie.
- Chciałem pierwszy cię powitać, ale zatrzymały mnie obowiązki. Jak miewa się Bumblebee?
- Całkiem dobrze. Kazał cię pozdrowić. I pyta, kiedy przylecisz.
- Byłoby miło czasem odwiedzić go tak po prostu, nie rzucać się natychmiast w wir walki. Witaj, Dread.
Autobot stał jak wryty. Owszem, słyszał, że Strongarm jest podwładną Bumblebee, a Bumblebee to odwieczny przyjaciel Optimusa, ale nie spodziewał się, że Prime zna kadetkę. I to tak blisko? Ona mówi mu „ty”?
- Cieszę się, że pana widzę, Optimusie.
- Idziecie do Akademii?
- Tak jest. Rada chce jak najszybciej widzieć kadetkę Strongarm.
- Więc nie zatrzymuję was. Do zobaczenia. Strongarm, jesteśmy w kontakcie. Musisz złożyć mi pełny raport o sytuacji na Ziemii.
- Oczywiście. Gdy tylko będę wolna, zgłoszę się do ciebie. Do zobaczenia.
Oboje zasalutowali na pożegnanie i odeszli.
Optimus jeszcze chwilę zastanawiał się, dlaczego Strongarm się tak dziwnie uśmiechała podczas całej rozmowy z nim. „Muszę ją o to spytać.”
Sideswipe wjechał na złomowisko.
- Hej, Bee! W terenie bez zmian. Spokój.
- Dzięki, Sideswipe. Muszę częściej wysyłać cię na patrole.
- A proszę bardzo. Teraz jak... – urwał na chwilę – jak jest nas mniej, trzeba będzie zagęścić ruchy, nie?
- Na to wygląda. Wprawdzie straciliśmy tylko jednego członka drużyny, ale...
- Straciliśmy? Nikogo nie straciliśmy! Strongarm wróci!
- Tak, na pewno.
- Obiecała.
- Skąd wiesz? Nie było cię przy tym...
Sideswipe zmieszał się lekko. Nie bardzo miał ochotę opowiadać o swojej rozmowie ze Strongarm.
- Grim coś wspominał...
Bee uśmiechnął się domyślnie.
- I Grim pewnie przekazał jej rzutnik hologramów, który ci dałem?
- Bardzo śmieszne! – warknął Sideswipe, odwracając się.
- Sideswipe, zaczekaj! Nie chciałem cię urazić...
- Spoko, Bee. Nie przejmuj się mną. Idę potrenować, dzwoń jakby co.
Bumblebee odprowadził go wzrokiem. Co się dzieje z tym dzieciakiem?
Strongarm weszła do znajomego budynku. Miała ochotę zwolnić i rozejrzeć się po wszystkim, ale Dread nie zmniejszył tempa. Zatrzymał się przed drzwiami. Napis na nich był wyraźny – Rada Akademii.
Dread nacisnął przycisk interkomu.
- Sierżant Dread i kadetka Strongarm, na wezwanie rady.
- Zgadza się – zabrzęczała maszyna – można wejść.
Drzwi odsunęły się. Dread i Strongarm weszli do poczekalni. Siedziała tam starsza autobotka.
- Rada chce widzieć karetkę Strongarm natychmiast – wyrecytowała – pan, sierżancie Dread, ma tu zaczekać.
„Już wraki Denny’ego mają w sobie więcej życia” zdążyła pomyśleć Strongarm, zanim następne drzwi się otworzyły.
Gdy je przekroczyła, nie myślała już o niczym. Bo oto stała przed Radą... Głos uwiązł jej w vocoderze.
Członków Rady do tej pory widziała raz, na uroczystym rozpoczęciu szkolenia. Podobne ceremonie odbywały się cyklicznie, ale była tylko na jednej. Zamiast zaliczyć pierwszy etap szkolenia i ceremonialnie wkroczyć w następny, biegała z Bumblebee za decepticonami.
Co nauczyło ją więcej, niż mogłaby jakakolwiek Akademia.
Ale nie zmieniało to faktu, że stała teraz przed grupą pięciu kompletnie obcych, starszych od niej autobotów, które miały zdecydować o jej losie.
„Chyba nie miałam takiej tremy nawet wtedy, gdy pierwszy raz spotkałam Optimusa...”
Wyprostowała się na baczność i spojrzała im prosto w oczy.
- Kadetka Strongarm, tak?
- Zgadza się.
- Usunięta z Akademii na pierwszym etapie za nieautoryzowane użycie mostu kosmicznego, tak?
Tym razem nie mogła potwierdzić. Spuściła głowę.
- Proszę odpowiedzieć na pytanie, kadetko.
- Nie spodziewałam się, że zostanę usunięta. Porucznik Bumblebee otrzymał wiadomość od Optimusa...
- Wiemy o tym. Optimus Prime potwierdził waszą wersję. Ale ty zostałaś wtedy usunięta z listy kadetów Akademii.
- Tak jest.
- Na prośbę Bumblebee, popartą przez Optimusa, dostałaś jeszcze jedną szansę. Możesz zamieszkać w kwaterach studenckich i korzystać ze wszystkich praw przysługujących studentom Akademii. Archiwum, sala treningowa, kantyna i myjnia stoją przed tobą otworem. Egzaminy rozpoczną się za dwa cykle. Mamy nadzieję, że wykorzystasz ten czas na przygotowanie się do testów.
- Oczywiście. Dziękuję.
- Sierżant Dread odprowadzi cię do przydzielonej ci kwatery.
- Tak jest.
Stanęła na baczność, skinęła głową członkom Rady i wyszła.
- Czy to rozsądne? Jeśli zda egzaminy i awansuje, zespół Bumblebee stanie się bardzo popularny.
- Dokładnie. A to oznacza, że Optimus zyska więcej poparcia. Znacie wytyczne Rady Starszych.
- Owszem. Ale nie wolno nam też lekceważyć poleceń Optimusa. A wydał jej bardzo dobre świadectwo. Nasza sytuacja jest bardzo delikatna.
- Najlepiej będzie, jeśli kadetka Strongarm obleje egzaminy.
- Ale sądząc po opinii Optimusa, jest świetnie przygotowana. Bumblebee nie był dla niej pobłażliwy.
- Jak zda, to trudno. W takim razie trzeba będzie ją oderwać od tamtego zespołu. Niech zostanie na Cybertronie. Tu się bardziej przyda.
Wszyscy członkowie Rady zamyślili się głęboko. Pomysł był dobry...
Strongarm niemal biegła za Dread'em, który chyba specjalnie wciąż przyspieszał. Nagle stanął w miejscu i prawie na niego weszła.
- Patrz jak chodzisz!
- Przepraszam – „Nawet Sideswipe mnie tak nie drażnił...”
- Jesteśmy na miejscu. Przydzielono ci kwaterę numer trzydzieści dwa. Na pierwszym piętrze.
- Dziękuję, sierżancie.
- Ja nadzoruję to piętro. I nie będę tolerować żadnej niesubordynacji.
- Tak jest. – „Czy ten bubek nigdy nie przestanie się puszyć? Normalnie jakby był ważniejszy od Prime'ów!”
- Regulamin znajdziesz na korytarzu i w pokoju. Zapoznaj się z nim i przestrzegaj.
- Tak jest - „Raz, dwa, trzy...”
- Nie zapomnij o obowiązku meldowania się codziennie. Nie później, niż po zachodzie słońca.
„...Osiem, dziewięć, dziesięć...”
- Tak jest. Codziennie. Czy coś jeszcze?
- Na razie nie. Możesz odejść.
Strongarm stanęła na baczność, choć akurat temu oficerowi wolałaby przyłożyć, niż oddawać honory. Ale policyjny dryl zrobił swoje.
Bumblebee przekazał dowodzenie Drift’owi i wyjechał na krótką przejażdżkę. Nie zastanawiał się nad tym, gdzie jedzie, dopóki nie znalazł się przed myjnią. Nawet to miejsce obudziło wspomnienia – to tutaj Strongarm wymykała się na wagary...
Wcisnął przycisk i poddał się rytuałowi namaczania, szorowania, płukania i suszenia.
Wyszedł w jeszcze gorszym humorze niż wszedł.
Usiadł i oparł łokcie na kolanach, a głowę na dłoniach. Nareszcie był sam i mógł do woli popuścić wodze emocji. Przy drużynie starał się trzymać pion, ale teraz zamierzał przemyśleć swoje uczucia i poukładać je sobie w głowie, zanim wróci na złomowisko.
„Co czuję? – zapytał sam siebie...
Strach? Nie, strach może nie. Ale niepewność. W końcu Strongarm była w jego zespole od początku. Nigdy nie rozstawali się na dłużej niż jeden dzień. Zawsze u jego boku, solidna i pewna. Jak poradzi sobie bez niej?
Jakoś musi... Co jeszcze?
Smutek? Tak, ale to normalne. Zżył się bardzo z kadetką, świadomość że nie może z nią porozmawiać była dość przygnębiająca.
Ale nie, to nie to... Coś jeszcze sprawiało mu problem. Bardzo wyraźnie czuł, że to nie wszystko. Czuł coś, czego nie potrafił na razie nazwać.
- Drift do Bumblebee. Odbiór.
- Tak, Drift?
- Czy wszystko w porządku? Wyjechałeś jakiś czas temu i nie odzywasz się.
- Wybacz. Zamyśliłem się. Już wracam.
Przeszedł w tryb wozu i pojechał do bazy. Najważniejsze pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Strongarm znalazła swój pokój. Był umeblowany skromnie, ale wystarczająco. Dwa podesty do siedzenia, gniazdo do ładowania z wygodną leżanką i stolik.
Usiadła i zamierzała przemyśleć gruntownie wszystko, co przeżyła od tamtej pamiętnej misji. Przeszkodził jej brzęczyk interkomu.
- Sierżant Dread.
No nie...
- Zapraszam – otworzyła drzwi. Dread wkroczył dostojnie, jakby był co najmniej członkiem Rady.
- Zapomniałaś oddać mi broń.
„Nie, ważniaku, to ty zapomniałeś mi ją zabrać...”
- Oddać broń? Nigdy się z nią nie rozstaję.
- Nie jesteś już na ziemii, kadetko! To nie jest zespół Bumblebee! Tutaj trzeba przestrzegać zasad! Oddaj broń!
„Kiedyś porucznik usiłował naśladować głos Optimusa... Nawet on nie wypadał wtedy tak śmiesznie...”
- Tak jest. Proszę tylko, by jej pan pilnował, sierżancie.
- Tak, na pewno. Widzimy się jutro. Odprawa jest jeden joor po wschodzie słońca. Spóźnienia są karane.
- Nie wątpię. Do zobaczenia.
Drzwi zamknęły się. Odetchnęła z ulgą.
„Chcę na Ziemię! Już..."
niedziela, 22 stycznia 2017
środa, 18 stycznia 2017
Bee milczał, czekając na jej reakcję. Po dłuższej chwili doszedł do wniosku, że chyba się nie doczeka.
- Strongarm?
Drgnęła, jakby obudzona ze snu.
- Ty... Mówisz poważnie?
- Jak najbardziej.
- Nie, zaraz... Muszę to przyswoić. Potrzebuję chwili...
- OK, jesteś wolna. Ale daj znać, jak już się ogarniesz. Mam ci coś jeszcze do powiedzenia.
- A czy to będzie równie niespodziewane? Jeśli ma mi się jeszcze raz zawiesić system, to wolałabym mieć to już z głowy.
- Jesteś pewna?
- Całkowicie.
- Wracasz na Cybertron.
- Co?! Dlaczego?!
- Tak będzie lepiej, Strongarm, uwierz mi.
- Lepiej dla kogo? Dla ciebie? Dla drużyny? Bo na pewno nie dla mnie!
- Strongarm. Porozmawiajmy spokojnie. Gdy wysłuchasz moich argumentów, podasz własne, dobrze?
Skinęła głową.
- Przede wszystkim powinnaś pamiętać, że ja nie mam żadnej władzy na Cybertronie. Mogę przestać nazywać cię kadetką, mogę mianować cię sierżantem. Ale to nie znajdzie odbicia w archiwach Akademii. Dla Cybertronu pozostaniesz na zawsze uczennicą. A ja nie mogę na to pozwolić.
- Mi to nie przeszkadza.
- Nie umiesz kłamać, Strongarm. Wiem, jak ważna dla ciebie jest kariera. I powtarzam, nie chcę zamykać ci drogi.
- Jeśli mam wybierać między rozwojem zawodowym, a pracą z tobą, to wybieram to drugie. Możesz mnie przekonywać do woli, nie zmienię zdania.
- Dziękuję ci, ale nie musisz wybierać. Możesz jechać na Cybertron, zdać egzaminy końcowe i wrócić tu jako pełnoprawna policjantka. Jeśli zechcesz. Zobaczysz, co Cybertron może ci zaoferować. Na pewno znajdziesz dobrą pracę...
- Mówisz tak, jakbyś chciał, bym tam została...
- Gdybym miał robić to, co chcę, na wieki pozostałabyś kadetką. I nie ruszyłabyś się z bazy dalej niż na patrol. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała, ale tego nie powinnaś brać pod uwagę. Przemyśl moją propozycję, ale nie myśl ani o mnie, ani o drużynie. Raz w życiu bądź egoistką, dobrze?
- Postaram się, ale myśl, że mam się z wami rozstać... Z drugiej strony jednak... Możesz się tak nie uśmiechać?! Jeszcze nie powiedziałam, że jadę.
- Jeszcze. Jakby co, jestem w centrum dowodzenia.
Odszedł znacznie lżejszym krokiem niż przyszedł.
- Już?! – Sideswipe wyraźnie był wściekły – Tak szybko skończyliście?
- Szybko? Miałem wrażenie, że siedzimy tam ponad godzinę...
- Niewiele mniej.
- Sideswipe, o co ci chodzi?
- O to, że niezależnie od tego, co jej powiedziałeś, na pewno na to nie zasłużyła! Ostatnio zachowywała się naprawdę dobrze i...
- OK, dobra... A skąd pewność, że ją zrugałem?
- Pomyślmy... Najpierw wymyślasz tę zmianę dowództwa, że niby chcesz ją sprawdzić. Misja się udaje, co jest dla ciebie plamą na honorze. Wracasz z fochem i trzymasz go trzy dni, a potem wyciągasz ją na słodkie sam na sam... Ty masz mnie za ślepego, czy za idiotę?!
- W tej chwili? Za idiotę, i to ciężkiego! Tak się składa, panie obrońco uciśnionych, że Strongarm właśnie przestała być kadetką. To z tym nosiłem się trzy dni i o tym z nią rozmawiałem. Zdziwiony?
- No... Trochę. Kurczę, Bee, ja... Przepraszam.
- Postąpiłeś słusznie. Cieszę się, że potrafisz wziąć koleżankę w obronę, nawet jeśli nie jest to konieczne. To najlepiej o was świadczy.
- Idę się z niej pośmiać, żeby nie zadzierała nosa jeszcze bardziej.
- Może nie dzisiaj, dobrze? Ma poważną sprawę do rozważenia.
- Jaką znowu?
- Zaproponowałem jej, żeby pojechała na Cybertron i oficjalnie zdała egzaminy. Dostanie odznakę z rąk Rady Akademickiej i...
Urwał, widząc minę Sideswipe’a. Czerwony bot patrzył na niego kompletnie osłupiały. Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Sideswipe po raz pierwszy w życiu stracił mowę. Po chwili odwrócił się i odszedł.
Bee zrobił parę kroków. Sideswipe usłyszał go i się obejrzał.
- Chcę być sam – wydusił z siebie głosem, jakiego nikt jeszcze nigdy u niego nie słyszał. Transformował się i odjechał w stronę bramy. Po chwili Bumblebee usłyszał głośny klakson, którym jego podwładny domagał się wypuszczenia.
- No to pięknie – westchnął – A oni się nawet nie lubią. To jak zareagują Grimlock i Fixit? Ech, z dzieciakami...
Poszedł dalej do centrum dowodzenia.
Sideswipe jechał przez las, nie wybierając drogi.
„Strongarm wyjeżdża. To dobrze. Przestanie mną rządzić! Ostatnio naprawdę była nie do zniesienia... Wymądrza się jak jakaś chodząca encyklopedia. Zasady to, zasady tamto. No i nikt w tej ekipie nie leje mnie tak często jak ona. Tak, fajnie że wyjeżdża. Naprawdę fajnie”
Wyjechał z lasu i zatrzymał się nad urwiskiem. Widział stąd złomowisko. Wiele wspomnień wiązało się z tym miejscem. To tu pierwszy raz starli się z Underbite'm. Tu tak naprawdę poznał...
Strongarm.
Transformował się i z całej siły kopnął spory kamień. Potem drugi raz i trzeci.
- Kogo ja chcę oszukać? – rzucił pytanie w przestrzeń.
Oszukać... Szukać... Szukać... – odpowiedziało mu echo.
Nie na taką odpowiedź liczył.
- Szukałem cię, Bumblebee. – Drift wrócił już z patrolu.
- Jesteś już. Jak w terenie?
- Bez zmian.
- Dobrze. Grim, Fixit, możecie tu podejść? Chcę coś powiedzieć i wolałbym mieć to już za sobą.
- Czy to ma związek ze zmianą kolejności patroli?
„Gdyby dawno temu ktoś mi powiedział, że spokój Drift’a będzie dla mnie otuchą... Nie, wyśmiałbym go, nawet jeśli byłby to sam Primus.”- pomyślał Bumblebee. A głośno powiedział tylko:
- Przed chwilą rozmawiałem ze Strongarm. Jej szkolenie uważam za ukończone. Jednak by formalnościom stało się zadość, musi ona wrócić na Cybertron.
- Strongarm nas... Opuszcza? – Grimlock jakby zmalał.
- A czy ona wróci, poruczniku? – głos Fixit’a drgał.
- Nie wiem, Fixit. Naprawdę tego nie wiem.
- A ja zawsze uważałam cię za mądrego bota, poruczniku.
Wszyscy obejrzeli się i zobaczyli Strongarm. Kadetka stała prosto, ręce oparła na biodrach. Na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Wrócę na pewno. Macie moje słowo.
- I będziesz nas pilnować, nie? Żebyśmy nie łamali przepisów? – zapytał z nadzieją Grimlock
- A kto by was wszystkich upilnował, Grim! Zwłaszcza... Ej! Gdzie jest Sideswipe?!
- Pojechał na spacer. Pewnie niedługo wróci.
- To on nie wie?
- Wie. Właśnie mu powiedziałem i...
Strongarm nie czekając dalszego ciągu transformowała się i wyjechała ze złomowiska.
Bumblebee stał jak posąg. W jego umyśle skrystalizowała się pewna myśl...
Strongarm i Sideswipe?
Eee, niemożliwe...
Chociaż...
Znalezienie Sideswipe’a nie było trudne, wystarczyło podążać szlakiem zrytej trawy, połamanych krzewów i farby na korze drzew. W końcu Strongarm zobaczyła kolegę. Przeszła transformację i szła już w jego stronę, gdy się odwrócił.
Szybkim skokiem schowała się między drzewami. Bez wątpienia zauważyłby ją, gdyby nie miał tak nisko spuszczonej głowy. Przeszedł obok i bardzo powoli poszedł w stronę bazy. Po chwili dotarły do niej dźwięki transformacji i zapuszczanego silnika.
Po krótkim namyśle pojechała za nim, ale w sporej odległości.
- Bumblebee?
- Słucham cię.
- Jak zamierzasz to rozwiązać logistycznie? Innymi słowy, jak Strongarm dostanie się na Cybertron? – chciał wiedzieć Drift – Czy mam ją zawieźć moim statkiem?
- Nie. To by długo trwało. No i nie mogę sobie pozwolić na stratę was obojga. – Bee lekko ukłonił się starszemu koledze, który odwzajemnił ten gest. – Rozmawiałem już o tym z Optimusem, a on z Radą Starszych. Zgodzili się otworzyć kosmiczny most. Ten jeden raz.
- Jeden? Więc jak wróci?
- Bądźmy realistami, kochani. Strongarm przeszła ciężkie szkolenie pod moim okiem. Egzaminy zda śpiewająco, jestem tego pewien. Na pewno przedstawią jej propozycje, których nie będzie mogła odrzucić.
Westchnął ciężko.
- Niestety, musimy liczyć się z tym, że już nie zobaczymy Strongarm.
Sideswipe wjechał do bazy akurat w samą porę, by usłyszeć ostatnie zdanie. Bez słowa minął członków drużyny i udał się w głąb złomowiska. To, co usłyszał, wcale nie poprawiło mu humoru.
Po chwili wróciła Strongarm.
- Jest już Sideswipe?
- Wrócił przed chwilą. Nie widzieliście się?
- Nie pojechałam z nim rozmawiać.
Minęła Bumblebee i chciała iść dalej, ale nagle się zatrzymała.
- Poruczniku, właściwie... Jak dostanę się na Cybertron? I jak wrócę?
- Rada zgodziła się, byś użyła mostu. Optimus ich przekonał.
- A drugie pytanie? Nie jadę, jeśli nie mam drogi powrotu.
- Cóż... Jestem pewien, że Optimus coś wymyśli.
- Kiedy otworzą most?
- Według ziemskiego czasu – jutro rano.
- Będę gotowa. A teraz, jeśli pozwolicie... To był ciężki dzień.
- Jasne. Odpocznij. Musisz nabrać sił.
Strongarm odeszła w przeciwnym kierunku, niż przedtem Sideswipe.
- Bee?
- Co tam, Sideswipe?
- Masz może jakiś zbędny rzutnik hologramów?
- Jak poszperam to może znajdę. Na kiedy potrzebujesz?
- No... Tak jakby to na wczoraj.
Bumblebee spojrzał na kolegę, który wyszczerzył się niewinnie.
„Niemożliwe, akurat...”
- Zaraz znajdę.
Strongarm siedziała na swoim billboardzie i podziwiała zachód słońca. Który skończył się już dawno. Pogrążona w marzeniach, nie zauważyła upływu czasu.
- Hej, Strongarm!
Spojrzała w dół. Sideswipe.
- Tak?!
- Zejdziesz?!
- Mogę...
Powoli zsunęła się po drabinie.
- Co się stało?
- Nic, tylko... Wiesz, że jutro ja mam dyżur? Pewnie jak będziesz wyjeżdżać, będę na patrolu i...
- Bumblebee na pewno pozwoli nam się pożegnać.
- Nie. Będę na patrolu. Chciałem tylko... – wyciągnął rękę z niewielkim przedmiotem – To żebyś nas za szybko nie zapomniała.
Gdy wzięła od niego prezent, odwrócił się i chciał odejść. Przytrzymała go za ramię.
- Ja wrócę.
- Jasne.
Wyrwał się i odszedł.
- Sideswipe!
Zatrzymał się.
- Masz moje słowo. Wrócę do was... Do ciebie.
Chciał coś odpowiedzieć, ale nie mógł. Nie obejrzał się.
Odszedł.
Strongarm znów się wdrapała na swoją ławkę. W dłoni ściskała przedmiot, którego nawet nie obejrzała.
Dopiero teraz miała o czym marzyć...
- Będzie nam ciebie brakowało, Strongarm – Grimlock naprawdę wydawał się mniejszy.
- Przywieziesz mi najnowsze wydanie „Almanachu minicona”? - to Fixit - To naprawdę wspaniała lektura! Polecam!
- Strongarm. Niewiele jest botów, z którymi pracuje się tak dobrze, jak z tobą – Drift jak zwykle zachował kamienną twarz. Podał jej rękę – Do zobaczenia. Mam nadzieję.
Strongarm przyklękła, by pożegnać się z miniconami. Slipstream i Jetstorm nisko jej się ukłonili.
Denny z trudem podniósł figurę krasnala ogrodowego.
- To na wypadek, jakby cię pytali, co widziałaś na Ziemii.
- Dzięki, Denny. – Figura zmieściła się jej w dłoni. – Trzymaj się, Russel.
Chłopak odwrócił głowę.
- No cóż. Żegnaj, kadetko.
- Powtarzam ostatni raz: wrócę!
- Ale już nie jako kadetka.
Na twarz Bumblebee wrócił dawny, łobuzerski uśmiech. Tak zaraźliwy, że wszyscy musieli się uśmiechnąć.
Portal rozjarzył się błękitnym światłem. Nadszedł czas.
Odwracając się, rozejrzała się jeszcze po okolicy. Nagle zamarła.
Daleko od złomowiska, na zboczu góry, zobaczyła czerwony punkt. Maleńki z powodu odległości, ale doskonale widoczny.
Sideswipe.
Uśmiechnęła się i uniosła rękę w pożegnalnym geście.
Sideswipe również jej pomachał. Na szczęście było zbyt daleko, żeby zobaczyła spływające po jego twarzy krople.
Wkroczyła w portal. Zniknęła.
- Strongarm?
Drgnęła, jakby obudzona ze snu.
- Ty... Mówisz poważnie?
- Jak najbardziej.
- Nie, zaraz... Muszę to przyswoić. Potrzebuję chwili...
- OK, jesteś wolna. Ale daj znać, jak już się ogarniesz. Mam ci coś jeszcze do powiedzenia.
- A czy to będzie równie niespodziewane? Jeśli ma mi się jeszcze raz zawiesić system, to wolałabym mieć to już z głowy.
- Jesteś pewna?
- Całkowicie.
- Wracasz na Cybertron.
- Co?! Dlaczego?!
- Tak będzie lepiej, Strongarm, uwierz mi.
- Lepiej dla kogo? Dla ciebie? Dla drużyny? Bo na pewno nie dla mnie!
- Strongarm. Porozmawiajmy spokojnie. Gdy wysłuchasz moich argumentów, podasz własne, dobrze?
Skinęła głową.
- Przede wszystkim powinnaś pamiętać, że ja nie mam żadnej władzy na Cybertronie. Mogę przestać nazywać cię kadetką, mogę mianować cię sierżantem. Ale to nie znajdzie odbicia w archiwach Akademii. Dla Cybertronu pozostaniesz na zawsze uczennicą. A ja nie mogę na to pozwolić.
- Mi to nie przeszkadza.
- Nie umiesz kłamać, Strongarm. Wiem, jak ważna dla ciebie jest kariera. I powtarzam, nie chcę zamykać ci drogi.
- Jeśli mam wybierać między rozwojem zawodowym, a pracą z tobą, to wybieram to drugie. Możesz mnie przekonywać do woli, nie zmienię zdania.
- Dziękuję ci, ale nie musisz wybierać. Możesz jechać na Cybertron, zdać egzaminy końcowe i wrócić tu jako pełnoprawna policjantka. Jeśli zechcesz. Zobaczysz, co Cybertron może ci zaoferować. Na pewno znajdziesz dobrą pracę...
- Mówisz tak, jakbyś chciał, bym tam została...
- Gdybym miał robić to, co chcę, na wieki pozostałabyś kadetką. I nie ruszyłabyś się z bazy dalej niż na patrol. Nie chcę, żebyś wyjeżdżała, ale tego nie powinnaś brać pod uwagę. Przemyśl moją propozycję, ale nie myśl ani o mnie, ani o drużynie. Raz w życiu bądź egoistką, dobrze?
- Postaram się, ale myśl, że mam się z wami rozstać... Z drugiej strony jednak... Możesz się tak nie uśmiechać?! Jeszcze nie powiedziałam, że jadę.
- Jeszcze. Jakby co, jestem w centrum dowodzenia.
Odszedł znacznie lżejszym krokiem niż przyszedł.
- Już?! – Sideswipe wyraźnie był wściekły – Tak szybko skończyliście?
- Szybko? Miałem wrażenie, że siedzimy tam ponad godzinę...
- Niewiele mniej.
- Sideswipe, o co ci chodzi?
- O to, że niezależnie od tego, co jej powiedziałeś, na pewno na to nie zasłużyła! Ostatnio zachowywała się naprawdę dobrze i...
- OK, dobra... A skąd pewność, że ją zrugałem?
- Pomyślmy... Najpierw wymyślasz tę zmianę dowództwa, że niby chcesz ją sprawdzić. Misja się udaje, co jest dla ciebie plamą na honorze. Wracasz z fochem i trzymasz go trzy dni, a potem wyciągasz ją na słodkie sam na sam... Ty masz mnie za ślepego, czy za idiotę?!
- W tej chwili? Za idiotę, i to ciężkiego! Tak się składa, panie obrońco uciśnionych, że Strongarm właśnie przestała być kadetką. To z tym nosiłem się trzy dni i o tym z nią rozmawiałem. Zdziwiony?
- No... Trochę. Kurczę, Bee, ja... Przepraszam.
- Postąpiłeś słusznie. Cieszę się, że potrafisz wziąć koleżankę w obronę, nawet jeśli nie jest to konieczne. To najlepiej o was świadczy.
- Idę się z niej pośmiać, żeby nie zadzierała nosa jeszcze bardziej.
- Może nie dzisiaj, dobrze? Ma poważną sprawę do rozważenia.
- Jaką znowu?
- Zaproponowałem jej, żeby pojechała na Cybertron i oficjalnie zdała egzaminy. Dostanie odznakę z rąk Rady Akademickiej i...
Urwał, widząc minę Sideswipe’a. Czerwony bot patrzył na niego kompletnie osłupiały. Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Sideswipe po raz pierwszy w życiu stracił mowę. Po chwili odwrócił się i odszedł.
Bee zrobił parę kroków. Sideswipe usłyszał go i się obejrzał.
- Chcę być sam – wydusił z siebie głosem, jakiego nikt jeszcze nigdy u niego nie słyszał. Transformował się i odjechał w stronę bramy. Po chwili Bumblebee usłyszał głośny klakson, którym jego podwładny domagał się wypuszczenia.
- No to pięknie – westchnął – A oni się nawet nie lubią. To jak zareagują Grimlock i Fixit? Ech, z dzieciakami...
Poszedł dalej do centrum dowodzenia.
Sideswipe jechał przez las, nie wybierając drogi.
„Strongarm wyjeżdża. To dobrze. Przestanie mną rządzić! Ostatnio naprawdę była nie do zniesienia... Wymądrza się jak jakaś chodząca encyklopedia. Zasady to, zasady tamto. No i nikt w tej ekipie nie leje mnie tak często jak ona. Tak, fajnie że wyjeżdża. Naprawdę fajnie”
Wyjechał z lasu i zatrzymał się nad urwiskiem. Widział stąd złomowisko. Wiele wspomnień wiązało się z tym miejscem. To tu pierwszy raz starli się z Underbite'm. Tu tak naprawdę poznał...
Strongarm.
Transformował się i z całej siły kopnął spory kamień. Potem drugi raz i trzeci.
- Kogo ja chcę oszukać? – rzucił pytanie w przestrzeń.
Oszukać... Szukać... Szukać... – odpowiedziało mu echo.
Nie na taką odpowiedź liczył.
- Szukałem cię, Bumblebee. – Drift wrócił już z patrolu.
- Jesteś już. Jak w terenie?
- Bez zmian.
- Dobrze. Grim, Fixit, możecie tu podejść? Chcę coś powiedzieć i wolałbym mieć to już za sobą.
- Czy to ma związek ze zmianą kolejności patroli?
„Gdyby dawno temu ktoś mi powiedział, że spokój Drift’a będzie dla mnie otuchą... Nie, wyśmiałbym go, nawet jeśli byłby to sam Primus.”- pomyślał Bumblebee. A głośno powiedział tylko:
- Przed chwilą rozmawiałem ze Strongarm. Jej szkolenie uważam za ukończone. Jednak by formalnościom stało się zadość, musi ona wrócić na Cybertron.
- Strongarm nas... Opuszcza? – Grimlock jakby zmalał.
- A czy ona wróci, poruczniku? – głos Fixit’a drgał.
- Nie wiem, Fixit. Naprawdę tego nie wiem.
- A ja zawsze uważałam cię za mądrego bota, poruczniku.
Wszyscy obejrzeli się i zobaczyli Strongarm. Kadetka stała prosto, ręce oparła na biodrach. Na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Wrócę na pewno. Macie moje słowo.
- I będziesz nas pilnować, nie? Żebyśmy nie łamali przepisów? – zapytał z nadzieją Grimlock
- A kto by was wszystkich upilnował, Grim! Zwłaszcza... Ej! Gdzie jest Sideswipe?!
- Pojechał na spacer. Pewnie niedługo wróci.
- To on nie wie?
- Wie. Właśnie mu powiedziałem i...
Strongarm nie czekając dalszego ciągu transformowała się i wyjechała ze złomowiska.
Bumblebee stał jak posąg. W jego umyśle skrystalizowała się pewna myśl...
Strongarm i Sideswipe?
Eee, niemożliwe...
Chociaż...
Znalezienie Sideswipe’a nie było trudne, wystarczyło podążać szlakiem zrytej trawy, połamanych krzewów i farby na korze drzew. W końcu Strongarm zobaczyła kolegę. Przeszła transformację i szła już w jego stronę, gdy się odwrócił.
Szybkim skokiem schowała się między drzewami. Bez wątpienia zauważyłby ją, gdyby nie miał tak nisko spuszczonej głowy. Przeszedł obok i bardzo powoli poszedł w stronę bazy. Po chwili dotarły do niej dźwięki transformacji i zapuszczanego silnika.
Po krótkim namyśle pojechała za nim, ale w sporej odległości.
- Bumblebee?
- Słucham cię.
- Jak zamierzasz to rozwiązać logistycznie? Innymi słowy, jak Strongarm dostanie się na Cybertron? – chciał wiedzieć Drift – Czy mam ją zawieźć moim statkiem?
- Nie. To by długo trwało. No i nie mogę sobie pozwolić na stratę was obojga. – Bee lekko ukłonił się starszemu koledze, który odwzajemnił ten gest. – Rozmawiałem już o tym z Optimusem, a on z Radą Starszych. Zgodzili się otworzyć kosmiczny most. Ten jeden raz.
- Jeden? Więc jak wróci?
- Bądźmy realistami, kochani. Strongarm przeszła ciężkie szkolenie pod moim okiem. Egzaminy zda śpiewająco, jestem tego pewien. Na pewno przedstawią jej propozycje, których nie będzie mogła odrzucić.
Westchnął ciężko.
- Niestety, musimy liczyć się z tym, że już nie zobaczymy Strongarm.
Sideswipe wjechał do bazy akurat w samą porę, by usłyszeć ostatnie zdanie. Bez słowa minął członków drużyny i udał się w głąb złomowiska. To, co usłyszał, wcale nie poprawiło mu humoru.
Po chwili wróciła Strongarm.
- Jest już Sideswipe?
- Wrócił przed chwilą. Nie widzieliście się?
- Nie pojechałam z nim rozmawiać.
Minęła Bumblebee i chciała iść dalej, ale nagle się zatrzymała.
- Poruczniku, właściwie... Jak dostanę się na Cybertron? I jak wrócę?
- Rada zgodziła się, byś użyła mostu. Optimus ich przekonał.
- A drugie pytanie? Nie jadę, jeśli nie mam drogi powrotu.
- Cóż... Jestem pewien, że Optimus coś wymyśli.
- Kiedy otworzą most?
- Według ziemskiego czasu – jutro rano.
- Będę gotowa. A teraz, jeśli pozwolicie... To był ciężki dzień.
- Jasne. Odpocznij. Musisz nabrać sił.
Strongarm odeszła w przeciwnym kierunku, niż przedtem Sideswipe.
- Bee?
- Co tam, Sideswipe?
- Masz może jakiś zbędny rzutnik hologramów?
- Jak poszperam to może znajdę. Na kiedy potrzebujesz?
- No... Tak jakby to na wczoraj.
Bumblebee spojrzał na kolegę, który wyszczerzył się niewinnie.
„Niemożliwe, akurat...”
- Zaraz znajdę.
Strongarm siedziała na swoim billboardzie i podziwiała zachód słońca. Który skończył się już dawno. Pogrążona w marzeniach, nie zauważyła upływu czasu.
- Hej, Strongarm!
Spojrzała w dół. Sideswipe.
- Tak?!
- Zejdziesz?!
- Mogę...
Powoli zsunęła się po drabinie.
- Co się stało?
- Nic, tylko... Wiesz, że jutro ja mam dyżur? Pewnie jak będziesz wyjeżdżać, będę na patrolu i...
- Bumblebee na pewno pozwoli nam się pożegnać.
- Nie. Będę na patrolu. Chciałem tylko... – wyciągnął rękę z niewielkim przedmiotem – To żebyś nas za szybko nie zapomniała.
Gdy wzięła od niego prezent, odwrócił się i chciał odejść. Przytrzymała go za ramię.
- Ja wrócę.
- Jasne.
Wyrwał się i odszedł.
- Sideswipe!
Zatrzymał się.
- Masz moje słowo. Wrócę do was... Do ciebie.
Chciał coś odpowiedzieć, ale nie mógł. Nie obejrzał się.
Odszedł.
Strongarm znów się wdrapała na swoją ławkę. W dłoni ściskała przedmiot, którego nawet nie obejrzała.
Dopiero teraz miała o czym marzyć...
- Będzie nam ciebie brakowało, Strongarm – Grimlock naprawdę wydawał się mniejszy.
- Przywieziesz mi najnowsze wydanie „Almanachu minicona”? - to Fixit - To naprawdę wspaniała lektura! Polecam!
- Strongarm. Niewiele jest botów, z którymi pracuje się tak dobrze, jak z tobą – Drift jak zwykle zachował kamienną twarz. Podał jej rękę – Do zobaczenia. Mam nadzieję.
Strongarm przyklękła, by pożegnać się z miniconami. Slipstream i Jetstorm nisko jej się ukłonili.
Denny z trudem podniósł figurę krasnala ogrodowego.
- To na wypadek, jakby cię pytali, co widziałaś na Ziemii.
- Dzięki, Denny. – Figura zmieściła się jej w dłoni. – Trzymaj się, Russel.
Chłopak odwrócił głowę.
- No cóż. Żegnaj, kadetko.
- Powtarzam ostatni raz: wrócę!
- Ale już nie jako kadetka.
Na twarz Bumblebee wrócił dawny, łobuzerski uśmiech. Tak zaraźliwy, że wszyscy musieli się uśmiechnąć.
Portal rozjarzył się błękitnym światłem. Nadszedł czas.
Odwracając się, rozejrzała się jeszcze po okolicy. Nagle zamarła.
Daleko od złomowiska, na zboczu góry, zobaczyła czerwony punkt. Maleńki z powodu odległości, ale doskonale widoczny.
Sideswipe.
Uśmiechnęła się i uniosła rękę w pożegnalnym geście.
Sideswipe również jej pomachał. Na szczęście było zbyt daleko, żeby zobaczyła spływające po jego twarzy krople.
Wkroczyła w portal. Zniknęła.
niedziela, 15 stycznia 2017
Zapowiadał się kolejny upalny, leniwy dzień. Tak leniwy, że nawet Strongarm ociągała się z wyjazdem na patrol...
- Jak ja cię rozumiem – uśmiechnął się Bumblebee – Na samą myśl o jeździe w tym upale i tumanach kurzu czuję, jak mi smar wysycha.
- Ale to nie znaczy, że mogę odpuścić swoje obowiązki?
- Niestety. Ale możesz skrócić patrol, jeśli się zmęczysz.
- Jak już muszę coś zrobić, to chcę to zrobić porządnie.
- W takim razie postaraj się szukać cienia i często odpoczywaj. Nie mogę pozwolić, żebyś uległa awarii. Jeśli wyjedziesz teraz, zdążysz wrócić przed południem. Unikniesz najgorszego upału.
- Jej, Bee. Chcesz powiedzieć, że może być jeszcze bardziej gorąco? – wtrącił się Sideswipe.
- Tak, Sideswipe. Porucznik właśnie to chciał powiedzieć – uściślił Fixit – Dziś temperatura ma sięgnąć trzydziestu siedmiu stopni. Na razie jest tylko trzydzieści trzy.
- Tylko trzydzieści trzy? – Zadrwił Sideswipe – Rzeczywiście, cóż to jest...
Bumblebee odprowadził wzrokiem Strongarm, póki nie wyjechała za bramę. „Może jednak trzeba było jej odpuścić? Nie, to byłaby niezręczna sytuacja. Dziś Strongarm, jutro Drift, pojutrze Sideswipe. Jeśli ma być sprawiedliwie, należałoby pominąć co najmniej trzy patrole... Co nie zmienia faktu, że czuję się jak tyran...”
Alarm przerwał te niewesołe rozważania.
- Co tam, Fixit? – spytał Bee, gdy już wszyscy się zebrali
- Wykryto aktywność decepticona. Sprawdzam lokalizację...
Bee włączył komunikator.
- Baza do Strongarm.
- Zgłaszam się, poruczniku.
- Ucieszysz się, jeśli każę ci wracać?
- Nie. Doświadczenie podpowiada mi, że nie robisz tego ze względu na upał.
Bee roześmiał się.
- Mamy sygnał decepticona, gdzieś w pobliżu rzeki. Dawaj do bazy.
- Nie lepiej, żeby pojechała? - podsunął Sideswipe – przecież ją dogonimy...
- Nie. Mam coś do ogłoszenia.
Brama otworzyła się. Strongarm stanęła przed Bee na baczność.
- Na tym wyjątkowo krótkim patrolu nie zauważyłam nic niezwykłego, poruczniku.
- Pewnie nawet nie dojechałaś do autostrady? Chcesz dowodzić dzisiejszą misją?
- Słucham? Jak to?
- Normalnie. Potraktuj to jak... Rodzaj testu.
- Ale już nieraz dowodziłam naszym zespołem i...
Zamilkła i skromnie spuściła głowę.
- I świetnie sobie radziłaś. – dokończył za nią Bee – ale tak się składa, że przejmujesz dowództwo pod moją nieobecność. A ja chcę to zobaczyć. Doświadczyć tego na własnych zderzakach.
- I wytknąć mi błędy?
- Nie spodziewam się zbyt wielu zobaczyć. To jak?
- Dobrze wiesz, że to będzie dla mnie zaszczyt. Mam nadzieję, że wesprzesz mnie radą?
- Jeśli uznasz to za konieczne. Prowadź.
Strongarm przez dobrą chwilę zbierała myśli. Potem powiodła spojrzeniem po ekipie. Nikt nie zgłaszał protestów. Chyba żeby liczyć kwaśną minę Sideswipe’a...
- Jedziemy!
Sideswipe, Grimlock i Drift transformowali się i wyjechali przez bramę.
- Poruczniku...
- Tak?
- Właśnie się przekonałam, że wymyślenie fajnego okrzyku bojowego nie jest takie łatwe.
Bee zachichotał.
- Przynajmniej wiesz już, jakich nie używać.
Denny i Russel odprowadzili ich wzrokiem.
- Wydaje mi się, że Bee od paru dni czekał na taką okazję. Ostatnio jakoś dziwnie patrzył na Strongarm.
- Tak, tato, też to zauważyłem. Patrzy na nią tak, jak ty na mnie, gdy myślisz że nie widzę. Tylko nie wiem, co ma znaczyć to spojrzenie?
- Cóż, Russel – Denny objął syna - Nie wiem, jak ci to powiedzieć... Po prostu nie jesteś już dzieckiem. Ciężko mi się z tym pogodzić.
Russel milczał dość długo, zanim wydobył z siebie głos.
- Skoro ja nie jestem, to Strongarm tym bardziej...
- Nie zapominaj, że chociaż jest wielkości sporego budynku, według standardów autobotów jest niewiele starsza od ciebie.
Sygnał doprowadził ich na plac budowy.
- Co tu budują? – zastanawiał się Drift – Most?
- Wszystko na to wskazuje. - potwierdził Bee – Dobrze, że dziś niedziela. Ludzie mają wolne.
Decepticon usiłował wyzwać na pojedynek koparkę i bardzo go zirytował brak odpowiedzi.
- Nie chcesz się ze mną bić?! Boisz się?! No i słusznie! - zamachnął się i walnął w kabinę. Koparka przechyliła się w lewo, ale ponowny cios przywrócił jej pion.
- Nie wierzę – mruknął Sideswipe, z trudem powstrzymując śmiech. – On chce się lać z koparką? Grim, może ty zajmiesz się spychaczem?
- Opanuj się, Sideswipe... O, wybacz, Strongarm. Przyzwyczajenie.
Bee uśmiechnął się przepraszająco do kadetki, która skinęła mu głową i wróciła do obserwacji. Rozejrzała się po placu, który zaraz miał się stać miejscem walki. Jej spojrzenie padło na wysoki dźwig. Z ramienia żurawia zwisał dość długi łańcuch.
Czy jest wystarczająco długi?
- Sideswipe – szepnęła – ile czasu potrzebujesz, żeby wspiąć się na górę?
- Mniej niż myślisz. – zaczął chełpliwie. Spojrzała na niego. Bardzo zimnym i twardym spojrzeniem. – Eeee, ze dwie minuty? Może półtorej.
- Omiń go ostrożnie, a potem zasuwaj na dźwig ile sił, jasne?
- Zrobi się, pani Strongarm. – pobiegł w lewo, by ominąć cona szerokim łukiem.
- Gdyby wzrok mógł zabijać, nasz lokalny błazen byłby już z pewnością ciężko ranny – zauważył Drift
- Poruczniku, Drift. Podjedźcie, proszę, do niego jak najbliżej i ściągnijcie go na Sideswipe’a, gdy dam znak, dobrze?
Obaj skinęli głowami.
- Grim, to co lubisz najbardziej. Za mną!
Oboje pobiegli w stronę cona. Strongarm strzeliła parę razy, by zwrócić jego uwagę.
Sideswipe kulił się za kawałkiem filaru i zastanawiał, jak przebiec otwartą przestrzeń, dzielącą go od dźwigu. Nagle usłyszał strzały. Gdy spojrzał w tamtą stronę, zobaczył, jak Strongarm i Grimlock atakują decepticona.
„Wkurzająca i przemądrzała? – pomyślał – Tak. Ale procesor ma niczego...”
Transformował się i pojechał we wskazanym kierunku. Już po chwili wspinał się po żurawiu.
Walka nie była łatwa. Decepticon siłą dorównywał dinobotowi, ale był od niego szybszy i zwinniejszy. Strongarm wspierała kolegę, ale nawet razem nie byli w stanie go pokonać.
Silne uderzenie odrzuciło ją w tył. Za chwilę padł Grimlock.
Sięgnęła do komunikatora.
- Poruczniku, teraz!
Wyjechali z rykiem silników i przejechali tuż obok cona. Pędzili w stronę dźwigu tak szybko, jak na to pozwalał teren. A wróg deptał im po zderzakach.
Sideswipe miał bardzo dobry widok na akcję. Właśnie wciągnął cały łańcuch i trzymał jego koniec, czekając na dogodny moment. Bumblebee i Drift przejechali pod nim.
Zeskoczył z ramienia dźwigu, kierując się w tę samą stronę, w którą pojechali. Wciąż trzymał koniec łańcucha.
Przeleciał kawałek, po czym zaczął opadać. Poczuł silne szarpnięcie i po chwili mknął łagodnym łukiem nad ziemią.
Prosto na decepticona.
Kopnął go całą siłą rozpędu i rzucił prosto na Grimlocka. Ten dołożył trochę od siebie i po chwili wróg leżał nieprzytomny. Strongarm zakuła go w kajdanki.
- Dobra robota, kochani. – spojrzała pytająco na Bumblebee, szukając potwierdzenia.
Ale jej mentor nie patrzył na nią. Westchnął, patrząc gdzieś pod swoje nogi.
Nagle zrobiło się cicho. Zdecydowanie zbyt cicho.
- Eee, Bee? – Sideswipe przerwał milczenie. Bee drgnął.
- Świetnie się spisałaś. Doskonały plan.
Odwrócił się i odszedł w stronę wyjścia.
- Dlaczego mu nie wierzę?
Nikt nie znał odpowiedzi na pytanie Grimlocka. Chyba nawet sam Bumblebee.
Strongarm siedziała na swoim ulubionym miejscu. Wyświetliła przed sobą nagranie z misji, którą dziś poprowadziła. Obejrzała je raz, drugi i trzeci. Potem jeszcze raz, w zwolnionym tempie. „O co mu chodziło? Gdyby miał jakieś zastrzeżenia, powiedziałby wprost. Ale wyraźnie nie był zadowolony...”
Bumblebee patrzył na nią z ukrycia.
„Jest gotowa. – pomyślał – Wiedziałem o tym od dawna. Najwyższy czas...”
Zawahał się. Rozważał to już od jakiegoś czasu. Wiedział, że będzie to jedna z najtrudniejszych rozmów, jakie przeprowadził.
W sumie wcale nie miał na to ochoty. Najchętniej zostawiłby wszystko jak jest.
Nie. Nie wolno mu poświęcić Strongarm dla własnej wygody.
Westchnął cicho i odszedł w stronę centrum dowodzenia. Strongarm była gotowa, ale on nie.
Na pozór wszystko było jak dawniej. Na pozór.
Drift był na patrolu, a Grimlock z Sideswipe’m trenowali. Dokładniej Grim podrzucał kolegę w powietrze, a ten za każdym razem lądował bezpiecznie na nogach. Gdy już skończył się popisywać saltami.
Bumblebee obserwował ich zabawę z zainteresowaniem. Ale bez uśmiechu.
Strongarm niby patrzyła na walkę, ale co chwilę zerkała na przełożonego. Od trzech dni dziwnie się zachowywał. Nawet nie próbował żartować. Niemal całkiem przestał się uśmiechać.
I prawie się do niej nie odzywał.
A dziś wysłał na patrol Drift’a, mimo że wypadała jej kolej.
Normalnie zapytałaby wprost, ale jego zachowanie wzbudzało w niej dziwny respekt.
Wbiła wzrok w ziemię.
Co zrobiła nie tak?
Bumblebee udawał, że bardzo ciekawi go, czy Sideswipe tym razem też wyląduje.
Wyprawił Drift’a na patrol, by móc wreszcie porozmawiać z kadetką. Ale, pomimo wysiłków, nie potrafił zmusić się, by zacząć tę rozmowę.
By przyznać, głównie przed sobą, że ona już go nie potrzebuje.
Zerknął na Strongarm. Ich spojrzenia się spotkały. Natychmiast uciekł wzrokiem, ale to, co zobaczył, przekonało go ostatecznie.
Strongarm była bliska płaczu.
Westchnął ciężko.
- Pozwól ze mną.
Poprowadził ją w głąb złomowiska.
Po drodze Strongarm intensywnie myślała. Tak intensywnie, że gdy Bee zatrzymał się i odwrócił, weszła mu na stopę.
- Przepraszam, poruczniku. Zamyśliłam się.
- Robisz rachunek sumienia?
- Rzadko wywołujesz mnie na rozmowę sam na sam. I nigdy po to, żeby mnie głaskać po główce. A twoje zachowanie ostatnio utwierdza mnie w przekonaniu, że popełniłam poważny błąd. Niestety, nie wiem, na czym on polega.
- Niedawno dowodziłaś oddziałem. Na pewno wiesz, że uważnie cię obserwowałem.
- Oczywiście. – poczuła ulgę. Najgorsza prawda będzie lepsza od niepewności.
- Odkąd wróciliśmy, rozmyślam nad twoim zachowaniem. Przyznam szczerze, że bardzo chciałem się do czegoś przyczepić. – zawiesił głos, wiedząc że kadetka chłonie każde jego słowo - Nic nie znalazłem.
Nie od razu dotarło do niej znaczenie tych słów. Bee kontynuował.
- Szkolę cię od dawna. Pomimo paru drobnych potknięć, które wyjaśnialiśmy zawsze na bieżąco, nigdy nie miałem ci nic do zarzucenia. I...
Zamilkł na chwilę.
„Co jest, Bee? – skarcił się w myślach – pokonałeś masę decepticonów, a boisz się nastoletniej kadetki?”
- Prawda jest taka, że już niewiele mogę cię nauczyć, Strongarm. Twoja wiedza i umiejętności dawno przekroczyły poziom wymagany od absolwentów Akademii. Twoje szkolenie dobiegło końca.
Strongarm patrzyła na niego, jakby widziała go pierwszy raz. Spodziewała się wszystkiego, od delikatnego wypomnienia wszystkich pomyłek, poprzez karę, aż do wykluczenia z drużyny.
Ale nie tego...
- Jak ja cię rozumiem – uśmiechnął się Bumblebee – Na samą myśl o jeździe w tym upale i tumanach kurzu czuję, jak mi smar wysycha.
- Ale to nie znaczy, że mogę odpuścić swoje obowiązki?
- Niestety. Ale możesz skrócić patrol, jeśli się zmęczysz.
- Jak już muszę coś zrobić, to chcę to zrobić porządnie.
- W takim razie postaraj się szukać cienia i często odpoczywaj. Nie mogę pozwolić, żebyś uległa awarii. Jeśli wyjedziesz teraz, zdążysz wrócić przed południem. Unikniesz najgorszego upału.
- Jej, Bee. Chcesz powiedzieć, że może być jeszcze bardziej gorąco? – wtrącił się Sideswipe.
- Tak, Sideswipe. Porucznik właśnie to chciał powiedzieć – uściślił Fixit – Dziś temperatura ma sięgnąć trzydziestu siedmiu stopni. Na razie jest tylko trzydzieści trzy.
- Tylko trzydzieści trzy? – Zadrwił Sideswipe – Rzeczywiście, cóż to jest...
Bumblebee odprowadził wzrokiem Strongarm, póki nie wyjechała za bramę. „Może jednak trzeba było jej odpuścić? Nie, to byłaby niezręczna sytuacja. Dziś Strongarm, jutro Drift, pojutrze Sideswipe. Jeśli ma być sprawiedliwie, należałoby pominąć co najmniej trzy patrole... Co nie zmienia faktu, że czuję się jak tyran...”
Alarm przerwał te niewesołe rozważania.
- Co tam, Fixit? – spytał Bee, gdy już wszyscy się zebrali
- Wykryto aktywność decepticona. Sprawdzam lokalizację...
Bee włączył komunikator.
- Baza do Strongarm.
- Zgłaszam się, poruczniku.
- Ucieszysz się, jeśli każę ci wracać?
- Nie. Doświadczenie podpowiada mi, że nie robisz tego ze względu na upał.
Bee roześmiał się.
- Mamy sygnał decepticona, gdzieś w pobliżu rzeki. Dawaj do bazy.
- Nie lepiej, żeby pojechała? - podsunął Sideswipe – przecież ją dogonimy...
- Nie. Mam coś do ogłoszenia.
Brama otworzyła się. Strongarm stanęła przed Bee na baczność.
- Na tym wyjątkowo krótkim patrolu nie zauważyłam nic niezwykłego, poruczniku.
- Pewnie nawet nie dojechałaś do autostrady? Chcesz dowodzić dzisiejszą misją?
- Słucham? Jak to?
- Normalnie. Potraktuj to jak... Rodzaj testu.
- Ale już nieraz dowodziłam naszym zespołem i...
Zamilkła i skromnie spuściła głowę.
- I świetnie sobie radziłaś. – dokończył za nią Bee – ale tak się składa, że przejmujesz dowództwo pod moją nieobecność. A ja chcę to zobaczyć. Doświadczyć tego na własnych zderzakach.
- I wytknąć mi błędy?
- Nie spodziewam się zbyt wielu zobaczyć. To jak?
- Dobrze wiesz, że to będzie dla mnie zaszczyt. Mam nadzieję, że wesprzesz mnie radą?
- Jeśli uznasz to za konieczne. Prowadź.
Strongarm przez dobrą chwilę zbierała myśli. Potem powiodła spojrzeniem po ekipie. Nikt nie zgłaszał protestów. Chyba żeby liczyć kwaśną minę Sideswipe’a...
- Jedziemy!
Sideswipe, Grimlock i Drift transformowali się i wyjechali przez bramę.
- Poruczniku...
- Tak?
- Właśnie się przekonałam, że wymyślenie fajnego okrzyku bojowego nie jest takie łatwe.
Bee zachichotał.
- Przynajmniej wiesz już, jakich nie używać.
Denny i Russel odprowadzili ich wzrokiem.
- Wydaje mi się, że Bee od paru dni czekał na taką okazję. Ostatnio jakoś dziwnie patrzył na Strongarm.
- Tak, tato, też to zauważyłem. Patrzy na nią tak, jak ty na mnie, gdy myślisz że nie widzę. Tylko nie wiem, co ma znaczyć to spojrzenie?
- Cóż, Russel – Denny objął syna - Nie wiem, jak ci to powiedzieć... Po prostu nie jesteś już dzieckiem. Ciężko mi się z tym pogodzić.
Russel milczał dość długo, zanim wydobył z siebie głos.
- Skoro ja nie jestem, to Strongarm tym bardziej...
- Nie zapominaj, że chociaż jest wielkości sporego budynku, według standardów autobotów jest niewiele starsza od ciebie.
Sygnał doprowadził ich na plac budowy.
- Co tu budują? – zastanawiał się Drift – Most?
- Wszystko na to wskazuje. - potwierdził Bee – Dobrze, że dziś niedziela. Ludzie mają wolne.
Decepticon usiłował wyzwać na pojedynek koparkę i bardzo go zirytował brak odpowiedzi.
- Nie chcesz się ze mną bić?! Boisz się?! No i słusznie! - zamachnął się i walnął w kabinę. Koparka przechyliła się w lewo, ale ponowny cios przywrócił jej pion.
- Nie wierzę – mruknął Sideswipe, z trudem powstrzymując śmiech. – On chce się lać z koparką? Grim, może ty zajmiesz się spychaczem?
- Opanuj się, Sideswipe... O, wybacz, Strongarm. Przyzwyczajenie.
Bee uśmiechnął się przepraszająco do kadetki, która skinęła mu głową i wróciła do obserwacji. Rozejrzała się po placu, który zaraz miał się stać miejscem walki. Jej spojrzenie padło na wysoki dźwig. Z ramienia żurawia zwisał dość długi łańcuch.
Czy jest wystarczająco długi?
- Sideswipe – szepnęła – ile czasu potrzebujesz, żeby wspiąć się na górę?
- Mniej niż myślisz. – zaczął chełpliwie. Spojrzała na niego. Bardzo zimnym i twardym spojrzeniem. – Eeee, ze dwie minuty? Może półtorej.
- Omiń go ostrożnie, a potem zasuwaj na dźwig ile sił, jasne?
- Zrobi się, pani Strongarm. – pobiegł w lewo, by ominąć cona szerokim łukiem.
- Gdyby wzrok mógł zabijać, nasz lokalny błazen byłby już z pewnością ciężko ranny – zauważył Drift
- Poruczniku, Drift. Podjedźcie, proszę, do niego jak najbliżej i ściągnijcie go na Sideswipe’a, gdy dam znak, dobrze?
Obaj skinęli głowami.
- Grim, to co lubisz najbardziej. Za mną!
Oboje pobiegli w stronę cona. Strongarm strzeliła parę razy, by zwrócić jego uwagę.
Sideswipe kulił się za kawałkiem filaru i zastanawiał, jak przebiec otwartą przestrzeń, dzielącą go od dźwigu. Nagle usłyszał strzały. Gdy spojrzał w tamtą stronę, zobaczył, jak Strongarm i Grimlock atakują decepticona.
„Wkurzająca i przemądrzała? – pomyślał – Tak. Ale procesor ma niczego...”
Transformował się i pojechał we wskazanym kierunku. Już po chwili wspinał się po żurawiu.
Walka nie była łatwa. Decepticon siłą dorównywał dinobotowi, ale był od niego szybszy i zwinniejszy. Strongarm wspierała kolegę, ale nawet razem nie byli w stanie go pokonać.
Silne uderzenie odrzuciło ją w tył. Za chwilę padł Grimlock.
Sięgnęła do komunikatora.
- Poruczniku, teraz!
Wyjechali z rykiem silników i przejechali tuż obok cona. Pędzili w stronę dźwigu tak szybko, jak na to pozwalał teren. A wróg deptał im po zderzakach.
Sideswipe miał bardzo dobry widok na akcję. Właśnie wciągnął cały łańcuch i trzymał jego koniec, czekając na dogodny moment. Bumblebee i Drift przejechali pod nim.
Zeskoczył z ramienia dźwigu, kierując się w tę samą stronę, w którą pojechali. Wciąż trzymał koniec łańcucha.
Przeleciał kawałek, po czym zaczął opadać. Poczuł silne szarpnięcie i po chwili mknął łagodnym łukiem nad ziemią.
Prosto na decepticona.
Kopnął go całą siłą rozpędu i rzucił prosto na Grimlocka. Ten dołożył trochę od siebie i po chwili wróg leżał nieprzytomny. Strongarm zakuła go w kajdanki.
- Dobra robota, kochani. – spojrzała pytająco na Bumblebee, szukając potwierdzenia.
Ale jej mentor nie patrzył na nią. Westchnął, patrząc gdzieś pod swoje nogi.
Nagle zrobiło się cicho. Zdecydowanie zbyt cicho.
- Eee, Bee? – Sideswipe przerwał milczenie. Bee drgnął.
- Świetnie się spisałaś. Doskonały plan.
Odwrócił się i odszedł w stronę wyjścia.
- Dlaczego mu nie wierzę?
Nikt nie znał odpowiedzi na pytanie Grimlocka. Chyba nawet sam Bumblebee.
Strongarm siedziała na swoim ulubionym miejscu. Wyświetliła przed sobą nagranie z misji, którą dziś poprowadziła. Obejrzała je raz, drugi i trzeci. Potem jeszcze raz, w zwolnionym tempie. „O co mu chodziło? Gdyby miał jakieś zastrzeżenia, powiedziałby wprost. Ale wyraźnie nie był zadowolony...”
Bumblebee patrzył na nią z ukrycia.
„Jest gotowa. – pomyślał – Wiedziałem o tym od dawna. Najwyższy czas...”
Zawahał się. Rozważał to już od jakiegoś czasu. Wiedział, że będzie to jedna z najtrudniejszych rozmów, jakie przeprowadził.
W sumie wcale nie miał na to ochoty. Najchętniej zostawiłby wszystko jak jest.
Nie. Nie wolno mu poświęcić Strongarm dla własnej wygody.
Westchnął cicho i odszedł w stronę centrum dowodzenia. Strongarm była gotowa, ale on nie.
Na pozór wszystko było jak dawniej. Na pozór.
Drift był na patrolu, a Grimlock z Sideswipe’m trenowali. Dokładniej Grim podrzucał kolegę w powietrze, a ten za każdym razem lądował bezpiecznie na nogach. Gdy już skończył się popisywać saltami.
Bumblebee obserwował ich zabawę z zainteresowaniem. Ale bez uśmiechu.
Strongarm niby patrzyła na walkę, ale co chwilę zerkała na przełożonego. Od trzech dni dziwnie się zachowywał. Nawet nie próbował żartować. Niemal całkiem przestał się uśmiechać.
I prawie się do niej nie odzywał.
A dziś wysłał na patrol Drift’a, mimo że wypadała jej kolej.
Normalnie zapytałaby wprost, ale jego zachowanie wzbudzało w niej dziwny respekt.
Wbiła wzrok w ziemię.
Co zrobiła nie tak?
Bumblebee udawał, że bardzo ciekawi go, czy Sideswipe tym razem też wyląduje.
Wyprawił Drift’a na patrol, by móc wreszcie porozmawiać z kadetką. Ale, pomimo wysiłków, nie potrafił zmusić się, by zacząć tę rozmowę.
By przyznać, głównie przed sobą, że ona już go nie potrzebuje.
Zerknął na Strongarm. Ich spojrzenia się spotkały. Natychmiast uciekł wzrokiem, ale to, co zobaczył, przekonało go ostatecznie.
Strongarm była bliska płaczu.
Westchnął ciężko.
- Pozwól ze mną.
Poprowadził ją w głąb złomowiska.
Po drodze Strongarm intensywnie myślała. Tak intensywnie, że gdy Bee zatrzymał się i odwrócił, weszła mu na stopę.
- Przepraszam, poruczniku. Zamyśliłam się.
- Robisz rachunek sumienia?
- Rzadko wywołujesz mnie na rozmowę sam na sam. I nigdy po to, żeby mnie głaskać po główce. A twoje zachowanie ostatnio utwierdza mnie w przekonaniu, że popełniłam poważny błąd. Niestety, nie wiem, na czym on polega.
- Niedawno dowodziłaś oddziałem. Na pewno wiesz, że uważnie cię obserwowałem.
- Oczywiście. – poczuła ulgę. Najgorsza prawda będzie lepsza od niepewności.
- Odkąd wróciliśmy, rozmyślam nad twoim zachowaniem. Przyznam szczerze, że bardzo chciałem się do czegoś przyczepić. – zawiesił głos, wiedząc że kadetka chłonie każde jego słowo - Nic nie znalazłem.
Nie od razu dotarło do niej znaczenie tych słów. Bee kontynuował.
- Szkolę cię od dawna. Pomimo paru drobnych potknięć, które wyjaśnialiśmy zawsze na bieżąco, nigdy nie miałem ci nic do zarzucenia. I...
Zamilkł na chwilę.
„Co jest, Bee? – skarcił się w myślach – pokonałeś masę decepticonów, a boisz się nastoletniej kadetki?”
- Prawda jest taka, że już niewiele mogę cię nauczyć, Strongarm. Twoja wiedza i umiejętności dawno przekroczyły poziom wymagany od absolwentów Akademii. Twoje szkolenie dobiegło końca.
Strongarm patrzyła na niego, jakby widziała go pierwszy raz. Spodziewała się wszystkiego, od delikatnego wypomnienia wszystkich pomyłek, poprzez karę, aż do wykluczenia z drużyny.
Ale nie tego...
niedziela, 8 stycznia 2017
Gdy Bumblebee, Starscream i reszta wrócili na złomowisko, zastali pięć kompletnie ogłupiałych decepticonów.
- Gdzie minicony?! – warknął Starscream
- Nie wiem. Pojawiła się ta policjantka, zaczęła tu jeździć, to za nią pobiegliśmy. – usprawiedliwiał się Sandstorm.
- Wszyscy?!
- Nie, we trzech. Ale wtedy pojawił się Sideswipe i załatwił tych, co zostali. Oboje zabrali minicony i tyle...
Bumblebee upuścił swoje części i wybuchnął śmiechem. Usiadł na ziemi i co chwilę ocierał krople smaru, zbierające się w jego oczach. Grimlock mu wtórował. Jedynie Drift zachował powagę, choć i on nie krył zadowolenia.
- Natychmiast przestań! – krzyknął na niego Sandstorm.
- Nie mogę! Pięć decepticonów dało się zrobić dwójce nastolatków i trzem miniconom...
- Liczbowo byli równi. – słowa Drifta wywołały kolejną falę śmiechu.
- Przestańcie, bo komuś stanie się krzywda! – zagroził Sandstorm
Bee ze wszystkich sił próbował się powstrzymać. Niestety, mimo wysiłków, wciąż chichotał. Sandstorm podszedł i bez ostrzeżenia uderzył go w głowę. Autobot zatoczył się i byłby upadł, gdyby Grimlock go nie złapał.
- Dzięki, Grim. Kurczę, że ja tego nie widziałem... Starscream, ten twój złom nie mógł zaczekać?
Sandstorm ponownie podniósł rękę.
- Zostaw! – powstrzymał go Starscream - Gwarantuję ci, że Bumblebee za chwilę...
- Tak, wiem – przerwał mu Bee – zaraz przestanę się z ciebie natrząsać. Za chwilę zacznę cię traktować poważnie. Już niedługo nie będzie mi do śmiechu. Nie wiem, ile razy musiałbym to powtarzać, żeby uwierzyć.
- Grrr, zamknij się! Minicony miały farta, ale wciąż mam was!
- Jeśli nadal będziesz tak paprać robotę, to już niedługo.
Bumblebee, pomimo ciężkiej sytuacji, odzyskał rezon. Denny, Russel i minicony są bezpieczne. Sideswipe i Strongarm również. Naprawdę bardzo trudno mu było powstrzymywać uśmiech.
Sideswipe i Strongarm zatrzymali się nad rzeką. Fixit wysiadł i oboje się transformowali. Przybili piątkę.
- Szkoda, że nie widzimy miny Starscream’a – śmiał się Sideswipe
- Ja się z tego cieszę. Nie chciałabym go teraz spotkać. – Strongarm również chichotała, podobnie jak minicony.
Nagle usłyszeli szelest za plecami. Zareagowali błyskawicznie.
- Eee... Cześć? - wyjąkał Denny na widok protoblastera. – Nie w porę?
- Wybacz, Denny. – Strongarm schowała broń. – Co tu robicie? Myśleliśmy, że wciąż jesteście na złomowisku.
- Bee uprosił Starscream’a, żeby nas wypuścił.
- Znaczy, że teraz Scream ma tylko trzech naszych przyjaciół? Fajnie – podsumował Sideswipe
- Tak, ale teraz będzie trudniej – Strongarm ostudziła zapał kolegi. – Mieliśmy szansę, bo się rozdzielili. Teraz będą raczej trzymać się razem. A z całą jedenastką nie damy sobie rady.
- Chyba że otrzymamy wsparcie.
- Jakie wsparcie?
- Zapomniałaś o Optimusie? Będzie za kilka godzin.
- No tak... Ale nie może wylądować na złomowisku!
- Dlaczego? To byłoby niezłe - Sideswipe wciąż się uśmiechał – Zapewniło by nam element zaskoczenia.
- Myślisz?
- W przeciwieństwie do ciebie... Auu!
Strongarm kopnęła go w kostkę.
- Mówiłaś, że mogę...
- A ty, że cię to nie bawi. Zdecyduj się.
Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami.
- A może usiądziemy razem i wymyślimy jakiś sensowny plan? – Spytał szybko Russel – Zanim znów zaczniecie się bić? Pamiętajcie, tu nie ma ani Bee, ani Grima. Nie ma komu was rozdzielić.
- Nie będzie trzeba. – zapewniła go Strongarm
- Dokładnie. Niektóre boty potrafią nad sobą panować...
- Racja. Inaczej już dawno bym cię rozwaliła.
- Nie wiadomo, kto kogo.
- Spokój!
Oba boty spojrzały na Denny’ego z najwyższym zdumieniem.
- Czy ty usiłowałeś być... Groźny? – zapytał drwiąco Sideswipe
- Niezupełnie. Chciałem być stanowczy. Ktoś musi.
- Masz rację, Denny – potwierdziła Strongarm – Wybaczcie. To w naszych rękach leży los naszych przyjaciół, Sideswipe.
- Wiem. Prowadź, szefowo. – zgodził się niechętnie.
- Sideswipe, posłuchaj...
- Nie, to ty posłuchaj – przerwał jej – Kilka razy już miałaś okazję dowodzić i jakoś wszyscy jeszcze żyjemy. Nigdy nie myślałem, że to powiem, ale... Ufam ci. Bez zastrzeżeń.
Spojrzała na pozostałych. Wszyscy skinęli głowami.
- Dziękuję wam. Proponuję teraz się ukryć, ale niedaleko od złomowiska. Pozostaje nam czekać na Optimusa. Do jego przyjazdu i tak nie możemy ich zaatakować. Chcę zwrócić Bumblebee drużynę w pełnym składzie. Fixit!
- Tak?
- Masz przy sobie skaner?
- Oczywiście.
- Powiedz mi, gdy tylko zauważysz ślad Optimusa.
Bumblebee, Grimlock i Drift siedzieli na ziemi i patrzyli ciekawie, co robią decepticony. Otoczeni przez sześciu wrogów i tak nie mieli zbyt wiele do roboty. Pozostali pod wodzą Starscream’a składali przyniesione z lasu części. Dziwna maszyna rosła w oczach. Pośrodku stał dość wysoki filar, zwieńczony kulą. Od połowy jego wysokości do podstawy biegły łukowate podpory, wystarczająco wysokie, by zmieścił się pod nimi autobot...
- Bee? Co to może być? – Grimlock wyraźnie się bał.
- Skąd mam wiedzieć? W życiu czegoś takiego nie widziałem...
- Oświecę was – okazało się, że Starscream stoi tuż nad nimi. – Poprzez prezentację.
Przez chwilę wodził spojrzeniem od jednego autobota do drugiego.
- Może dinobot? – Podsunął mu Sandstorm – Jest najsilniejszy, pokaz będzie mógł trwać dłużej.
- Racja. Pozwól, olbrzymie. Stań tutaj.
- Nie! – Bee rzucił się do przodu i równie szybko zatrzymał. Sandstorm znów celował w Drifta.
- Uspokoisz się wreszcie, Bumblebee?
Bee bezradnie patrzył, jak decepticony przywiązują Grima łańcuchami. Starscream podszedł bliżej i nadzorował pracę.
- Ciaśniej – pouczał podwładnych – Musi jak najdokładniej przylegać do filaru. Tak lepiej.
Sięgnął ręką do dźwigni. Bee i Drift śledzili każdy jego ruch.
- Światła, kamera... Akcja!
Pociągnął za dźwignię.
Grimlock naprężył się i krzyknął rozdzierająco. Po filarze pomknęły niebieskie krople, znikające w wielkiej kuli.
Starscream wyłączył maszynę. Grim zawisł bezwładnie na łańcuchach.
- Przedstawiam wam moje najnowsze odkrycie. Wysysacz energonu. Czyż to nie wspaniała maszyna?
Bumblebee nie był w stanie powiedzieć ani słowa. Podszedł do dinobota, który właśnie podnosił głowę.
- Jak się czujesz, Grim?
- Ujdzie. Choć wolałbym tego nie powtarzać...
- Cudowne, prawda? – zachwycał się Starscream – Zobaczcie, tu mam regulator. Mogę ustawić pełną moc, która wykończy waszego kolegę w kilka chwil. Albo najmniejszy pobór, by pokaz trwał dłużej... Popatrzcie.
Znów pociągnął dźwignię. Tym razem Grimlock nie krzyknął, a niebieskie krople wędrowały dużo wolniej.
- Całe paliwo zbiera się w tym kulistym zbiorniku. I można je potem wykorzystać. Genialne.
Grimlock jęknął głośno. Bee odwrócił się do Starscream’a.
- Przestań! - Starscream popatrzył na niego drwiąco. Bee opanował się. – Proszę. Wypuść go. Jestem twój, ale zostaw moich przyjaciół. Przecież to na mnie chcesz się zemścić.
- Właśnie to robię, Bumblebee. Jaka zemsta będzie lepsza, niż wykończenie całej twej ekipy? Na twoich oczach? Czy jest coś, co zaboli cię bardziej?
Bumblebee jęknął głucho. Nie mógł sobie wyobrazić nic gorszego. A Starscream o tym wiedział.
Wyłączył maszynę. Grimlock odetchnął z ulgą.
- Nie za wiele naraz... Chcemy, by przedstawienie trwało, prawda? A może damy odpocząć naszemu zielonemu koledze? Kto na ochotnika?
Rozkuli Grimlocka, który upadł na kolana. Po chwili jednak zdołał wstać i podszedł do przyjaciół.
- Nnic... Mi nie jest – wyjąkał – Tylko jestem... Troszkę osłabiony.
- Twoja kolej, Drift. Zapraszamy.
Bumblebee zacisnął pięści. Drift powstrzymał go gestem.
- Spokojnie, Bumblebee. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale ja nie jestem dla drużyny aż tak ważny, jak ty.
Bee poczuł, że przetwornik mowy go zawodzi. W ciszy patrzył, jak Drift zajmuje miejsce opróżnione przez Grimlocka.
Starscream przesunął dźwignię.
Optimus widział już ziemię. Włączył skanery dalekiego i bliskiego zasięgu. Po chwili na monitorze pojawiły się symbole. Zdumiał się, widząc znaki decepticonów na złomowisku. Tuż obok nich były trzy symbole autobotów...
Teraz już zaczął się bać. Zwiększył pole skanowania, szukając jeszcze jakiegoś znaku życia.
Dwa autoboty, trzy minicony i dwoje ludzi usiłowało usadzić się wygodnie w jaskini. Niestety była dla nich za mała. Ale w pobliżu złomowiska nie było większej.
Zwłaszcza Strongarm i Sideswipe musieli się mocno garbić. Nie wpływało to dobrze na ich humory i tylko powaga sytuacji sprawiała, że oboje jeszcze żyli.
- Optimus do Strongarm – sygnał z komunikatora przerwał kolejną ponurą wymianę zdań – Odbiór!
- Zgłaszam się.
- Jestem już niedaleko. Jak wygląda sytuacja?
- Starscream podstępem wdarł się na złomowisko. Jest ich jedenastu. Mają Bumblebee, Drifta i Grimlocka.
- A reszta?
- Są ze mną. Co robimy?
- Czy zdołacie zbliżyć się do złomowiska? Pod samo ogrodzenie?
- Chyba tak. Jeśli nas nie usłyszą.
- Według mojego skanera wszyscy są skupieni wokół centrum dowodzenia. Czy znacie jakieś przejścia przez ogrodzenie? Miejsca, gdzie nikt was nie zobaczy?
- Parę by się znalazło – mruknęła Strongarm, świadoma krzywego spojrzenia Sideswipe’a.
- Więc posłuchajcie...
W absolutnym skupieniu wysłuchali planu Optimusa. To miało szansę się udać...
Drift zamknął oczy. Ze wszystkich sił starał się być mężny, ale słabł coraz bardziej i było to okropne uczucie. Zdecydowanie wolałby nawet najsilniejszy ból...
- Starscream! Proszę cię! – Bee był zdesperowany – Przestań! Weź mnie!
- Nie. Chcę, żebyś na to patrzył.
- A może jednak Bumblebee wypróbuje naszą maszynę? – zaproponował Sandstorm – W końcu nie wie jeszcze, co tak naprawdę czują jego koledzy...
- To nie jest taki głupi pomysł. Zmiana!
Bumblebee odetchnął z ulgą. Podejrzewał, że tego nie przeżyje, ale wolał już zginąć i nie widzieć cierpienia przyjaciół. Podszedł do maszyny. Wyciągnął rękę do Drifta.
- Cokolwiek się stanie, wiedz, że praca z tobą była zaszczytem.
- Nawzajem, przyjacielu. – Drift uścisnął mu dłoń.
Bee skinął głową Grimlockowi i zajął miejsce przy słupie. Decepticony zaczęły oplatać go łańcuchami.
Sideswipe i Strongarm jechali obok siebie.
- Tutaj! – otworzyła drzwi, wypuszczając Denny’ego, Russela i Fixita.
Sideswipe transformował się i podsadził wszystkich trzech. Przeskoczyli mur i ukryli się między złomem. Denny rozejrzał się ostrożnie.
- U mnie czysto – wyszeptał do krótkofalówki – idziemy na pozycję.
- Przyjęłam.
Oba autoboty odjechały.
- Dokąd teraz?
- Przy wschodniej ścianie jest miejsce, gdzie mnie kiedyś przyłapałeś. Tam podrzucimy minicony.
- A tak między nami... Dużo masz tych tajnych przejść? Nie powiem Bee, słowo.
- Dziewięć. Z czego porucznik zna sześć. To było takie ćwiczenie, miałam wykradać się z bazy tak, żeby nie wiedział, którędy wychodzę. Powiedział, że to się może kiedyś przydać.
- I wykrakał... Tutaj?
- Jeszcze kawałek.
Bumblebee zdołał złapać kawałek łańcucha i zacisnąć go w dłoni. Drugą ręką zrobił to samo. Gdy skończyli go wiązać, wypuścił zapas. Ale łańcuch owijał go wielokrotnie, luz na dwóch zwojach niewiele mu pomógł. Zaczął nieznacznie poruszać rękoma, chcąc naciągnąć łańcuch i rozłożyć zapas równo.
Starscream przesunął dźwignię. Bumblebee poczuł nagle, jak energon opuszcza jego ciało. Jego stopy ogarnął lodowaty chłód.
„Jak Drift to zniósł? Nawet nie jęknął... Ja chyba nie wytrzymam...”
Jego stopy były już jak martwe. Chłód wspinał się teraz po nogach, dotarł już prawie do kolan. Uczucie zimna zaczęło obejmować też dłonie.
Dłonie.
Zmuszając się do największego wysiłku w życiu, Bee znów zaczął pracować nad uwolnieniem rąk.
- Strongarm do Optimusa. Melduję, że wszyscy są na pozycjach. Za chwilę obejmę swoją.
- Doskonale. Posłuchajcie wszyscy. Od teraz, do momentu, gdy wysiądę ze statku, obowiązuje absolutna cisza. Nikt nic nie mówi i nikt się nie rusza. Bez odbioru.
Strongarm rozłączyła się i podeszła do ogrodzenia. Ostrożnie spojrzała ponad murem. Ze swojej pozycji widziała grupę botów i conów. Stali w półkolu, tyłem do niej.
„Na co oni wszyscy patrzą?” zastanowiła się krótko. Nagle dotarło do niej, że żaden ze stojących nie jest żółty...
Poruszanie rękami było coraz trudniejsze. Mimo to Bumblebee jakoś wyplątał prawą rękę z części zwojów. Dzięki temu udało mu się wypracować więcej luzu.
Starscream wyłączył maszynę.
- I jak się czujesz?
- Wprost rewelacyjnie! Dawaj dalej, to zupełnie nowe doświadczenie!
- Coś mi mówi, że Bee próbuje nadrabiać miną – szepnął Grimlock do Drifta.
- Nasz szlachetny dowódca usiłuje sprowokować Starscream’a, żeby wyładował swój gniew na nim, a nie na nas.
Drift nie spuszczał wzroku z Grimlocka. Walczył ze sobą, żeby nie spojrzeć tam, gdzie chyba dostrzegł dwie niewielkie postacie.
Grimlock trącił go lekko palcem. Wskazał za plecy Drifta i spojrzał na wrak czerwonego samochodu, stojący w pobliżu.
Obaj poczuli ulgę. Odsiecz jest blisko. Już niedługo.
Optimus stał przy trapie swego statku. Zamknął oczy i jeszcze raz przypomniał sobie cały plan, punkt po punkcie.
Uda się. Musi się udać.
W ostateczności będę improwizował.
Otworzył oczy. Zniżył lot statku. Wyłączył mechanizmy maskujące i otworzył trap.
Zanim ktokolwiek się połapał, spadł jak grom na Starscream’a.
- Teraz! – głos Strongarm rozbrzmiał we wszystkich komunikatorach.
Grimlock i Drift odskoczyli na bok, by nie przeszkadzać kolegom.
Sideswipe rzucił się na najbliższego wroga.
- My się chyba już dziś widzieliśmy – dwoma ciosami i kopniakiem posłał go na ziemię. – Chyba ci pecha przynoszę. – Zabrał się za następnego. Według planu miał jak najszybciej wyeliminować najsłabszych, by zmniejszyć przewagę liczebną.
Strongarm zaczęła strzelać do Sandstorma. Ten natychmiast się na nią rzucił.
Z alejki wyjechał dźwig, prowadzony przez Denny’ego i dołączył do ogólnej rozwałki.
Grimlock zaczął się szarpać z kajdankami.
- Pozwolisz, że ci pomogę?
Ten głos sprawił, że obaj zgłupieli. Osłupiali patrzyli na Fixita i Russela. Fixit uruchomił palnik. A Russel trzymał miecz Drifta.
Oba uwolnione boty ruszyły do walki. Fixit i Russel pobiegli do swojej stałej kryjówki.
Z całego tego chaosu najbardziej ucieszył się Bumblebee. Wreszcie nikt na niego nie patrzył i mógł swobodnie szarpać się z łańcuchem. Już prawie, prawie...
Cios Optimusa rzucił Starscream’a w jego stronę. Scream spojrzał na Bee i przestawił maszynę na pełną moc. Wyciągnął rękę w stronę dźwigni.
Bumblebee udało się uwolnić prawą rękę. Złapał Starscream’a i przyciągnął do siebie dokładnie w chwili, gdy ten włączył maszynę. Mocno otoczył go ramieniem, nie pozwalając na wyłączenie wysysacza
Obaj krzyknęli jednym głosem.
- Zginiesz razem ze mną, Bumblebee.
- Nie mam nic przeciwko.
Optimus chciał przyjść z pomocą przyjacielowi, ale dwa inne decepticony zastąpiły mu drogę.
Strongarm z trudem parowała ciosy Sandstorma. Sama nie zadała jeszcze ani jednego. Co chwilę odskakiwała, by razić go z protoblastera, ale szybko znów zmniejszał dystans.
- Strongarm, Sideswipe! – usłyszeli głos Drifta – trzeba wyłączyć tę maszynę! Ona zabije Bumblebee!
Strongarm rzuciła okiem w tamtą stronę i to był błąd. Sandstorm wyprowadził cios w klatkę piersiową, który ją powalił. Podszedł, zamierzając się do drugiego uderzenia.
Nagle z lewej strony dostrzegła jakiś czerwony cień. To Sideswipe uporał się z trzema najsłabszymi i teraz zabierał się za przeciwników o wyższym levelu.
Strongarm rozejrzała się rozpaczliwie. Widziała dźwignię, ale bała się strzelać. Wyłączyła swój miotacz i ścisnęła go pewniej w dłoni.
Rzuciła, wkładając w ten rzut całą rozpacz, siłę i nadzieję, jakie jej jeszcze pozostały.
Trafiła. Ale była teraz bezbronna.
Optimus próbował się dostać do Bumblebee, jednak przewaga liczebna wrogów była zbyt wielka. Pokonał jednego, ale na jego miejscu stanął następny. I następny. I jeszcze jeden.
Zacisnął usta i walczył.
Drift trafił na godnego przeciwnika. W innych okolicznościach cieszyłby się tym pojedynkiem, ale był zbyt osłabiony. Mimo to mężnie stawiał czoła szermierzowi równemu sobie, ale w pełni sił. Nagle za plecami wroga dostrzegł ruch. By odwrócić jego uwagę, przykląkł na chwilę, jakby zbierał siły. Decepticon uniósł miecz.
Splitstream i Jetstorm pojawili się znikąd. Wskoczyli mu na plecy i zasypali gradem ciosów. Odrzucił ich, ale w tej chwili Drift zerwał się i uderzył go w szczękę, wykorzystując siłę nie tylko rąk, ale i nóg. Decepticon upadł z łoskotem na ziemię.
Grimlock walił w swego przeciwnika raz za razem. Sam też nieraz oberwał. Wyglądało na to, że trafił na twardziela. A ponieważ miał dłuższą chwilę, żeby odpocząć, nie miał nic przeciwko porządnej bijatyce.
Starscream oderwał się od Bumblebee, który nie mógł mu już przeszkodzić. Wisiał bez ruchu na łańcuchach, niczym martwy.
Starscream spojrzał na niego z pogardą.
- Było ze mną nie zadzierać, Bumblebee. Jak widzisz, albo i nie, byłeś, jesteś i będziesz zbyt mały, by się ze mną mierzyć.
- Odwołaj to!
Spojrzał w stronę, z której dobiegł głos. I zobaczył coś na kształt biało-niebieskiego pocisku.
Strongarm usiadła na nim i zdzieliła go z całej siły w głowę.
Sideswipe nagle zrozumiał, jakim cudem Sandstorm pokonał Drifta i Bee. Tylko swojej tak zachwalanej szybkości zawdzięczał to, że jeszcze stał na nogach. Jednak był coraz bliższy wołania o pomoc.
Nie musiał wołać.
Optimus uporał się wreszcie ze swoimi przeciwnikami i rozejrzał się. Bez namysłu pobiegł w stronę Sideswipe’a i stanął między nim, a Sandstormem.
- Pomóż innym! – rozkazał krótko – A ty zmierz się z kimś twojego formatu...
Starscream zrzucił Strongarm i kopnął ją w udo. Zerwali się i znów skończyli na siebie. Osłabiony działaniem maszyny nie był zbyt trudnym przeciwnikiem nawet dla niedoświadczonej kadetki. Pomógł mu przypadek.
Przewracali się po ziemi, to jedno było w górze, to drugie.
Strongarm udało się wydostać na wierzch. Uderzyła Starscream’a jeszcze dwa razy.
Nagle ręka decepticona na coś trafiła.
Zacisnął dłoń na miotaczu i włączył go.
Gdy dostała w pierś, uświadomiła sobie, że oberwała z własnej broni. Odrzuciło ją do tyłu i zamroczyło na dobrą chwilę.
Optimus dawno nie miał okazji mierzyć się z przeciwnikiem tak wysokiej klasy. Gdyby było to starcie sam na sam, pewnie jeszcze by je przedłużał. Ale strach o drużynę, a przede wszystkim o Bumblebee, sprawił, że skupił się na jak najszybszym pokonaniu Sandstorma. Zadawał i parował uderzenia, szukając jednego słabego punktu.
Sideswipe zasłonił Strongarm w ostatniej chwili. Ścisnął miecz i zaatakował Starscream’a. Ten strzelał z miotacza Strongarm. Nagle czerwony bot zauważył, że decepticon porusza się coraz wolniej. Zamarkował cios mieczem i lewą ręką złapał miotacz. Kopnął cona w rękę, zmuszając do puszczenia broni. Kolejnym kopniakiem powalił go.
Odwrócił się i zrobił kilka kroków w stronę Strongarm. Odzyskała już przytomność i uśmiechnęła się do niego. Nagle uśmiech zniknął, a oczy rozszerzył strach.
Wiedział, co to znaczy.
Rzucił Strongarm jej broń i odwrócił się do Starscream’a. Con tym razem był bez broni, więc zwarli się w uścisku.
- Sideswipe!!! – usłyszał za plecami.
Szarpnął się i obrócił, pociągając Starscream’a. Ustawił go między sobą a Strongarm. A potem puścił i uskoczył.
Strongarm strzeliła. Starscream padł nieprzytomny.
Optimus wreszcie zdołał złamać obronę przeciwnika. Teraz to on dyktował warunki. A ponieważ chciał skończyć jak najszybciej, zasypał Sandstorma gradem uderzeń.
Fixit przeciął łańcuchy i Bumblebee opadł w ramiona Grimlocka. Ten ostrożnie położył go na ziemi. Wszyscy otoczyli Bee kołem.
- Co mu jest? – spytała Strongarm
- Ta przeklęta maszyna wyciągnęła z niego cały energon – wyjaśnił Drift. - Chyba straciliśmy Bumblebee.
- Może nie! – Sideswipe zachował nadzieję – Jeśli Iskra jest nienaruszona, Bee żyje! Trzeba go tylko naładować!
Fixit podjechał do maszyny.
- Być może uda mi się odwrócić jej działanie...
- Nie ma na to czasu! – Sideswipe zniecierpliwił się. Otworzył gniazdo na nadgarstku i wyjął kabel, którego używał do ładowania. Jego koniec podpiął do identycznego gniazda na ręku Bee.
Wszyscy w absolutnej ciszy śledzili wzrokiem każdą błękitną kropelkę.
Mijały sekundy i minuty. Mogliby przysiąc, że patrzą tak już godzinami.
W tej ciszy jęk Bumblebee zabrzmiał wyjątkowo głośno, choć tak naprawdę bardziej przypominał westchnienie. Ale nadzieja odżyła.
Bee jęknął drugi raz i otworzył oczy.
Optimus, odkąd powalił Sandstorma, stał w jednej pozycji, wciąż trzymając miecz, i patrzył na przyjaciela. Jego umysł zapętlił się na jednym słowie.
Nie.
Powtarzał je w myślach cały czas.
Dopóki nie obudził go zespołowy okrzyk radości.
Bee usiadł z pomocą Strongarm i powiódł spojrzeniem po członkach swojego zespołu. Uśmiechał się, ale nie miał jeszcze siły mówić. Padł na niego ogromny cień. Gdy podniósł głowę, napotkał wzrok Optimusa.
Prime klęknął przy nim.
- Bumblebee?
- Tak?
- Nigdy więcej mi tego nie rób.
- Też nie mam ochoty na powtórkę.
Sideswipe jęknął cicho i opuścił głowę. Bee dopiero teraz zauważył, że są połączeni. Odpiął kabel.
- Jesteś pewny? Ja dam radę...
- Nie ma takiej potrzeby, Sideswipe. Jakoś się doczołgam do centrum, nie jest daleko. Pomożecie?
Optimus zarzucił sobie na szyję jego jedną rękę, Grimlock drugą. Powoli ruszyli w stronę centrum dowodzenia.
Posadzili Bee i podłączyli do ładowania. Czuł, jak wraca do życia. To było wspaniałe uczucie.
- Dziękuję wam wszystkim, a zwłaszcza tobie, Optimusie.
- Zawsze możesz liczyć na moje pełne wsparcie.
- I nawzajem.
Rozejrzał się dookoła. Jego wzrok padł na maszynę Starscream’a.
- Trzeba by odzyskać stamtąd nasz energon.
- Pracuję nad tym, Poruczniku.
- Doskonale, Fixit.
- A sama maszyna? Rozebrać ją?
- Wymontuj tylko najważniejsze części. Korpus niech zostanie. Jako pomnik wszystkich porażek naszego starego przyjaciela...
Optimus się uśmiechnął.
- Ech, Bumblebee – westchnął – Ty się chyba nigdy nie zmienisz.
- A kto chce, żeby się zmieniał? – zaperzył się Grimlock
- Nikt.
Optimus i Strongarm zakuli wszystkie decepticony w kajdanki. Sideswipe i Drift pomagali Fixitowi. Grimlock zajął się transportem więźniów - brał po jednym w obie ręce i zanosił na statek. Bumblebee, wciąż słaby, obserwował wszystko z uśmiechem na ustach. Jak zwykle.
Nadszedł czas pożegnania.
- Jeszcze raz dziękuję, Optimusie. Bez ciebie chyba bym...
- Beze mnie też byście sobie poradzili. Strongarm wspaniale cię zastąpiła. Pozostali też spisali się na medal.
- Wiem. - Bee z dumą spojrzał na swoją drużynę. - Wiesz, co czasami myślę?
- Co takiego?
- Może i jesteś lepszym dowódcą. - gestem powstrzymał Optimusa, który chciał zaprzeczyć - Bardziej doświadczonym, cierpliwym, spokojnym... Ale takiego szczęścia do podwładnych to chyba nie miałeś.
- Mylisz się, Bumblebee. W obydwu punktach.
Uścisnęli sobie dłonie. Optimus odwrócił się i wszedł na statek. Po chwili uniósł się w powietrze i zniknął im z oczu...
- Gdzie minicony?! – warknął Starscream
- Nie wiem. Pojawiła się ta policjantka, zaczęła tu jeździć, to za nią pobiegliśmy. – usprawiedliwiał się Sandstorm.
- Wszyscy?!
- Nie, we trzech. Ale wtedy pojawił się Sideswipe i załatwił tych, co zostali. Oboje zabrali minicony i tyle...
Bumblebee upuścił swoje części i wybuchnął śmiechem. Usiadł na ziemi i co chwilę ocierał krople smaru, zbierające się w jego oczach. Grimlock mu wtórował. Jedynie Drift zachował powagę, choć i on nie krył zadowolenia.
- Natychmiast przestań! – krzyknął na niego Sandstorm.
- Nie mogę! Pięć decepticonów dało się zrobić dwójce nastolatków i trzem miniconom...
- Liczbowo byli równi. – słowa Drifta wywołały kolejną falę śmiechu.
- Przestańcie, bo komuś stanie się krzywda! – zagroził Sandstorm
Bee ze wszystkich sił próbował się powstrzymać. Niestety, mimo wysiłków, wciąż chichotał. Sandstorm podszedł i bez ostrzeżenia uderzył go w głowę. Autobot zatoczył się i byłby upadł, gdyby Grimlock go nie złapał.
- Dzięki, Grim. Kurczę, że ja tego nie widziałem... Starscream, ten twój złom nie mógł zaczekać?
Sandstorm ponownie podniósł rękę.
- Zostaw! – powstrzymał go Starscream - Gwarantuję ci, że Bumblebee za chwilę...
- Tak, wiem – przerwał mu Bee – zaraz przestanę się z ciebie natrząsać. Za chwilę zacznę cię traktować poważnie. Już niedługo nie będzie mi do śmiechu. Nie wiem, ile razy musiałbym to powtarzać, żeby uwierzyć.
- Grrr, zamknij się! Minicony miały farta, ale wciąż mam was!
- Jeśli nadal będziesz tak paprać robotę, to już niedługo.
Bumblebee, pomimo ciężkiej sytuacji, odzyskał rezon. Denny, Russel i minicony są bezpieczne. Sideswipe i Strongarm również. Naprawdę bardzo trudno mu było powstrzymywać uśmiech.
Sideswipe i Strongarm zatrzymali się nad rzeką. Fixit wysiadł i oboje się transformowali. Przybili piątkę.
- Szkoda, że nie widzimy miny Starscream’a – śmiał się Sideswipe
- Ja się z tego cieszę. Nie chciałabym go teraz spotkać. – Strongarm również chichotała, podobnie jak minicony.
Nagle usłyszeli szelest za plecami. Zareagowali błyskawicznie.
- Eee... Cześć? - wyjąkał Denny na widok protoblastera. – Nie w porę?
- Wybacz, Denny. – Strongarm schowała broń. – Co tu robicie? Myśleliśmy, że wciąż jesteście na złomowisku.
- Bee uprosił Starscream’a, żeby nas wypuścił.
- Znaczy, że teraz Scream ma tylko trzech naszych przyjaciół? Fajnie – podsumował Sideswipe
- Tak, ale teraz będzie trudniej – Strongarm ostudziła zapał kolegi. – Mieliśmy szansę, bo się rozdzielili. Teraz będą raczej trzymać się razem. A z całą jedenastką nie damy sobie rady.
- Chyba że otrzymamy wsparcie.
- Jakie wsparcie?
- Zapomniałaś o Optimusie? Będzie za kilka godzin.
- No tak... Ale nie może wylądować na złomowisku!
- Dlaczego? To byłoby niezłe - Sideswipe wciąż się uśmiechał – Zapewniło by nam element zaskoczenia.
- Myślisz?
- W przeciwieństwie do ciebie... Auu!
Strongarm kopnęła go w kostkę.
- Mówiłaś, że mogę...
- A ty, że cię to nie bawi. Zdecyduj się.
Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami.
- A może usiądziemy razem i wymyślimy jakiś sensowny plan? – Spytał szybko Russel – Zanim znów zaczniecie się bić? Pamiętajcie, tu nie ma ani Bee, ani Grima. Nie ma komu was rozdzielić.
- Nie będzie trzeba. – zapewniła go Strongarm
- Dokładnie. Niektóre boty potrafią nad sobą panować...
- Racja. Inaczej już dawno bym cię rozwaliła.
- Nie wiadomo, kto kogo.
- Spokój!
Oba boty spojrzały na Denny’ego z najwyższym zdumieniem.
- Czy ty usiłowałeś być... Groźny? – zapytał drwiąco Sideswipe
- Niezupełnie. Chciałem być stanowczy. Ktoś musi.
- Masz rację, Denny – potwierdziła Strongarm – Wybaczcie. To w naszych rękach leży los naszych przyjaciół, Sideswipe.
- Wiem. Prowadź, szefowo. – zgodził się niechętnie.
- Sideswipe, posłuchaj...
- Nie, to ty posłuchaj – przerwał jej – Kilka razy już miałaś okazję dowodzić i jakoś wszyscy jeszcze żyjemy. Nigdy nie myślałem, że to powiem, ale... Ufam ci. Bez zastrzeżeń.
Spojrzała na pozostałych. Wszyscy skinęli głowami.
- Dziękuję wam. Proponuję teraz się ukryć, ale niedaleko od złomowiska. Pozostaje nam czekać na Optimusa. Do jego przyjazdu i tak nie możemy ich zaatakować. Chcę zwrócić Bumblebee drużynę w pełnym składzie. Fixit!
- Tak?
- Masz przy sobie skaner?
- Oczywiście.
- Powiedz mi, gdy tylko zauważysz ślad Optimusa.
Bumblebee, Grimlock i Drift siedzieli na ziemi i patrzyli ciekawie, co robią decepticony. Otoczeni przez sześciu wrogów i tak nie mieli zbyt wiele do roboty. Pozostali pod wodzą Starscream’a składali przyniesione z lasu części. Dziwna maszyna rosła w oczach. Pośrodku stał dość wysoki filar, zwieńczony kulą. Od połowy jego wysokości do podstawy biegły łukowate podpory, wystarczająco wysokie, by zmieścił się pod nimi autobot...
- Bee? Co to może być? – Grimlock wyraźnie się bał.
- Skąd mam wiedzieć? W życiu czegoś takiego nie widziałem...
- Oświecę was – okazało się, że Starscream stoi tuż nad nimi. – Poprzez prezentację.
Przez chwilę wodził spojrzeniem od jednego autobota do drugiego.
- Może dinobot? – Podsunął mu Sandstorm – Jest najsilniejszy, pokaz będzie mógł trwać dłużej.
- Racja. Pozwól, olbrzymie. Stań tutaj.
- Nie! – Bee rzucił się do przodu i równie szybko zatrzymał. Sandstorm znów celował w Drifta.
- Uspokoisz się wreszcie, Bumblebee?
Bee bezradnie patrzył, jak decepticony przywiązują Grima łańcuchami. Starscream podszedł bliżej i nadzorował pracę.
- Ciaśniej – pouczał podwładnych – Musi jak najdokładniej przylegać do filaru. Tak lepiej.
Sięgnął ręką do dźwigni. Bee i Drift śledzili każdy jego ruch.
- Światła, kamera... Akcja!
Pociągnął za dźwignię.
Grimlock naprężył się i krzyknął rozdzierająco. Po filarze pomknęły niebieskie krople, znikające w wielkiej kuli.
Starscream wyłączył maszynę. Grim zawisł bezwładnie na łańcuchach.
- Przedstawiam wam moje najnowsze odkrycie. Wysysacz energonu. Czyż to nie wspaniała maszyna?
Bumblebee nie był w stanie powiedzieć ani słowa. Podszedł do dinobota, który właśnie podnosił głowę.
- Jak się czujesz, Grim?
- Ujdzie. Choć wolałbym tego nie powtarzać...
- Cudowne, prawda? – zachwycał się Starscream – Zobaczcie, tu mam regulator. Mogę ustawić pełną moc, która wykończy waszego kolegę w kilka chwil. Albo najmniejszy pobór, by pokaz trwał dłużej... Popatrzcie.
Znów pociągnął dźwignię. Tym razem Grimlock nie krzyknął, a niebieskie krople wędrowały dużo wolniej.
- Całe paliwo zbiera się w tym kulistym zbiorniku. I można je potem wykorzystać. Genialne.
Grimlock jęknął głośno. Bee odwrócił się do Starscream’a.
- Przestań! - Starscream popatrzył na niego drwiąco. Bee opanował się. – Proszę. Wypuść go. Jestem twój, ale zostaw moich przyjaciół. Przecież to na mnie chcesz się zemścić.
- Właśnie to robię, Bumblebee. Jaka zemsta będzie lepsza, niż wykończenie całej twej ekipy? Na twoich oczach? Czy jest coś, co zaboli cię bardziej?
Bumblebee jęknął głucho. Nie mógł sobie wyobrazić nic gorszego. A Starscream o tym wiedział.
Wyłączył maszynę. Grimlock odetchnął z ulgą.
- Nie za wiele naraz... Chcemy, by przedstawienie trwało, prawda? A może damy odpocząć naszemu zielonemu koledze? Kto na ochotnika?
Rozkuli Grimlocka, który upadł na kolana. Po chwili jednak zdołał wstać i podszedł do przyjaciół.
- Nnic... Mi nie jest – wyjąkał – Tylko jestem... Troszkę osłabiony.
- Twoja kolej, Drift. Zapraszamy.
Bumblebee zacisnął pięści. Drift powstrzymał go gestem.
- Spokojnie, Bumblebee. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale ja nie jestem dla drużyny aż tak ważny, jak ty.
Bee poczuł, że przetwornik mowy go zawodzi. W ciszy patrzył, jak Drift zajmuje miejsce opróżnione przez Grimlocka.
Starscream przesunął dźwignię.
Optimus widział już ziemię. Włączył skanery dalekiego i bliskiego zasięgu. Po chwili na monitorze pojawiły się symbole. Zdumiał się, widząc znaki decepticonów na złomowisku. Tuż obok nich były trzy symbole autobotów...
Teraz już zaczął się bać. Zwiększył pole skanowania, szukając jeszcze jakiegoś znaku życia.
Dwa autoboty, trzy minicony i dwoje ludzi usiłowało usadzić się wygodnie w jaskini. Niestety była dla nich za mała. Ale w pobliżu złomowiska nie było większej.
Zwłaszcza Strongarm i Sideswipe musieli się mocno garbić. Nie wpływało to dobrze na ich humory i tylko powaga sytuacji sprawiała, że oboje jeszcze żyli.
- Optimus do Strongarm – sygnał z komunikatora przerwał kolejną ponurą wymianę zdań – Odbiór!
- Zgłaszam się.
- Jestem już niedaleko. Jak wygląda sytuacja?
- Starscream podstępem wdarł się na złomowisko. Jest ich jedenastu. Mają Bumblebee, Drifta i Grimlocka.
- A reszta?
- Są ze mną. Co robimy?
- Czy zdołacie zbliżyć się do złomowiska? Pod samo ogrodzenie?
- Chyba tak. Jeśli nas nie usłyszą.
- Według mojego skanera wszyscy są skupieni wokół centrum dowodzenia. Czy znacie jakieś przejścia przez ogrodzenie? Miejsca, gdzie nikt was nie zobaczy?
- Parę by się znalazło – mruknęła Strongarm, świadoma krzywego spojrzenia Sideswipe’a.
- Więc posłuchajcie...
W absolutnym skupieniu wysłuchali planu Optimusa. To miało szansę się udać...
Drift zamknął oczy. Ze wszystkich sił starał się być mężny, ale słabł coraz bardziej i było to okropne uczucie. Zdecydowanie wolałby nawet najsilniejszy ból...
- Starscream! Proszę cię! – Bee był zdesperowany – Przestań! Weź mnie!
- Nie. Chcę, żebyś na to patrzył.
- A może jednak Bumblebee wypróbuje naszą maszynę? – zaproponował Sandstorm – W końcu nie wie jeszcze, co tak naprawdę czują jego koledzy...
- To nie jest taki głupi pomysł. Zmiana!
Bumblebee odetchnął z ulgą. Podejrzewał, że tego nie przeżyje, ale wolał już zginąć i nie widzieć cierpienia przyjaciół. Podszedł do maszyny. Wyciągnął rękę do Drifta.
- Cokolwiek się stanie, wiedz, że praca z tobą była zaszczytem.
- Nawzajem, przyjacielu. – Drift uścisnął mu dłoń.
Bee skinął głową Grimlockowi i zajął miejsce przy słupie. Decepticony zaczęły oplatać go łańcuchami.
Sideswipe i Strongarm jechali obok siebie.
- Tutaj! – otworzyła drzwi, wypuszczając Denny’ego, Russela i Fixita.
Sideswipe transformował się i podsadził wszystkich trzech. Przeskoczyli mur i ukryli się między złomem. Denny rozejrzał się ostrożnie.
- U mnie czysto – wyszeptał do krótkofalówki – idziemy na pozycję.
- Przyjęłam.
Oba autoboty odjechały.
- Dokąd teraz?
- Przy wschodniej ścianie jest miejsce, gdzie mnie kiedyś przyłapałeś. Tam podrzucimy minicony.
- A tak między nami... Dużo masz tych tajnych przejść? Nie powiem Bee, słowo.
- Dziewięć. Z czego porucznik zna sześć. To było takie ćwiczenie, miałam wykradać się z bazy tak, żeby nie wiedział, którędy wychodzę. Powiedział, że to się może kiedyś przydać.
- I wykrakał... Tutaj?
- Jeszcze kawałek.
Bumblebee zdołał złapać kawałek łańcucha i zacisnąć go w dłoni. Drugą ręką zrobił to samo. Gdy skończyli go wiązać, wypuścił zapas. Ale łańcuch owijał go wielokrotnie, luz na dwóch zwojach niewiele mu pomógł. Zaczął nieznacznie poruszać rękoma, chcąc naciągnąć łańcuch i rozłożyć zapas równo.
Starscream przesunął dźwignię. Bumblebee poczuł nagle, jak energon opuszcza jego ciało. Jego stopy ogarnął lodowaty chłód.
„Jak Drift to zniósł? Nawet nie jęknął... Ja chyba nie wytrzymam...”
Jego stopy były już jak martwe. Chłód wspinał się teraz po nogach, dotarł już prawie do kolan. Uczucie zimna zaczęło obejmować też dłonie.
Dłonie.
Zmuszając się do największego wysiłku w życiu, Bee znów zaczął pracować nad uwolnieniem rąk.
- Strongarm do Optimusa. Melduję, że wszyscy są na pozycjach. Za chwilę obejmę swoją.
- Doskonale. Posłuchajcie wszyscy. Od teraz, do momentu, gdy wysiądę ze statku, obowiązuje absolutna cisza. Nikt nic nie mówi i nikt się nie rusza. Bez odbioru.
Strongarm rozłączyła się i podeszła do ogrodzenia. Ostrożnie spojrzała ponad murem. Ze swojej pozycji widziała grupę botów i conów. Stali w półkolu, tyłem do niej.
„Na co oni wszyscy patrzą?” zastanowiła się krótko. Nagle dotarło do niej, że żaden ze stojących nie jest żółty...
Poruszanie rękami było coraz trudniejsze. Mimo to Bumblebee jakoś wyplątał prawą rękę z części zwojów. Dzięki temu udało mu się wypracować więcej luzu.
Starscream wyłączył maszynę.
- I jak się czujesz?
- Wprost rewelacyjnie! Dawaj dalej, to zupełnie nowe doświadczenie!
- Coś mi mówi, że Bee próbuje nadrabiać miną – szepnął Grimlock do Drifta.
- Nasz szlachetny dowódca usiłuje sprowokować Starscream’a, żeby wyładował swój gniew na nim, a nie na nas.
Drift nie spuszczał wzroku z Grimlocka. Walczył ze sobą, żeby nie spojrzeć tam, gdzie chyba dostrzegł dwie niewielkie postacie.
Grimlock trącił go lekko palcem. Wskazał za plecy Drifta i spojrzał na wrak czerwonego samochodu, stojący w pobliżu.
Obaj poczuli ulgę. Odsiecz jest blisko. Już niedługo.
Optimus stał przy trapie swego statku. Zamknął oczy i jeszcze raz przypomniał sobie cały plan, punkt po punkcie.
Uda się. Musi się udać.
W ostateczności będę improwizował.
Otworzył oczy. Zniżył lot statku. Wyłączył mechanizmy maskujące i otworzył trap.
Zanim ktokolwiek się połapał, spadł jak grom na Starscream’a.
- Teraz! – głos Strongarm rozbrzmiał we wszystkich komunikatorach.
Grimlock i Drift odskoczyli na bok, by nie przeszkadzać kolegom.
Sideswipe rzucił się na najbliższego wroga.
- My się chyba już dziś widzieliśmy – dwoma ciosami i kopniakiem posłał go na ziemię. – Chyba ci pecha przynoszę. – Zabrał się za następnego. Według planu miał jak najszybciej wyeliminować najsłabszych, by zmniejszyć przewagę liczebną.
Strongarm zaczęła strzelać do Sandstorma. Ten natychmiast się na nią rzucił.
Z alejki wyjechał dźwig, prowadzony przez Denny’ego i dołączył do ogólnej rozwałki.
Grimlock zaczął się szarpać z kajdankami.
- Pozwolisz, że ci pomogę?
Ten głos sprawił, że obaj zgłupieli. Osłupiali patrzyli na Fixita i Russela. Fixit uruchomił palnik. A Russel trzymał miecz Drifta.
Oba uwolnione boty ruszyły do walki. Fixit i Russel pobiegli do swojej stałej kryjówki.
Z całego tego chaosu najbardziej ucieszył się Bumblebee. Wreszcie nikt na niego nie patrzył i mógł swobodnie szarpać się z łańcuchem. Już prawie, prawie...
Cios Optimusa rzucił Starscream’a w jego stronę. Scream spojrzał na Bee i przestawił maszynę na pełną moc. Wyciągnął rękę w stronę dźwigni.
Bumblebee udało się uwolnić prawą rękę. Złapał Starscream’a i przyciągnął do siebie dokładnie w chwili, gdy ten włączył maszynę. Mocno otoczył go ramieniem, nie pozwalając na wyłączenie wysysacza
Obaj krzyknęli jednym głosem.
- Zginiesz razem ze mną, Bumblebee.
- Nie mam nic przeciwko.
Optimus chciał przyjść z pomocą przyjacielowi, ale dwa inne decepticony zastąpiły mu drogę.
Strongarm z trudem parowała ciosy Sandstorma. Sama nie zadała jeszcze ani jednego. Co chwilę odskakiwała, by razić go z protoblastera, ale szybko znów zmniejszał dystans.
- Strongarm, Sideswipe! – usłyszeli głos Drifta – trzeba wyłączyć tę maszynę! Ona zabije Bumblebee!
Strongarm rzuciła okiem w tamtą stronę i to był błąd. Sandstorm wyprowadził cios w klatkę piersiową, który ją powalił. Podszedł, zamierzając się do drugiego uderzenia.
Nagle z lewej strony dostrzegła jakiś czerwony cień. To Sideswipe uporał się z trzema najsłabszymi i teraz zabierał się za przeciwników o wyższym levelu.
Strongarm rozejrzała się rozpaczliwie. Widziała dźwignię, ale bała się strzelać. Wyłączyła swój miotacz i ścisnęła go pewniej w dłoni.
Rzuciła, wkładając w ten rzut całą rozpacz, siłę i nadzieję, jakie jej jeszcze pozostały.
Trafiła. Ale była teraz bezbronna.
Optimus próbował się dostać do Bumblebee, jednak przewaga liczebna wrogów była zbyt wielka. Pokonał jednego, ale na jego miejscu stanął następny. I następny. I jeszcze jeden.
Zacisnął usta i walczył.
Drift trafił na godnego przeciwnika. W innych okolicznościach cieszyłby się tym pojedynkiem, ale był zbyt osłabiony. Mimo to mężnie stawiał czoła szermierzowi równemu sobie, ale w pełni sił. Nagle za plecami wroga dostrzegł ruch. By odwrócić jego uwagę, przykląkł na chwilę, jakby zbierał siły. Decepticon uniósł miecz.
Splitstream i Jetstorm pojawili się znikąd. Wskoczyli mu na plecy i zasypali gradem ciosów. Odrzucił ich, ale w tej chwili Drift zerwał się i uderzył go w szczękę, wykorzystując siłę nie tylko rąk, ale i nóg. Decepticon upadł z łoskotem na ziemię.
Grimlock walił w swego przeciwnika raz za razem. Sam też nieraz oberwał. Wyglądało na to, że trafił na twardziela. A ponieważ miał dłuższą chwilę, żeby odpocząć, nie miał nic przeciwko porządnej bijatyce.
Starscream oderwał się od Bumblebee, który nie mógł mu już przeszkodzić. Wisiał bez ruchu na łańcuchach, niczym martwy.
Starscream spojrzał na niego z pogardą.
- Było ze mną nie zadzierać, Bumblebee. Jak widzisz, albo i nie, byłeś, jesteś i będziesz zbyt mały, by się ze mną mierzyć.
- Odwołaj to!
Spojrzał w stronę, z której dobiegł głos. I zobaczył coś na kształt biało-niebieskiego pocisku.
Strongarm usiadła na nim i zdzieliła go z całej siły w głowę.
Sideswipe nagle zrozumiał, jakim cudem Sandstorm pokonał Drifta i Bee. Tylko swojej tak zachwalanej szybkości zawdzięczał to, że jeszcze stał na nogach. Jednak był coraz bliższy wołania o pomoc.
Nie musiał wołać.
Optimus uporał się wreszcie ze swoimi przeciwnikami i rozejrzał się. Bez namysłu pobiegł w stronę Sideswipe’a i stanął między nim, a Sandstormem.
- Pomóż innym! – rozkazał krótko – A ty zmierz się z kimś twojego formatu...
Starscream zrzucił Strongarm i kopnął ją w udo. Zerwali się i znów skończyli na siebie. Osłabiony działaniem maszyny nie był zbyt trudnym przeciwnikiem nawet dla niedoświadczonej kadetki. Pomógł mu przypadek.
Przewracali się po ziemi, to jedno było w górze, to drugie.
Strongarm udało się wydostać na wierzch. Uderzyła Starscream’a jeszcze dwa razy.
Nagle ręka decepticona na coś trafiła.
Zacisnął dłoń na miotaczu i włączył go.
Gdy dostała w pierś, uświadomiła sobie, że oberwała z własnej broni. Odrzuciło ją do tyłu i zamroczyło na dobrą chwilę.
Optimus dawno nie miał okazji mierzyć się z przeciwnikiem tak wysokiej klasy. Gdyby było to starcie sam na sam, pewnie jeszcze by je przedłużał. Ale strach o drużynę, a przede wszystkim o Bumblebee, sprawił, że skupił się na jak najszybszym pokonaniu Sandstorma. Zadawał i parował uderzenia, szukając jednego słabego punktu.
Sideswipe zasłonił Strongarm w ostatniej chwili. Ścisnął miecz i zaatakował Starscream’a. Ten strzelał z miotacza Strongarm. Nagle czerwony bot zauważył, że decepticon porusza się coraz wolniej. Zamarkował cios mieczem i lewą ręką złapał miotacz. Kopnął cona w rękę, zmuszając do puszczenia broni. Kolejnym kopniakiem powalił go.
Odwrócił się i zrobił kilka kroków w stronę Strongarm. Odzyskała już przytomność i uśmiechnęła się do niego. Nagle uśmiech zniknął, a oczy rozszerzył strach.
Wiedział, co to znaczy.
Rzucił Strongarm jej broń i odwrócił się do Starscream’a. Con tym razem był bez broni, więc zwarli się w uścisku.
- Sideswipe!!! – usłyszał za plecami.
Szarpnął się i obrócił, pociągając Starscream’a. Ustawił go między sobą a Strongarm. A potem puścił i uskoczył.
Strongarm strzeliła. Starscream padł nieprzytomny.
Optimus wreszcie zdołał złamać obronę przeciwnika. Teraz to on dyktował warunki. A ponieważ chciał skończyć jak najszybciej, zasypał Sandstorma gradem uderzeń.
Fixit przeciął łańcuchy i Bumblebee opadł w ramiona Grimlocka. Ten ostrożnie położył go na ziemi. Wszyscy otoczyli Bee kołem.
- Co mu jest? – spytała Strongarm
- Ta przeklęta maszyna wyciągnęła z niego cały energon – wyjaśnił Drift. - Chyba straciliśmy Bumblebee.
- Może nie! – Sideswipe zachował nadzieję – Jeśli Iskra jest nienaruszona, Bee żyje! Trzeba go tylko naładować!
Fixit podjechał do maszyny.
- Być może uda mi się odwrócić jej działanie...
- Nie ma na to czasu! – Sideswipe zniecierpliwił się. Otworzył gniazdo na nadgarstku i wyjął kabel, którego używał do ładowania. Jego koniec podpiął do identycznego gniazda na ręku Bee.
Wszyscy w absolutnej ciszy śledzili wzrokiem każdą błękitną kropelkę.
Mijały sekundy i minuty. Mogliby przysiąc, że patrzą tak już godzinami.
W tej ciszy jęk Bumblebee zabrzmiał wyjątkowo głośno, choć tak naprawdę bardziej przypominał westchnienie. Ale nadzieja odżyła.
Bee jęknął drugi raz i otworzył oczy.
Optimus, odkąd powalił Sandstorma, stał w jednej pozycji, wciąż trzymając miecz, i patrzył na przyjaciela. Jego umysł zapętlił się na jednym słowie.
Nie.
Powtarzał je w myślach cały czas.
Dopóki nie obudził go zespołowy okrzyk radości.
Bee usiadł z pomocą Strongarm i powiódł spojrzeniem po członkach swojego zespołu. Uśmiechał się, ale nie miał jeszcze siły mówić. Padł na niego ogromny cień. Gdy podniósł głowę, napotkał wzrok Optimusa.
Prime klęknął przy nim.
- Bumblebee?
- Tak?
- Nigdy więcej mi tego nie rób.
- Też nie mam ochoty na powtórkę.
Sideswipe jęknął cicho i opuścił głowę. Bee dopiero teraz zauważył, że są połączeni. Odpiął kabel.
- Jesteś pewny? Ja dam radę...
- Nie ma takiej potrzeby, Sideswipe. Jakoś się doczołgam do centrum, nie jest daleko. Pomożecie?
Optimus zarzucił sobie na szyję jego jedną rękę, Grimlock drugą. Powoli ruszyli w stronę centrum dowodzenia.
Posadzili Bee i podłączyli do ładowania. Czuł, jak wraca do życia. To było wspaniałe uczucie.
- Dziękuję wam wszystkim, a zwłaszcza tobie, Optimusie.
- Zawsze możesz liczyć na moje pełne wsparcie.
- I nawzajem.
Rozejrzał się dookoła. Jego wzrok padł na maszynę Starscream’a.
- Trzeba by odzyskać stamtąd nasz energon.
- Pracuję nad tym, Poruczniku.
- Doskonale, Fixit.
- A sama maszyna? Rozebrać ją?
- Wymontuj tylko najważniejsze części. Korpus niech zostanie. Jako pomnik wszystkich porażek naszego starego przyjaciela...
Optimus się uśmiechnął.
- Ech, Bumblebee – westchnął – Ty się chyba nigdy nie zmienisz.
- A kto chce, żeby się zmieniał? – zaperzył się Grimlock
- Nikt.
Optimus i Strongarm zakuli wszystkie decepticony w kajdanki. Sideswipe i Drift pomagali Fixitowi. Grimlock zajął się transportem więźniów - brał po jednym w obie ręce i zanosił na statek. Bumblebee, wciąż słaby, obserwował wszystko z uśmiechem na ustach. Jak zwykle.
Nadszedł czas pożegnania.
- Jeszcze raz dziękuję, Optimusie. Bez ciebie chyba bym...
- Beze mnie też byście sobie poradzili. Strongarm wspaniale cię zastąpiła. Pozostali też spisali się na medal.
- Wiem. - Bee z dumą spojrzał na swoją drużynę. - Wiesz, co czasami myślę?
- Co takiego?
- Może i jesteś lepszym dowódcą. - gestem powstrzymał Optimusa, który chciał zaprzeczyć - Bardziej doświadczonym, cierpliwym, spokojnym... Ale takiego szczęścia do podwładnych to chyba nie miałeś.
- Mylisz się, Bumblebee. W obydwu punktach.
Uścisnęli sobie dłonie. Optimus odwrócił się i wszedł na statek. Po chwili uniósł się w powietrze i zniknął im z oczu...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)