środa, 21 grudnia 2016


Sideswipe: Długo będziemy tu siedzieć?!
Strongarm: Do rana. Potem wrócimy na złomowisko, czekać na Optimusa.
Grimlock: Może do tego czasu nie zardzewiejesz.
Sideswipe: Zamknij się, Grim. Strongarm, mam lepszy pomysł. Wróć do bazy sama, albo z Driftem. Grim i ja zostaniemy i będziemy monitorować sytuację. Jakby co, będziemy w kontakcie.
Strongarm: W sumie masz rację...
Sideswipe: A nie powiesz, że sama już na to wpadłaś?
Strongarm: Jak już mówiłam, nie jestem w nastroju do kłótni.
Sideswipe: No gdzie to zapisać...
Drift: Sideswipe, daj jej spokój!
Strongarm: Nie, Drift. Niech gada. Mnie to naprawdę nie rusza.
Uśmiechnęła się do Sideswipe’a, który odpowiedział jej tym samym.

Sandstorm- Jakim prawem tak traktujesz Bumblebee?
Starscream- Prawem zwycięzcy.
- Zwycięzcy? To ja go pokonałem! Ty nie kiwnąłeś palcem!
- Ale to ja stworzyłem cały plan. Musisz przyznać, że się sprawdził, Bumblebee jest mój.
- Nieprawda. Jest mój, bo nie dotrzymałeś umowy. Bumblebee jest moim jeńcem, nie twoim. Chyba że wypuścisz moich ludzi.
- Zastanowię się.
- Ja też.
Schylił się, chwycił Bumblebee za ramię i pomógł mu wstać.
- Chodźmy stąd.
- Co robisz? Dokąd go zabierasz? Stój?
Sandstorm dobył broni.
- To mnie zatrzymaj.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Potem Sandstorm odwrócił się i wyprowadził Bee z mostka.
- Dziękuję za wsparcie. – odezwał się Bumblebee po chwili milczenia.
- Nie dziękuj. Jeszcze nie jesteś wolny. Jeśli Starscream odda mi drużynę, będzie mi obojętne, co z tobą zrobi.
- I tak jestem wdzięczny. Przynajmniej nie muszę na niego patrzeć.
Jakiś czas szli w milczeniu, które przerwał Bumblebee.
- A jeśli Scream się nie ugnie? Będziesz mnie trzymał w nieskończoność? Jeśli tak, to mógłbyś mnie chociaż rozkuć.
- Nie ma mowy.
- OK, nie nalegam. Ale zastanawiałeś się nad tym? Bo wiesz, ja potrafię być denerwującym towarzyszem. Także przemyśl to, bo...
- Jeśli mnie zdenerwujesz, odstawię cię z powrotem na mostek. Nawet jeśli nie odzyskam drużyny.
Bee zamilkł. Na chwilę.
- Wiesz, że byłeś bliski swego celu?
- Niby kiedy?
- Przy tamie. Zamiast wyzywać mnie na pojedynek, trzeba było zwyczajnie poprosić o pomoc.
- I pomógłbyś mi?
- Dlaczego nie? Pomyśl, byłaby tu cała moja drużyna... Moglibyśmy przewrócić statek do góry nogami.
Sandtorm milczał. Bee, obserwując go kątem oka, zauważył że con intensywnie się nad czymś zastanawia. Postanowił na razie siedzieć cicho i czekać na rozwój wypadków.

W milczeniu doszli do aresztu. Bumblebee rozejrzał się – wkoło stały kapsuły hibernacyjne. Większość była zajęta, ale kilka pozostało pustych.

-No nie. – mruknął pod nosem. – Naprawdę chcesz to zrobić?
- Tak, Bumblebee. Właśnie tego chcę.
 Bee poczuł, że kajdanki puściły. Poruszył kilka razy dłońmi, potem wziął od Sandstorma swoją broń.
- Co teraz robimy? – zapytał
- To zależy od ciebie. Jesteś wolny. Możesz odejść.
Bee uśmiechnął się szeroko.
- Sam nigdzie nie idę. Którzy są twoi?
Sandstorm odpowiedział mu uśmiechem.


Sideswipe: Wiecie co, zrobię mały rekonesans. Może uda nam się zakraść do statku od drugiej strony?
Strongarm: Nie ma mowy. Nie narażaj się bez potrzeby.
Sideswipe: Ale strasznie się nudzę...
Strongarm: Zajmij się tym, w czym jesteś najlepszy. Czyli nicnierobieniem.
Sideswipe: A podobno nie jesteś w nastroju.
Drift: Cisza! Coś się dzieje!
Sideswipe: Słychać strzały?
Drift: Odgłosy walki, to pewne.
Strongarm: Myślicie, że Bumblebee próbuje się uwolnić?
Drift: To do niego podobne.
Grimlock: To Sandstorm! Nie sam.
Sideswipe: Znaczy odzyskał ekipę? Ale dlaczego cony Starscream’a do nich strzelają?
Strongarm: Bee! Wychodzi ze statku!
Bee stanął w drzwiach statku i osłaniał odwrót ekipy Sandstorma. Obejrzał się przez ramię.
- Nie możecie szybciej?!
- Nie bardzo. Są mocno osłabieni.
Bee cofnął się o krok. Że statku wybiegł decepticon, za nim drugi i trzeci.
- Musimy ich złapać, zanim Starscream się dowie, że uciekli!
Padł strzał i jednego z nich odrzuciło w tył. Nagle przed Bumblebee znaleźli się Drift i Sideswipe. Obaj podjęli walkę. Bee odwrócił się i spojrzał prosto w oczy uśmiechniętej Strongarm.
- Czemu nie jestem zaskoczony... Drift, Sideswipe, Grimlock! Pomóżcie conom. Strongarm, osłaniamy ich.
Oboje zasypali cony Starscream’a gradem strzałów, powoli wycofując się z polany.

- Jak się czują twoi podopieczni? – zapytał Bee, gdy już wszyscy byli bezpieczni w bazie.
- Teraz już dobrze. Potrzebowali tylko energon. Dziękuję za pomoc.
- Poruczniku, możemy porozmawiać?
- A konkretnie o czym?
- Dobrze wiesz. Ja...
- Wiesz, nie musisz mnie przepraszać.
- Mówisz poważnie?
- Tak. W pierwszej chwili byłem wściekły, przyznaję. Ale już mi przeszło. Nie będę cię karał za ten „żart”.
- Naprawdę? Dziękuję!
- Powiem więcej. Spełnię twoje życzenie i przestanę dawać ci fory na treningach.
Strongarm przez chwilę patrzyła w milczeniu na porucznika. Na jego przymrużone oczy i lekko kpiący uśmiech.
- Dlaczego mam przeczucie, że będę tego żałować?
- Bo będziesz.

- Tu jesteś. – Sideswipe podszedł do nich. – Co masz taką minę? Bee, chyba byłeś dla niej zbyt surowy...
- Przeciwnie, Sideswipe. Porucznik był zdecydowanie zbyt wyrozumiały...
Bee roześmiał się głośno.
- Idziemy biegać? Chodź, ścigamy się do rzeki.
- Nie ma mowy – zaprotestował Bumblebee – Nie opuścicie złomowiska, póki Starscream jest w okolicy. Gdy tylko cony Sandstorma dojdą do siebie, złożymy mu małą wizytę.
- Dobra – jęknął Sideswipe. – widzisz, upiekło ci się podwójnie. Nie dostałaś kary i nie przegrałaś w wyścigu. Dziś masz jakiś fartowny dzień.
- Ale żeby ci przyłożyć nie potrzebuję farta.
Odeszli, wymieniając kolejne złośliwości i szturchańce. Nad złomowiskiem zapadała powoli noc. Bee spojrzał w niebo i uśmiechnął się do gwiazd.

Nagle usłyszał dźwięk, którego nie mógłby nie rozpoznać. Dźwięk włączanego pistoletu energonowego. Powoli odwrócił się.

Sandstorm trzymał na muszce Denny’ego.
- Otwórz bramę.
- Co? Co ty robisz?
- Otwórz bramę. Już.

Bumblebee musiał usłuchać. Podszedł do bramy i wpisał kod. Powoli przejście się otworzyło.
- Bumblebee. Wyszedłeś bez pożegnania. Ale jak widzisz, nie chowam urazy. Nawet przyszedłem z rewizytą.
- Starscream!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz