niedziela, 18 grudnia 2016
Bumblebee zastanowił się. Sprawa wyglądała uczciwie...
- Tak, przyjmuję.
Obaj dobyli mieczy.
Ostrza zderzyły się raz i drugi. Bee od razu poznał, że ma do czynienia z wysokiej klasy przeciwnikiem. Ciosy były pewne i dobrze wymierzone. „Dobrze, że mam te trochę doświadczenia”, pomyślał. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, ale Sandstorm przeszedł do ataku.
Cofając się, Bumblebee intensywnie myślał. Z jednej strony było mu żal Sandstorma. Ale nie miał ochoty dostać się w ręce Starscream’a. „Ciekawe, co ja bym zrobił. Dla Strongarm, Sideswipe’a, Grimlocka, Drifta? On jest naprawdę w ciężkiej sytuacji. A przy tym nie ma pewności, że Starscream uwolni jego ludzi...”
Zablokował wyjątkowo mocny cios.
- A jeśli Starscream nie uwolni twoich conów?
- Uwolni. Dał słowo.
Bee zaśmiał się i przeszedł do ataku.
- Słowo Starscream’a jest mniej warte, niż trawa, którą depczemy. Nie dotrzyma obietnicy.
- Więc nie dostanie ciebie.
- Wierz mi, coś wymyśli.
Nagle spadły na niego cios, który prawie wytrącił mu broń z ręki.
- A co mi jeszcze zostało, Bumblebee? Co, poza nadzieją?
Uderzenia padały jak grad. Bee ledwo nadążał z parowaniem. Cofał się tylko krok za krokiem.
Ostrze spadało na niego z góry, więc osłonił głowę. Ale Sandstorm błyskawicznie zmienił kierunek ataku i wyprowadził cios w pierś, a potem w ramię. Bumblebee zachwiał się i klęknął. Sandstorm cofnął się, dając mu czas. Bee zebrał siły i wstał. Ale nie zdołał już przejąć inicjatywy. Zrozumiał, że trafił na przeciwnika o wyższych zdolnościach bojowych.
Drużyna obserwowała walkę w coraz większym napięciu. Zrozumieli, że ich dowódca może przegrać ten pojedynek. Wszyscy krzyknęli chórem, gdy Bee upadł po raz drugi. Tym razem upuścił miecz. Leżał przez dobrą chwilę, zanim się zorientowali, że jest nieprzytomny. Podbiegli do lidera i otoczyli go kołem. Strongarm przyklękła i dotknęła jego ramienia.
- Poruczniku...
Bumblebee jęknął cicho i otworzył oczy. Usiadł powoli.
- Szrot. Przegrałem?
- Niestety.
- Niech to. Dobry jest.
Pomogli mu wstać. Bee podniósł swój miotacz decepticonów i wyłączył go.
- Posłuchajcie. Sandstorm pokonał mnie w uczciwym pojedynku, więc nie możecie mnie odbić. A Starscream... Wybaczcie, ale to nie wasz level. Wezwijcie Optimusa, on będzie wiedział, co robić. Tymczasem nie podejmujcie żadnych kroków. Zrozumiano?
- Tak jest.
- Bee, wyjaśnij mi jedno. Zamierzasz tak po prostu iść do Starscream’a i dać się zabić?
- On mnie nie zabije od razu. Będzie chciał się nacieszyć swoim zwycięstwem. W tym cała moja nadzieja...
Odwrócił się i zrobił parę kroków. Przystanął. Nie chciał żegnać się że swoją ekipą, ale nie mógł też odejść bez słowa. Nie zasługiwali na to. Odwrócił się.
- Wiecie, że...
- Wiemy, Bee. – przerwał mu Grimlock – wiemy wszystko.
W milczeniu patrzyli, jak oddaje swą broń Sandstorm’owi i idzie za nim. Nie obejrzał się już. Po chwili zniknęli w zaroślach.
- Strongarm do Fixita!
- Zgłaszam się.
- Zwiększ zasięg komunikatorów i spróbuj wywołać Optimusa Prime'a. Powtarzaj wezwanie co dziesięć minut. Jeśli odpowie, daj mi znać.
- Tak jest.
- Bez odbioru. – rozłączyła się – Chodźcie.
- Czy ty zamierzasz ich śledzić?
- Tak. Jeśli masz coś przeciw, Sideswipe, możesz wrócić do leniuchowania.
- Sideswipe chyba nie to miał na myśli. Bumblebee kazał nam...
- Wezwać Optimusa. Zrobiliśmy to, Drift. I nie zamierzam podejmować żadnych działań. Chcę tylko wiedzieć, że Bee jest cały. Idziecie ze mną?
- Pod warunkiem, że nie będziesz zadawać durnych pytań.
- Przestań, proszę. Naprawdę nie jestem w nastroju.
- Co jest?
- Właśnie sobie uświadomiłam, że nie zdążyłam go przeprosić.
- Jeszcze będziesz miała czas.
- Mam nadzieję, Sideswipe.
Zbliżyli się do skraju lasu. Sandstorm zatrzymał się i odwrócił do Bee.
- Muszę cię skuć.
- Jasne. Choć nadal uważam, że popełniasz błąd. Scream nie dotrzyma słowa.
- Musi.
- Skoro tak uważasz...
Strażnicy przepuścilli ich bez trudu. Sandstorm prowadził na mostek. Drzwi otworzyły się i po chwili Bee stanął twarzą w twarz ze swoim największym wrogiem.
- Bumblebee... Jak się cieszę, że cię widzę!
- Mniej byś się cieszył, gdybym był wolny.
Jeden z conów uniósł rękę, ale Starscream powstrzymał go gestem.
- Ale nie jesteś. Nareszcie mogę się zemścić...
- Jeszcze nie możesz. – wtrącił się Sandstorm - Gdzie mój zespół?
- Są bezpieczni.
- Uwolnij ich. Obiecałeś.
- Nie przypominam sobie.
- Dałeś słowo, że ich uwolnisz!
- Nie. Dałem słowo, że ich odzyskasz. Możesz zostać tu z nimi. Pozwalam ci.
- Nie taka była umowa!
Bumblebee parsknął śmiechem.
- Chyba powinienem powiedzieć „a nie mówiłem”? Uch!
Tym razem Scream nie powstrzymał swego podwładnego, więc Bee aż zgiął się wpół.
- Mówiłem, jemu nie można ufać! Uch! Wiedziałem, że cię oszuka... Uch! Sam widzisz, jaki jest odważny i honorowy...
Kolejny cios powalił go na podłogę. Gdy zdołał wstać, spojrzał na Sandstorma. Nagle zrozumiał, że dalsze ciągnięcie tego tematu będzie nie tylko nieostrożne, ale i okrutne. Na twarzy cona malowała się prawdziwa rozpacz.
„No tak. Właśnie stracił swoją ekipę...”
- Brawo, Bumblebee – wycedził Starscream – widzę, że nauczyłeś się trzymać język za zębami.
- Rozkuj mnie, to ciebie też nauczę.
Nagle pomieszczenie rozbłysło, a potem pogrążyło się w ciemności. Bee upadł bezwładnie.
Strongarm i reszta stała między drzewami.
- Skubany umie parkować. Jeśli podejdziemy do statku, zobaczą nas od razu.
- Nie podejdziemy, Sideswipe. Będziemy tu czekać na okazję do odbicia porucznika.
- Optimus Prime do Bumblebee.
- Mówi Strongarm, Optimusie. Mamy tu awaryjną sytuację i potrzebujemy twojej pomocy.
- Dlaczego ty się że mną kontaktujesz? Gdzie Bumblebee?
- W rękach Starscream’a.
- Zrozumiałem. Spodziewajcie się mnie za jedną ziemską dobę. Bez odbioru.
- Dziękujemy.
- No to super. Optimus będzie jutro. Do jutra Bee chyba dożyje?
- Powinien. Będziemy ich obserwować. Dużo to nie pomoże, ale...
- Ale lepsze to, niż bezczynność.
- Może nadarzy się okazja, żeby go odbić.
- Bee powiedział, że mamy nie próbować.
- Tymczasem.
- Nie poznaję cię, Strongarm.
- Bo lepiej mi się myśli, gdy mnie nie obrażasz.
- Tylko dlatego, że martwię się o Bee. Nadrobię.
- Nie krępuj się.
Bumblebee powoli odzyskiwał przytomność. Potrząsnął głową, by wyciszyć dzwonienie w uszach. Powoli usiadł. Nagle chwyciły go dwie pary rąk i podniosły do pionu. Potem poczuł dwa jednoczesne kopnięcia i zmuszono go, by ukląkł. Rozejrzał się. Starscream patrzył na niego szyderczo. Podszedł i nachylił się.
- Mam nadzieję, że nie narzekasz na obsługę?
- Ten z lewej ma zimne ręce.
- Pewnie zastanawiasz się, co z tobą zrobię?
- Trochę jestem ciekaw, co tym razem ci się uroiło.
- Nic ci nie zrobię.
Zachichotał, widząc zdumienie na twarzy Bee.
- Absolutnie nic. Będziesz tu klęczał, a ja będę patrzył. I to potrwa.
- Jak długo?
- Aż skończy ci się energon...
Bee poczuł, jak paliwo przestaje krążyć. Zginąć w walce, to jedno. Ale siedzieć i czekać? Czuć, jak stopniowo słabnie? Szybko policzył w myślach – ładował się przed treningiem. Walka ze Strongarm, potem podróż, walka z Sandstormem... Biorąc pod uwagę, że pewnie nie będzie się od teraz zbytnio ruszał, ma przed sobą jakieś cztery dni.
Mnóstwo rzeczy może się wydarzyć przez cztery dni. Uspokoił się trochę. Ale tylko trochę. Bo wszystko wskazywało na to, że to będą bardzo długie dni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Helloł maj frend!
OdpowiedzUsuńPowiem, że szukałam czegoś z wątkiem yaoi, ale chyba się nigdzie tego nie doszukam.
Muszę niestety powiedzieć, że twoje opowiadanie jest mało przejrzyste. W pierwszym rozdziale było trudno się zorientować kto zaczyna mówić oraz nie było przerw oznaczonych, że akcja dzieje się gdzie indziej.
Na interlunkcję nie zwracam uwagi, chyba że zdanie straci sens.
Powinnaś jakoś bardziej rozbudować zdania wprowadzające dialogi i zaznaczyć kto co powiedział.
Mam nadzieję, że nie uraziłam bardzo moim komentarzem i liczę, że przemyślisz moje rady.
Poprawiłam, co było do poprawki. Z opowiadania na opowiadanie jest lepiej. Ale starych nie zmieniam.
Usuń27 yrs old Web Designer III Alic Simon, hailing from Pine Falls enjoys watching movies like Planet Terror and Foraging. Took a trip to La Grand-Place and drives a RX. ich strona
OdpowiedzUsuń