sobota, 17 grudnia 2016

 - Drift do Bumblebee.
 - Słyszę cię.
 - Melduję, że wszystko w porządku. Żadnych śladów deceptikonów.
- Przyjąłem. Słyszymy się za kwadrans.


 Westchnął cicho i bez najmniejszego ostrzeżenia rzucił się na Strongarm.
Pierwsze ciosy zablokowała bez trudu i wyprowadziła uderzenie w brzuch, które zgięło go wpół.
 - Dobrze, dawaj! – wydarł się Sideswipe.
Bee pozostał w schylonej postawie nieco dłużej, niż było to konieczne. Uśmieszek kadetki, gdy się prostował, przypomniał mu, że już jej nie na bierze na tę sztuczkę. Przyjął pozycję i z zadowoleniem patrzył, jak jego uczennica kontratakuje. Dopóki nie znalazł się na ziemi.
Przy wtórze śmiechu reszty drużyny niezdarnie przekręcił się na plecy. Jęknął głośno.
 - Ładnie tak rzucać przełożonym? A ty, Sideswipe, uprzedź mnie, zanim znów jej coś pokażesz.
 - Nic nie pokazywałem. Sama się nauczyła.
- Jasne.
Strongarm pochyliła się i wyciągnęła rękę. Opierała się tylko na jednej nodze... Bee w rozpaczliwej próbie odzyskania twarzy wyrzucił prawą nogę, jednocześnie pociągając ją za rękę. Upadła i  przeturlała się po nim. Zerwali się jednocześnie.
 - Dobra. – mruknął pod nosem – sama tego chciałaś.
Zatrzasnął osłonę twarzy. Strongarm uśmiechnęła się lekko i zrobiła to samo. Bumblebee przeszedł do ostrego ataku, ale żaden z jego ciosów nie trafiał w cel. Nagle kadetka, zamiast zablokować jego rękę, obróciła się w lewo. Pięść dowódcy trafiła w próżnię. Poczuł silne pchnięcie z tyłu i po chwili siedziała mu na plecach.
Usłyszał szczęk kajdanek.

 - Poruczniku Bumblebee. Jest pan aresztowany za ciągłe dawanie forów swej uczennicy, pomimo jej wielokrotnych próśb, by tego nie... Jaix...

Bumblebee siedział z rękami skutymi z tyłu. Jego mina mówiła wyraźnie „masz kłopoty”.
 - Rozkuj mnie. Już.
 - Dawaj kluczyki i chodu – podpowiedział Sideswipe. Posłuchała.
 - Sideswipe...
 - Weź, Bee, to był żart.
 - Mało śmieszny. Rozkuj mnie.
 - Zaraz.
 - Naprawdę myślisz, że jej nie dogonię?
 - Myślę że sama do ciebie przyjdzie i przeprosi. Odpuść jej. – Sideswipe nachylił się i rozpiął kajdanki.
 - Sideswipe...
 - Proszę.

Drift jechał niezbyt szybko. Był już daleko od złomowiska i słabo znał teren. Droga doprowadziła go do lasu, w dodatku zrobiła się kręta, więc zwolnił jeszcze bardziej. Na szczęście, bo za kolejnym zakrętem omal nie wpadł na powalone drzewo.

Wyhamował z trudem i transformował się. Właśnie zamierzał przeskoczyć pień, gdy usłyszał za sobą dziwny szmer. Odwrócił się błyskawicznie i stanął twarzą w twarz z atakującym, uzbrojonym w miecz, deceptikonem. Uchylił się przed ciosem, odepchnął przeciwnika i dobył miecza. Wróg zaatakował ponownie, zmuszając go do cofania się. Nagle Drift potknął się o pień i upadł na plecy. Upuścił miecz.

Deceptikon uniósł broń do ciosu. Drift zdążył jeszcze wyrzucić swoje minicony.

- Uciekajcie! Zawiadomcie Bumblebee! – krzyknął. Potem pochłonęła go ciemność.
Decepticon odwrócił się do Splitstream'a i Jetstorm'a. Pochylił się nisko.
- Tak, zawiadomcie Bumblebee. Powiedzcie mu, że czekam przy starej tamie. Jeśli zjawi się tam przed zachodem słońca, waszemu panu nic się nie stanie.
- Mistrz Drift jest naszym nauczycielem, nie panem!
- Wszystko jedno. Nie próbujcie mnie śledzić.
Odwrócił się, przerzucił Drifta przez ramię i zniknął w zaroślach.
Splitstream i Jetstorm dobrą chwilę trwali w bezruchu. Jet odblokował się pierwszy.
- Chodź, Split. Na złomowisko jest kawał drogi.

- Poruczniku?
- Tak, Fixit?
- Drift nie odzywa się od dwudziestu minut. Próbowałem go wywołać, ale bez skutku.
- Szrot. Drift, zgłoś się! Niech to, Fixit! Ogłoś alarm.

Zawyły klaksony, rozbłysły światła. Sideswipe i Grimlock podbiegli do konsoli Fixita.
- Drift się nie odzywa. Może mieć kłopoty.
- Albo stracił zasięg.
- Nie pora na żarty, Sideswipe. Trzeba go znaleźć.
- Szkoda, że minisy nie mają komunikatorów...
- Wielka szkoda. Ale trudno. Gaz do dechy i jazda!
Jego spojrzenie padło na Strongarm, która przezornie trzymała się z daleka.
- Masz szczęście. Na razie.
- Szczerze mówiąc, wolałabym dostać karę, a za to wiedzieć, że Drift jest bezpieczny.
- Cierpliwości. Jedziemy.

Drift powoli odzyskiwał przytomność. Siedział na jakimś kamieniu. Miał skute ręce i nogi.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz pomocy lekarza?
- Trzeba czegoś więcej, niż jednego ciosu, żeby mnie wyeliminować na dłużej. Kim jesteś?
- Decepticonem w rozpaczliwym położeniu. Jeśli dasz słowo, że będziesz spokojny, rozkuję cię.
- Jesteś uzbrojony, a ja nie. Nie jestem samobójcą.
Decepticon zachichotał cicho i otworzył kajdanki. Jednak nie spuszczał wzroku z Drifta.
- Możesz być spokojny. Pokonałeś mnie w walce, więc uważam się za jeńca.
- To tylko chwilowe. Bumblebee z pewnością zechce cię odbić.
- Jestem tego pewny.
- Chcę z nim porozmawiać. To wszystko. Potem będziesz wolny.
- Chciałbym ci wierzyć.

Trzy autoboty i jeden dinobot stały rzędem nad przepaścią i patrzyły na resztki zarwanego mostu.
- No pięknie. Ślad urywa się tutaj.
- Myślicie, że Drift spadł?
- Nie możemy tego wykluczyć.
- Poruczniku!
- Co tam, kadetko?
- Na skale nie ma śladów, ale tutaj trop znów się pojawia.
- Bieżnik Drifta. Nieźle. Prowadź.
Jakiś czas jechali w milczeniu.
- Bee chyba ci odpuścił.
- Nie sądzę, Sideswipe. Po prostu teraz ma ważniejszy problem. Mną zajmie się potem.
- I tak spokojnie o tym mówisz?
- Sideswipe. Nie da się ukryć, że przegięłam. Nie wiem, co mnie podkusiło. Lepiej, żeby porucznik ukarał mnie, niż żeby udawał, że wszystko w porządku. Na razie szuka... JAIX!!!

Strongarm rozpaczliwie nacisnęła hamulec, próbując nie rozjechać miniconów. Sideswipe transformował się i przeskoczył nad nią. Bumblebee zdążył się zatrzymać.

Grimlock nie.

- Co jest, maluchy? – zapytał Bee, gdy już wszyscy się pozbierali – Gdzie Drift?
- Nie wiemy,  poruczniku.
- Tamten decepticon go zabrał.
- Jaki decepticon? I nie mówcie, że duży...
Minisy zacięły się na chwilę.
- Mały nie był...
- Powiedział, że mamy cię zawiadomić.
- I że czeka przy starej tamie.
- Do zachodu słońca.
- Mamy jeszcze trochę czasu. Jedźcie z Sideswipe'm.
Sideswipe przywołał minicony i ruszyli dalej.

- Czego chcesz od Bumblebee?
- Już mówiłem. Porozmawiać.
- O czym? I dlaczego po prostu nie przyszedłeś do naszej bazy?
- Nie wiem gdzie jest. A poza tym nie spodziewałem się miłego powitania.
- O czym chcesz z nim rozmawiać?
- Chcę złożyć mu propozycję.
Do ich uszu dobiegł dźwięk silników.
- Chyba już są. Pozwól, Drift. – wziął do ręki kajdanki.
- To nie jest konieczne. Ale skoro ci zależy...
Drift odwrócił się, pozwalając skuć sobie ręce.
- Chodź.
Wyszli na otwartą przestrzeń.
- Widzę ich. Decepticon jest tylko jeden. Dziwne, że dał radę Driftowi...
- Bumblebee! – Zawołał decepticon – wiem, że już jesteś! Chcę z tobą pogadać!
- Idę! – odkrzyknął Bumblebee – Chodźcie ze mną, ale trzymajcie się z tyłu. Pamiętajcie, priorytetem jest bezpieczeństwo Drifta. Aha, wypuść maluchy, Sideswipe. Niech Drift je zobaczy.

Powoli wyszedł spomiędzy drzew. Stanął na środku polany. Decepticon podszedł do niego. Prowadził przed sobą Drifta. Co gorsza, trzymał mu pistolet przy szyi.
- Drift, nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku, Bumblebee
- To dla mnie zaszczyt, poznać słynnego Bumblebee.
- Bez wzajemności. Czego chcesz?
- Wybacz metody, do jakich się uciekam, ale inaczej rozmawiałbyś ze mną raczej przez pośrednika, na przykład pistolet. A tak się składa, że jestem w naprawdę rozpaczliwej sytuacji.
- Dlaczego? Puść Drifta, proszę. Obiecuję, że nie zaatakujemy cię, póki się nie rozmówimy.
Decepticon po chwili namysłu posłuchał. Ale broni nie schował.
- Mam na imię Sandstorm. Pewnie o mnie nie słyszałeś. Kiedyś pracowałem dla Starscream'a, ale odszedłem od niego i zebrałem własny zespół decepticonów.
- Nie dziwię ci się. I?
- Starscream odnalazł mnie i próbował przekonać do powrotu. Gdy mu się nie udało, zaczął przekonywać moich podwładnych. Obiecał im góry energonu, sławę i chwałę. Nic dziwnego, że dali się nabrać.
- Nabrać?
- Tak. Gdyby był dla nich dobry, nic bym nie mówił. Ale traktuje ich jak niewolników.
- Więc porwałeś Drifta, żeby dostać mnie i wymienić na swoich ludzi?
- Nie. Porwałem Drifta, żebyś mnie wysłuchał. Drift, odwróć się – rozpiął kajdanki – jesteś wolny. Twoja broń leży tam.
Drift uzbroił się i podszedł do swojej drużyny.

- A teraz, Bumblebee, wyzywam cię na pojedynek. Sam na sam. Jeśli wygram, pójdziesz ze mną do Starscream’a. Jeśli przegram, jestem twój. Przyjmujesz wyzwanie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz