środa, 28 grudnia 2016

Starscream na czele swych conów wszedł na złomowisko.
- Widzisz, Sandstorm? Mówiłem, że numer ze zrozpaczonym dowódcą zapewni nam zwycięstwo?
- Miałeś rację, przyznaję. Ale nie mogłem przecież wiedzieć, że taki doświadczony żołnierz da się zrobić jak jakiś minicon – zadrwił Sandstorm.
Bee stał bez ruchu, niezdolny nawet się odezwać. Właśnie sprowadził swego odwiecznego wroga do własnej bazy. Zawiódł drużynę. Sideswipe’a, Strongarm, Grimlocka, Drifta, Fixita, Splitstream’a, Jetstorm’a... Nawet Denny’ego i Russela...
Myśl o ludziach nagle go odblokowała.
- Starscream! Dobra, podszedłeś mnie. Wygrałeś. Jestem twój – Bee wyjął swoją broń i oddał ją Scream’owi – Ale Denny i Russel nic ci nie zrobili. Wypuść ich. Proszę.
- Jak ładnie poprosisz, to się zastanowię. – Zawiesił głos na chwilę – No, na co czekasz? Na kolana...
Bumblebee zastygł. Potem powoli, zmuszając się do każdego ruchu, zgiął kolano. I drugie.
Starscream wybuchnął drwiącym śmiechem.
- Sandstorm, nagrywaj – zarechotał – a ty, chyba masz mi coś do powiedzenia?
- Wypuść ich, proszę...
Starscream przez chwilę cieszył się swoim triumfem. Potem skinął na Sandstorma. Ten puścił Denny’ego. Russel podbiegł do ojca. Razem podeszli do wciąż klęczącego Bee.
- Nic wam nie jest?
- Nie, dzięki. Bumblebee... Czy nasze życie jest warte tyle samo, co twoja godność? – spytał Denny
- Nie, przyjacielu. Jest warte dużo więcej. Idźcie już.
- Nie zostawimy cię.
- Denny. Doceniam twoją postawę, ale jeśli zostaniesz, to, co zrobiłem straci cały sens. Poza tym musisz chronić Russela. Do zobaczenia.
- Mam nadzieję.
Wyszli przez bramę, odprowadzani wzrokiem Bee.
- Halo! Jest tu kto?! – nawoływał Sandstorm – Wasz dowódca was wzywa! Nie każcie nam długo czekać, bo Bumblebee może spotkać coś nieprzyjemnego...


- No nie! – Strongarm zatrzymała się tak gwałtownie, że Sideswipe wpadł na nią
- Ej, światło stopu ci nie działa.
- Wybacz. Ale właśnie sobie przypomniałam, że nie odwołaliśmy Optimusa. Przeleci pół wszechświata na darmo!
Sideswipe skrzywił się.
- Może przywiezie parę nowych historyjek...
- Naprawdę myślisz, że  nie ma nic innego do roboty, tylko opowiadać nam bajki?
- Kiedyś ty tak myślałaś... – zrobił szybki unik. I zbaraniał na widok jej uśmiechu – Co, nie walniesz mnie?
- Nie. Dziś możesz gadać do woli. Za to, że wstawiłeś się za mną rano.
Sideswipe uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki, ale chyba nie skorzystam. Gdy się nie wściekasz, to przestaje być zabawne.
Strongarm zaniosła się śmiechem.
- Chodź, nadamy wiadomość do Optimusa.
Zawrócili i powoli skierowali się w stronę centrum dowodzenia.


Bee patrzył, jak Drift oddaje Sandstormowi miecz. Grimlock dał się skuć, podobnie jak Fixit. Drift podszedł do dowódcy i pomógł mu wstać.
- Przepraszam, że was w to wkopałem.
- Jak to kiedyś powiedziałeś? Wszyscy popełniamy błędy. – pocieszył go Grimlock.
- Przynajmniej jesteśmy razem. – dodał Drift
Starscream nagle coś sobie przypomniał.
- To nie wszyscy! Gdzie ta policjantka! I ten czerwony?!
- Sideswipe i Strongarm? – Bee próbował nadrabiać miną – Sam chciałbym wiedzieć. Pewnie jak zwykle wymknęli się ukradkiem na mały wyścig.
Świadomie starał się mówić jak najgłośniej, w nadziei, że przyjaciele go usłyszą i unikną pułapki.
- Wezwij ich! Natychmiast! – Widząc, że Bee się waha, Starscream wziął na muszkę Drifta – No już!
Bee westchnął. Jeszcze nigdy nie ruszał się tak wolno. W czasie, gdy podnosił rękę i szukał przycisku, do którego trafiłby nawet nieprzytomny, gorączkowo myślał.
- Bumblebee do Strongarm i Sideswipe’a! Macie natychmiast wracać do bazy! I ostrzegam, jeśli jeszcze raz wyjdziecie bez pozwolenia, przerobię oboje na żyletki!!! - Rozłączył się. – Niedługo powinni wrócić.

Sideswipe i Strongarm patrzyli na siebie nawzajem.
- Czy tylko mi coś nie pasuje w wiadomości od Bee?
- Ja się zastanawiam, czy to na pewno była wiadomość od porucznika. Głos poznałam, ale...
- Rozkaz to rozkaz. Wracamy.
- Ale ostrożnie. Na wszelki wypadek...

Starscream powoli tracił cierpliwość.
- Ty! – krzyknął na Drifta – wypuść minicony!
- Nie wystawię moich uczniów na niebezpieczeństwo. Prędzej zginę.
- Jedno nie wyklucza drugiego. Mam dla odmiany wziąć na muszkę Bumblebee?
Drift westchnął i wyrzucił oba minisy.
-Splitstream, Jetstorm! Stańcie za mną i zachowajcie spokój!
-Tak jest, mistrzu. – maluchy nie ukrywały przerażenia.
- Bumblebee! Gdzie tych dwoje? – Niecierpliwił się Starscream. – Już powinni tu być!
- Może odjechali za daleko? Zaraz ponowię wezwanie.
- Nadajesz się na dowódcę, jak drut kolczasty do polerowania! Nie dziwię się, że się ciebie nie słuchają. Wy! Przeszukać złomowisko!
- A ja się dziwię, że twoi słuchają się ciebie... Nie!
Sandstorm wziął spory zamach i walnął Fixita w klatkę piersiową. Minicon przeleciał spory kawałek i uderzył w ścianę baru Denny’ego. Upadł bezwładnie.
Bumblebee podbiegł do przyjaciela.
- Fixit! Odezwij się! – Odetchnął z ulgą, widząc że ten otwiera oczy – Jesteś cały?
- Nie, poruczniku. Ale już do tego przywykłem, więc nie ma problemu.
Bee uśmiechnął się lekko.
- Przepraszam. Więcej nie będę go prowokował, słowo.
- Jaka urocza scenka – drwił Starscream – Ruszaj się, Bumblebee. Mam dla was robotę. Chodźcie!
- Będę pilnował miniconów. Jeśli ktoś z was będzie niegrzeczny, oni za to zapłacą. – zagroził Sandstorm.
Autoboty i dinobot powoli ruszyły za Starscream’em.
- Jak ja bym mu przywalił, jak ja bym mu...
- Spokojnie, Grim – utemperował kolegę Bee – Mają nasze minisy. Nie możemy ich narażać.
- Wiem, szefie. Ale jak uwolnimy maluchy?
- Wtedy będziesz musiał ustawić się w kolejce.

Sideswipe wszystko obserwował przez szczelinę w ścianie złomu. Starscream i trzy inne cony wyprowadzali właśnie Bee, Grimlocka i Drifta poza złomowisko. Dwa roboty poszły w głąb złomowiska, zapewne szukać jego i Strongarm. Przy centrum dowodzenia został Sandstorm z czwórką swoich conów. Nie odkładali broni i nie spuszczali wzroku z miniconów.
Nie spuszczali wzroku...
Sideswipe wycofał się powoli i wrócił do ukrytej Strongarm. Pokrótce opisał jej sytuację.
- Więc możemy odbić... – Przerwała, słysząc głosy.
-To pewnie ci, których wysłał Starscream, żeby nas znaleźli – szepnął Sideswipe
- Więc niech nas znajdą.
Zachowując całkowitą ciszę zbliżyli się do rozmawiających robotów i zajęli pozycje po przeciwnych stronach alejki.

- Trzeba było iść w lewo! Na pewno wyszli z bazy!
- Starscream kazał szukać na złomowisku.
- I co z tego? Mógłby czasem...
Zamilkł, patrząc gdzieś za swojego kolegę. Ten obejrzał się i stanął twarzą w twarz ze Strongarm. Mocno wkurzoną.
- Nas szukacie?
- Tak, ciebie... Czekaj, jak to nas?
Sideswipe złapał obydwu za karki i mocno uderzył głową o głowę. Pchnął jednego na Strongarm, która wyprowadziła błyskawiczny lewy prosty. Con upadł na ziemię. Sideswipe poczęstował swojego kilkoma ciosami, również pozbawiając go przytomności.
Strongarm zakuła oba decepticony.
- Dwóch mniej – podsumował Sideswipe.
- Nie na długo. Nie damy rady ich zabrać, a tutaj w końcu ich znajdą.
- Chyba że utrudnimy im poszukiwania. Odsuń się.
Pchnął stertę złomu, która przykryła wrogów.
- Teraz maluchy. Masz jakiś plan? – spytał Sideswipe.
- Odwrócę ich uwagę, a ty zabierzesz minisy. Jestem szybsza, a ty ciut lepszy w walce wręcz.
- Z drugim się zgadzam, pierwsze jest do przedyskutowania.
- Chętnie, ale w większym gronie. Gdy już porucznik i reszta będą wolni.



Szli bardzo długo. Bumblebee zrozumiał, że zbliżają się do statku Starscream’a. I rzeczywiście, po chwili wyszli na polanę, gdzie był zaparkowany. Scream poprowadził ich jednak dalej, do sporego stosu metalu.
- Denny byłby zachwycony – mruknął Drift. Bee i Grimlock z trudem powstrzymali śmiech.
- Widzicie te części? Trzeba je zanieść na złomowisko i poskładać do kupy. Zrozumieliście? – zapytał Starscream
- Jasne. Co to będzie, nowy pomnik twoich wszystkich porażek? – zadrwił Bumblebee
- Milcz! Pamiętaj, że mam twoje minicony!
- Zanim wrócimy, trzy razy zapomnisz, co powiedziałem.
Każdy z botów wziął po kilka części. Gdy Bee się odwracał, zobaczył głowę Denny’ego wychylającą się zza krzaka. Ukradkiem puścił do niego oko i uniósł kciuk, by zasygnalizować, że póki co wszystko w porządku.
Powoli ruszyli na złomowisko.

Strongarm transformowała się i zapuściła silnik. Dodała gazu, nie ruszając na razie z miejsca. Wszystkie decepticony podniosły głowy i zaczęły się rozglądać.
- Teraz! – dał znak Sideswipe
Ruszyła, wzniecając tuman kurzu. Przejechała przed grupą conów. Tuż przed ścianą skręciła gwałtownie i ruszyła prosto na nich. Wszyscy odskoczyli na boki. Przemknęła między nimi i pojechała w głąb złomowiska. Sandstorm i dwa decepticony pobiegli za nią. Dwa zostały.
- Łatwizna. – mruknął Sideswipe, wysuwając się zza sterty złomu. Powoli dobył broni.
- Hej, koledzy! – zawołał – może się zabawimy?
Oba decepticony odwróciły się w jego stronę. Mocniej chwyciły broń i przygotowały się do ataku.
Który nadszedł z zupełnie niespodziewanej strony.
Splitstream i Jetstorm rzucili się dzielnie na jednego z wrogów, zasypując go ciosami. Sideswipe włączył swój miotacz i zaatakował drugiego, który okazał się łatwym przeciwnikiem. Już w pierwszym starciu bot go rozbroił i mocnym uderzeniem pozbawił przytomności.
Minicony miały mniej powodzenia. Splitstream odleciał pierwszy i leżał teraz bez ruchu. Jetstorm jeszcze próbował walczyć, ale więcej zawdzięczał szczęściu, niż swoim umiejętnościom. I raptem nawet szczęścia mu zabrakło. Potknął się i upadł.
Jego przeciwnik uniósł miecz do ostatecznego ciosu. Jet rozpaczliwie zasłonił głowę. Nagle poczuł szarpnięcie i odleciał w tył. Gdy opuścił rękę, zorientował się, że to Sideswipe stanął między nim a conem. Wykorzystał moment, żeby podczołgać się do Splitstream’a. Ten właśnie odzyskiwał przytomność.
- Jesteś cały?
- Tak, nic mi nie jest. Chodźmy wesprzeć Sideswipe’a!
- Wiesz, on chyba tego nie potrzebuje.
Sideswipe właśnie powalił decepticona i odwrócił się do przyjaciół. Usłyszeli ryk silnika i do bazy wpadła Strongarm.
- Są tuż za mną! Jazda! – Transformowała się i błyskawicznie rozkuła Fixita.
Sideswipe przywołał oba minicony. Oboje przybrali postać samochodów. Strongarm otworzyła drzwi, by Fixit mógł wsiąść.
Gdy Sandstorm ze swoimi conami wpadli na pole bitwy, oni właśnie opuszczali złomowisko.
- Za nimi!
Wszyscy trzej wybiegli przez bramę, ale oba autoboty skręciły w las. Szybko zniknęły im z oczu.

środa, 21 grudnia 2016


Sideswipe: Długo będziemy tu siedzieć?!
Strongarm: Do rana. Potem wrócimy na złomowisko, czekać na Optimusa.
Grimlock: Może do tego czasu nie zardzewiejesz.
Sideswipe: Zamknij się, Grim. Strongarm, mam lepszy pomysł. Wróć do bazy sama, albo z Driftem. Grim i ja zostaniemy i będziemy monitorować sytuację. Jakby co, będziemy w kontakcie.
Strongarm: W sumie masz rację...
Sideswipe: A nie powiesz, że sama już na to wpadłaś?
Strongarm: Jak już mówiłam, nie jestem w nastroju do kłótni.
Sideswipe: No gdzie to zapisać...
Drift: Sideswipe, daj jej spokój!
Strongarm: Nie, Drift. Niech gada. Mnie to naprawdę nie rusza.
Uśmiechnęła się do Sideswipe’a, który odpowiedział jej tym samym.

Sandstorm- Jakim prawem tak traktujesz Bumblebee?
Starscream- Prawem zwycięzcy.
- Zwycięzcy? To ja go pokonałem! Ty nie kiwnąłeś palcem!
- Ale to ja stworzyłem cały plan. Musisz przyznać, że się sprawdził, Bumblebee jest mój.
- Nieprawda. Jest mój, bo nie dotrzymałeś umowy. Bumblebee jest moim jeńcem, nie twoim. Chyba że wypuścisz moich ludzi.
- Zastanowię się.
- Ja też.
Schylił się, chwycił Bumblebee za ramię i pomógł mu wstać.
- Chodźmy stąd.
- Co robisz? Dokąd go zabierasz? Stój?
Sandstorm dobył broni.
- To mnie zatrzymaj.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Potem Sandstorm odwrócił się i wyprowadził Bee z mostka.
- Dziękuję za wsparcie. – odezwał się Bumblebee po chwili milczenia.
- Nie dziękuj. Jeszcze nie jesteś wolny. Jeśli Starscream odda mi drużynę, będzie mi obojętne, co z tobą zrobi.
- I tak jestem wdzięczny. Przynajmniej nie muszę na niego patrzeć.
Jakiś czas szli w milczeniu, które przerwał Bumblebee.
- A jeśli Scream się nie ugnie? Będziesz mnie trzymał w nieskończoność? Jeśli tak, to mógłbyś mnie chociaż rozkuć.
- Nie ma mowy.
- OK, nie nalegam. Ale zastanawiałeś się nad tym? Bo wiesz, ja potrafię być denerwującym towarzyszem. Także przemyśl to, bo...
- Jeśli mnie zdenerwujesz, odstawię cię z powrotem na mostek. Nawet jeśli nie odzyskam drużyny.
Bee zamilkł. Na chwilę.
- Wiesz, że byłeś bliski swego celu?
- Niby kiedy?
- Przy tamie. Zamiast wyzywać mnie na pojedynek, trzeba było zwyczajnie poprosić o pomoc.
- I pomógłbyś mi?
- Dlaczego nie? Pomyśl, byłaby tu cała moja drużyna... Moglibyśmy przewrócić statek do góry nogami.
Sandtorm milczał. Bee, obserwując go kątem oka, zauważył że con intensywnie się nad czymś zastanawia. Postanowił na razie siedzieć cicho i czekać na rozwój wypadków.

W milczeniu doszli do aresztu. Bumblebee rozejrzał się – wkoło stały kapsuły hibernacyjne. Większość była zajęta, ale kilka pozostało pustych.

-No nie. – mruknął pod nosem. – Naprawdę chcesz to zrobić?
- Tak, Bumblebee. Właśnie tego chcę.
 Bee poczuł, że kajdanki puściły. Poruszył kilka razy dłońmi, potem wziął od Sandstorma swoją broń.
- Co teraz robimy? – zapytał
- To zależy od ciebie. Jesteś wolny. Możesz odejść.
Bee uśmiechnął się szeroko.
- Sam nigdzie nie idę. Którzy są twoi?
Sandstorm odpowiedział mu uśmiechem.


Sideswipe: Wiecie co, zrobię mały rekonesans. Może uda nam się zakraść do statku od drugiej strony?
Strongarm: Nie ma mowy. Nie narażaj się bez potrzeby.
Sideswipe: Ale strasznie się nudzę...
Strongarm: Zajmij się tym, w czym jesteś najlepszy. Czyli nicnierobieniem.
Sideswipe: A podobno nie jesteś w nastroju.
Drift: Cisza! Coś się dzieje!
Sideswipe: Słychać strzały?
Drift: Odgłosy walki, to pewne.
Strongarm: Myślicie, że Bumblebee próbuje się uwolnić?
Drift: To do niego podobne.
Grimlock: To Sandstorm! Nie sam.
Sideswipe: Znaczy odzyskał ekipę? Ale dlaczego cony Starscream’a do nich strzelają?
Strongarm: Bee! Wychodzi ze statku!
Bee stanął w drzwiach statku i osłaniał odwrót ekipy Sandstorma. Obejrzał się przez ramię.
- Nie możecie szybciej?!
- Nie bardzo. Są mocno osłabieni.
Bee cofnął się o krok. Że statku wybiegł decepticon, za nim drugi i trzeci.
- Musimy ich złapać, zanim Starscream się dowie, że uciekli!
Padł strzał i jednego z nich odrzuciło w tył. Nagle przed Bumblebee znaleźli się Drift i Sideswipe. Obaj podjęli walkę. Bee odwrócił się i spojrzał prosto w oczy uśmiechniętej Strongarm.
- Czemu nie jestem zaskoczony... Drift, Sideswipe, Grimlock! Pomóżcie conom. Strongarm, osłaniamy ich.
Oboje zasypali cony Starscream’a gradem strzałów, powoli wycofując się z polany.

- Jak się czują twoi podopieczni? – zapytał Bee, gdy już wszyscy byli bezpieczni w bazie.
- Teraz już dobrze. Potrzebowali tylko energon. Dziękuję za pomoc.
- Poruczniku, możemy porozmawiać?
- A konkretnie o czym?
- Dobrze wiesz. Ja...
- Wiesz, nie musisz mnie przepraszać.
- Mówisz poważnie?
- Tak. W pierwszej chwili byłem wściekły, przyznaję. Ale już mi przeszło. Nie będę cię karał za ten „żart”.
- Naprawdę? Dziękuję!
- Powiem więcej. Spełnię twoje życzenie i przestanę dawać ci fory na treningach.
Strongarm przez chwilę patrzyła w milczeniu na porucznika. Na jego przymrużone oczy i lekko kpiący uśmiech.
- Dlaczego mam przeczucie, że będę tego żałować?
- Bo będziesz.

- Tu jesteś. – Sideswipe podszedł do nich. – Co masz taką minę? Bee, chyba byłeś dla niej zbyt surowy...
- Przeciwnie, Sideswipe. Porucznik był zdecydowanie zbyt wyrozumiały...
Bee roześmiał się głośno.
- Idziemy biegać? Chodź, ścigamy się do rzeki.
- Nie ma mowy – zaprotestował Bumblebee – Nie opuścicie złomowiska, póki Starscream jest w okolicy. Gdy tylko cony Sandstorma dojdą do siebie, złożymy mu małą wizytę.
- Dobra – jęknął Sideswipe. – widzisz, upiekło ci się podwójnie. Nie dostałaś kary i nie przegrałaś w wyścigu. Dziś masz jakiś fartowny dzień.
- Ale żeby ci przyłożyć nie potrzebuję farta.
Odeszli, wymieniając kolejne złośliwości i szturchańce. Nad złomowiskiem zapadała powoli noc. Bee spojrzał w niebo i uśmiechnął się do gwiazd.

Nagle usłyszał dźwięk, którego nie mógłby nie rozpoznać. Dźwięk włączanego pistoletu energonowego. Powoli odwrócił się.

Sandstorm trzymał na muszce Denny’ego.
- Otwórz bramę.
- Co? Co ty robisz?
- Otwórz bramę. Już.

Bumblebee musiał usłuchać. Podszedł do bramy i wpisał kod. Powoli przejście się otworzyło.
- Bumblebee. Wyszedłeś bez pożegnania. Ale jak widzisz, nie chowam urazy. Nawet przyszedłem z rewizytą.
- Starscream!

niedziela, 18 grudnia 2016


Bumblebee zastanowił się. Sprawa wyglądała uczciwie...
- Tak, przyjmuję.

Obaj dobyli mieczy.
Ostrza zderzyły się raz i drugi. Bee od razu poznał, że ma do czynienia z wysokiej klasy przeciwnikiem. Ciosy były pewne i dobrze wymierzone. „Dobrze, że mam te trochę doświadczenia”, pomyślał. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, ale Sandstorm przeszedł do ataku.
Cofając się, Bumblebee intensywnie myślał. Z jednej strony było mu żal Sandstorma. Ale nie miał ochoty dostać się w ręce Starscream’a. „Ciekawe, co ja bym zrobił. Dla Strongarm, Sideswipe’a, Grimlocka, Drifta? On jest naprawdę w ciężkiej sytuacji. A przy tym nie ma pewności, że Starscream uwolni jego ludzi...”
Zablokował wyjątkowo mocny cios.
- A jeśli Starscream nie uwolni twoich conów?
- Uwolni. Dał słowo.
Bee zaśmiał się i przeszedł do ataku.
- Słowo Starscream’a jest mniej warte, niż trawa, którą depczemy. Nie dotrzyma obietnicy.
- Więc nie dostanie ciebie.
- Wierz mi, coś wymyśli.
Nagle spadły na niego cios, który prawie wytrącił mu broń z ręki.
- A co mi jeszcze zostało, Bumblebee? Co, poza nadzieją?
Uderzenia padały jak grad. Bee ledwo nadążał z parowaniem. Cofał się tylko krok za krokiem.

Ostrze spadało na niego z góry, więc osłonił głowę. Ale Sandstorm błyskawicznie zmienił kierunek ataku i wyprowadził cios w pierś, a potem w ramię. Bumblebee zachwiał się i klęknął. Sandstorm cofnął się, dając mu czas. Bee zebrał siły i wstał. Ale nie zdołał już przejąć inicjatywy. Zrozumiał, że trafił na przeciwnika o wyższych zdolnościach bojowych.
Drużyna obserwowała walkę w coraz większym napięciu. Zrozumieli, że ich dowódca może przegrać ten pojedynek. Wszyscy krzyknęli chórem, gdy Bee upadł po raz drugi. Tym razem upuścił miecz. Leżał przez dobrą chwilę, zanim się zorientowali, że jest nieprzytomny. Podbiegli do lidera i otoczyli go kołem. Strongarm przyklękła i dotknęła jego ramienia.
- Poruczniku...
Bumblebee jęknął cicho i otworzył oczy. Usiadł powoli.
- Szrot. Przegrałem?
- Niestety.
- Niech to. Dobry jest.
Pomogli mu wstać. Bee podniósł swój miotacz decepticonów i wyłączył go.
- Posłuchajcie. Sandstorm pokonał mnie w uczciwym pojedynku, więc nie możecie mnie odbić. A Starscream... Wybaczcie, ale to nie wasz level. Wezwijcie Optimusa, on będzie wiedział, co robić. Tymczasem nie podejmujcie żadnych kroków. Zrozumiano?
- Tak jest.
- Bee, wyjaśnij mi jedno. Zamierzasz tak po prostu iść do Starscream’a i dać się zabić?
- On mnie nie zabije od razu. Będzie chciał się nacieszyć swoim zwycięstwem. W tym cała moja nadzieja...
Odwrócił się i zrobił parę kroków. Przystanął. Nie chciał żegnać się że swoją ekipą, ale nie mógł też odejść bez słowa. Nie zasługiwali na to. Odwrócił się.
- Wiecie, że...
- Wiemy, Bee. – przerwał mu Grimlock – wiemy wszystko.

W milczeniu patrzyli, jak oddaje swą broń Sandstorm’owi i idzie za nim. Nie obejrzał się już. Po chwili zniknęli w zaroślach.
- Strongarm do Fixita!
- Zgłaszam się.
- Zwiększ zasięg komunikatorów i spróbuj wywołać Optimusa Prime'a. Powtarzaj wezwanie co dziesięć minut. Jeśli odpowie, daj mi znać.
- Tak jest.
- Bez odbioru. – rozłączyła się – Chodźcie.
- Czy ty zamierzasz ich śledzić?
- Tak. Jeśli masz coś przeciw, Sideswipe, możesz wrócić do leniuchowania.
- Sideswipe chyba nie to miał na myśli. Bumblebee kazał nam...
- Wezwać Optimusa. Zrobiliśmy to, Drift. I nie zamierzam podejmować żadnych działań. Chcę tylko wiedzieć, że Bee jest cały. Idziecie ze mną?
- Pod warunkiem, że nie będziesz zadawać durnych pytań.
- Przestań, proszę. Naprawdę nie jestem w nastroju.
- Co jest?
- Właśnie sobie uświadomiłam, że nie zdążyłam go przeprosić.
- Jeszcze będziesz miała czas.
- Mam nadzieję, Sideswipe.


Zbliżyli się do skraju lasu. Sandstorm zatrzymał się i odwrócił do Bee.
- Muszę cię skuć.
- Jasne.  Choć nadal uważam, że popełniasz błąd. Scream nie dotrzyma słowa.
- Musi.
- Skoro tak uważasz...
Strażnicy przepuścilli ich bez trudu. Sandstorm prowadził na mostek. Drzwi otworzyły się i po chwili Bee stanął twarzą w twarz ze swoim największym wrogiem.
- Bumblebee... Jak się cieszę, że cię widzę!
- Mniej byś się cieszył, gdybym był wolny.
Jeden z conów uniósł rękę, ale Starscream powstrzymał go gestem.
- Ale nie jesteś. Nareszcie mogę się zemścić...
- Jeszcze nie możesz. – wtrącił się Sandstorm - Gdzie mój zespół?
- Są bezpieczni.
- Uwolnij ich. Obiecałeś.
- Nie przypominam sobie.
- Dałeś słowo, że ich uwolnisz!
- Nie. Dałem słowo, że ich odzyskasz. Możesz zostać tu z nimi. Pozwalam ci.
- Nie taka była umowa!
Bumblebee parsknął śmiechem.
- Chyba powinienem powiedzieć „a nie mówiłem”? Uch!
Tym razem Scream nie powstrzymał swego podwładnego, więc Bee aż zgiął się wpół.
- Mówiłem, jemu nie można ufać! Uch! Wiedziałem, że cię oszuka... Uch! Sam widzisz, jaki jest odważny i honorowy...
Kolejny cios powalił go na podłogę. Gdy zdołał wstać, spojrzał na Sandstorma. Nagle zrozumiał, że dalsze ciągnięcie tego tematu będzie nie tylko nieostrożne, ale i okrutne. Na twarzy cona malowała się prawdziwa rozpacz.
„No tak. Właśnie stracił swoją ekipę...”
- Brawo, Bumblebee – wycedził Starscream – widzę, że nauczyłeś się trzymać język za zębami.
- Rozkuj mnie, to ciebie też nauczę.
Nagle pomieszczenie rozbłysło, a potem pogrążyło się w ciemności. Bee upadł bezwładnie.

Strongarm i reszta stała między drzewami.
- Skubany umie parkować. Jeśli podejdziemy do statku, zobaczą nas od razu.
- Nie podejdziemy, Sideswipe. Będziemy tu czekać na okazję do odbicia porucznika.
- Optimus Prime do Bumblebee.
- Mówi Strongarm, Optimusie. Mamy tu awaryjną sytuację i potrzebujemy twojej pomocy.
- Dlaczego ty się że mną kontaktujesz? Gdzie Bumblebee?
- W rękach Starscream’a.
- Zrozumiałem. Spodziewajcie się mnie za jedną ziemską dobę. Bez odbioru.
- Dziękujemy.

- No to super. Optimus będzie jutro. Do jutra Bee chyba dożyje?
- Powinien. Będziemy ich obserwować. Dużo to nie pomoże, ale...
- Ale lepsze to, niż bezczynność.
- Może nadarzy się okazja, żeby go odbić.
- Bee powiedział, że mamy nie próbować.
- Tymczasem.
- Nie poznaję cię, Strongarm.
- Bo lepiej mi się myśli, gdy mnie nie obrażasz.
- Tylko dlatego, że martwię się o Bee. Nadrobię.
- Nie krępuj się.


Bumblebee powoli odzyskiwał przytomność. Potrząsnął głową, by wyciszyć dzwonienie w uszach. Powoli usiadł. Nagle chwyciły go dwie pary rąk i podniosły do pionu. Potem poczuł dwa jednoczesne kopnięcia i zmuszono go, by ukląkł. Rozejrzał się. Starscream patrzył na niego szyderczo. Podszedł i nachylił się.
- Mam nadzieję, że nie narzekasz na obsługę?
- Ten z lewej ma zimne ręce.
- Pewnie zastanawiasz się, co z tobą zrobię?
- Trochę jestem ciekaw, co tym razem ci się uroiło.
- Nic ci nie zrobię.
Zachichotał, widząc zdumienie na twarzy Bee.
- Absolutnie nic. Będziesz tu klęczał, a ja będę patrzył. I to potrwa.
- Jak długo?
- Aż skończy ci się energon...
Bee poczuł, jak paliwo przestaje krążyć. Zginąć w walce, to jedno. Ale siedzieć i czekać? Czuć, jak stopniowo słabnie? Szybko policzył w myślach – ładował się przed treningiem. Walka ze Strongarm, potem podróż, walka z Sandstormem... Biorąc pod uwagę, że pewnie nie będzie się od teraz zbytnio ruszał, ma przed sobą jakieś cztery dni.
Mnóstwo rzeczy może się wydarzyć przez cztery dni. Uspokoił się trochę. Ale tylko trochę. Bo wszystko wskazywało na to, że to będą bardzo długie dni.

sobota, 17 grudnia 2016

 - Drift do Bumblebee.
 - Słyszę cię.
 - Melduję, że wszystko w porządku. Żadnych śladów deceptikonów.
- Przyjąłem. Słyszymy się za kwadrans.


 Westchnął cicho i bez najmniejszego ostrzeżenia rzucił się na Strongarm.
Pierwsze ciosy zablokowała bez trudu i wyprowadziła uderzenie w brzuch, które zgięło go wpół.
 - Dobrze, dawaj! – wydarł się Sideswipe.
Bee pozostał w schylonej postawie nieco dłużej, niż było to konieczne. Uśmieszek kadetki, gdy się prostował, przypomniał mu, że już jej nie na bierze na tę sztuczkę. Przyjął pozycję i z zadowoleniem patrzył, jak jego uczennica kontratakuje. Dopóki nie znalazł się na ziemi.
Przy wtórze śmiechu reszty drużyny niezdarnie przekręcił się na plecy. Jęknął głośno.
 - Ładnie tak rzucać przełożonym? A ty, Sideswipe, uprzedź mnie, zanim znów jej coś pokażesz.
 - Nic nie pokazywałem. Sama się nauczyła.
- Jasne.
Strongarm pochyliła się i wyciągnęła rękę. Opierała się tylko na jednej nodze... Bee w rozpaczliwej próbie odzyskania twarzy wyrzucił prawą nogę, jednocześnie pociągając ją za rękę. Upadła i  przeturlała się po nim. Zerwali się jednocześnie.
 - Dobra. – mruknął pod nosem – sama tego chciałaś.
Zatrzasnął osłonę twarzy. Strongarm uśmiechnęła się lekko i zrobiła to samo. Bumblebee przeszedł do ostrego ataku, ale żaden z jego ciosów nie trafiał w cel. Nagle kadetka, zamiast zablokować jego rękę, obróciła się w lewo. Pięść dowódcy trafiła w próżnię. Poczuł silne pchnięcie z tyłu i po chwili siedziała mu na plecach.
Usłyszał szczęk kajdanek.

 - Poruczniku Bumblebee. Jest pan aresztowany za ciągłe dawanie forów swej uczennicy, pomimo jej wielokrotnych próśb, by tego nie... Jaix...

Bumblebee siedział z rękami skutymi z tyłu. Jego mina mówiła wyraźnie „masz kłopoty”.
 - Rozkuj mnie. Już.
 - Dawaj kluczyki i chodu – podpowiedział Sideswipe. Posłuchała.
 - Sideswipe...
 - Weź, Bee, to był żart.
 - Mało śmieszny. Rozkuj mnie.
 - Zaraz.
 - Naprawdę myślisz, że jej nie dogonię?
 - Myślę że sama do ciebie przyjdzie i przeprosi. Odpuść jej. – Sideswipe nachylił się i rozpiął kajdanki.
 - Sideswipe...
 - Proszę.

Drift jechał niezbyt szybko. Był już daleko od złomowiska i słabo znał teren. Droga doprowadziła go do lasu, w dodatku zrobiła się kręta, więc zwolnił jeszcze bardziej. Na szczęście, bo za kolejnym zakrętem omal nie wpadł na powalone drzewo.

Wyhamował z trudem i transformował się. Właśnie zamierzał przeskoczyć pień, gdy usłyszał za sobą dziwny szmer. Odwrócił się błyskawicznie i stanął twarzą w twarz z atakującym, uzbrojonym w miecz, deceptikonem. Uchylił się przed ciosem, odepchnął przeciwnika i dobył miecza. Wróg zaatakował ponownie, zmuszając go do cofania się. Nagle Drift potknął się o pień i upadł na plecy. Upuścił miecz.

Deceptikon uniósł broń do ciosu. Drift zdążył jeszcze wyrzucić swoje minicony.

- Uciekajcie! Zawiadomcie Bumblebee! – krzyknął. Potem pochłonęła go ciemność.
Decepticon odwrócił się do Splitstream'a i Jetstorm'a. Pochylił się nisko.
- Tak, zawiadomcie Bumblebee. Powiedzcie mu, że czekam przy starej tamie. Jeśli zjawi się tam przed zachodem słońca, waszemu panu nic się nie stanie.
- Mistrz Drift jest naszym nauczycielem, nie panem!
- Wszystko jedno. Nie próbujcie mnie śledzić.
Odwrócił się, przerzucił Drifta przez ramię i zniknął w zaroślach.
Splitstream i Jetstorm dobrą chwilę trwali w bezruchu. Jet odblokował się pierwszy.
- Chodź, Split. Na złomowisko jest kawał drogi.

- Poruczniku?
- Tak, Fixit?
- Drift nie odzywa się od dwudziestu minut. Próbowałem go wywołać, ale bez skutku.
- Szrot. Drift, zgłoś się! Niech to, Fixit! Ogłoś alarm.

Zawyły klaksony, rozbłysły światła. Sideswipe i Grimlock podbiegli do konsoli Fixita.
- Drift się nie odzywa. Może mieć kłopoty.
- Albo stracił zasięg.
- Nie pora na żarty, Sideswipe. Trzeba go znaleźć.
- Szkoda, że minisy nie mają komunikatorów...
- Wielka szkoda. Ale trudno. Gaz do dechy i jazda!
Jego spojrzenie padło na Strongarm, która przezornie trzymała się z daleka.
- Masz szczęście. Na razie.
- Szczerze mówiąc, wolałabym dostać karę, a za to wiedzieć, że Drift jest bezpieczny.
- Cierpliwości. Jedziemy.

Drift powoli odzyskiwał przytomność. Siedział na jakimś kamieniu. Miał skute ręce i nogi.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz pomocy lekarza?
- Trzeba czegoś więcej, niż jednego ciosu, żeby mnie wyeliminować na dłużej. Kim jesteś?
- Decepticonem w rozpaczliwym położeniu. Jeśli dasz słowo, że będziesz spokojny, rozkuję cię.
- Jesteś uzbrojony, a ja nie. Nie jestem samobójcą.
Decepticon zachichotał cicho i otworzył kajdanki. Jednak nie spuszczał wzroku z Drifta.
- Możesz być spokojny. Pokonałeś mnie w walce, więc uważam się za jeńca.
- To tylko chwilowe. Bumblebee z pewnością zechce cię odbić.
- Jestem tego pewny.
- Chcę z nim porozmawiać. To wszystko. Potem będziesz wolny.
- Chciałbym ci wierzyć.

Trzy autoboty i jeden dinobot stały rzędem nad przepaścią i patrzyły na resztki zarwanego mostu.
- No pięknie. Ślad urywa się tutaj.
- Myślicie, że Drift spadł?
- Nie możemy tego wykluczyć.
- Poruczniku!
- Co tam, kadetko?
- Na skale nie ma śladów, ale tutaj trop znów się pojawia.
- Bieżnik Drifta. Nieźle. Prowadź.
Jakiś czas jechali w milczeniu.
- Bee chyba ci odpuścił.
- Nie sądzę, Sideswipe. Po prostu teraz ma ważniejszy problem. Mną zajmie się potem.
- I tak spokojnie o tym mówisz?
- Sideswipe. Nie da się ukryć, że przegięłam. Nie wiem, co mnie podkusiło. Lepiej, żeby porucznik ukarał mnie, niż żeby udawał, że wszystko w porządku. Na razie szuka... JAIX!!!

Strongarm rozpaczliwie nacisnęła hamulec, próbując nie rozjechać miniconów. Sideswipe transformował się i przeskoczył nad nią. Bumblebee zdążył się zatrzymać.

Grimlock nie.

- Co jest, maluchy? – zapytał Bee, gdy już wszyscy się pozbierali – Gdzie Drift?
- Nie wiemy,  poruczniku.
- Tamten decepticon go zabrał.
- Jaki decepticon? I nie mówcie, że duży...
Minisy zacięły się na chwilę.
- Mały nie był...
- Powiedział, że mamy cię zawiadomić.
- I że czeka przy starej tamie.
- Do zachodu słońca.
- Mamy jeszcze trochę czasu. Jedźcie z Sideswipe'm.
Sideswipe przywołał minicony i ruszyli dalej.

- Czego chcesz od Bumblebee?
- Już mówiłem. Porozmawiać.
- O czym? I dlaczego po prostu nie przyszedłeś do naszej bazy?
- Nie wiem gdzie jest. A poza tym nie spodziewałem się miłego powitania.
- O czym chcesz z nim rozmawiać?
- Chcę złożyć mu propozycję.
Do ich uszu dobiegł dźwięk silników.
- Chyba już są. Pozwól, Drift. – wziął do ręki kajdanki.
- To nie jest konieczne. Ale skoro ci zależy...
Drift odwrócił się, pozwalając skuć sobie ręce.
- Chodź.
Wyszli na otwartą przestrzeń.
- Widzę ich. Decepticon jest tylko jeden. Dziwne, że dał radę Driftowi...
- Bumblebee! – Zawołał decepticon – wiem, że już jesteś! Chcę z tobą pogadać!
- Idę! – odkrzyknął Bumblebee – Chodźcie ze mną, ale trzymajcie się z tyłu. Pamiętajcie, priorytetem jest bezpieczeństwo Drifta. Aha, wypuść maluchy, Sideswipe. Niech Drift je zobaczy.

Powoli wyszedł spomiędzy drzew. Stanął na środku polany. Decepticon podszedł do niego. Prowadził przed sobą Drifta. Co gorsza, trzymał mu pistolet przy szyi.
- Drift, nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku, Bumblebee
- To dla mnie zaszczyt, poznać słynnego Bumblebee.
- Bez wzajemności. Czego chcesz?
- Wybacz metody, do jakich się uciekam, ale inaczej rozmawiałbyś ze mną raczej przez pośrednika, na przykład pistolet. A tak się składa, że jestem w naprawdę rozpaczliwej sytuacji.
- Dlaczego? Puść Drifta, proszę. Obiecuję, że nie zaatakujemy cię, póki się nie rozmówimy.
Decepticon po chwili namysłu posłuchał. Ale broni nie schował.
- Mam na imię Sandstorm. Pewnie o mnie nie słyszałeś. Kiedyś pracowałem dla Starscream'a, ale odszedłem od niego i zebrałem własny zespół decepticonów.
- Nie dziwię ci się. I?
- Starscream odnalazł mnie i próbował przekonać do powrotu. Gdy mu się nie udało, zaczął przekonywać moich podwładnych. Obiecał im góry energonu, sławę i chwałę. Nic dziwnego, że dali się nabrać.
- Nabrać?
- Tak. Gdyby był dla nich dobry, nic bym nie mówił. Ale traktuje ich jak niewolników.
- Więc porwałeś Drifta, żeby dostać mnie i wymienić na swoich ludzi?
- Nie. Porwałem Drifta, żebyś mnie wysłuchał. Drift, odwróć się – rozpiął kajdanki – jesteś wolny. Twoja broń leży tam.
Drift uzbroił się i podszedł do swojej drużyny.

- A teraz, Bumblebee, wyzywam cię na pojedynek. Sam na sam. Jeśli wygram, pójdziesz ze mną do Starscream’a. Jeśli przegram, jestem twój. Przyjmujesz wyzwanie?