- Kto tam?
- Vigor.
Drzwi rozsunęły się zapraszająco. Odetchnął głęboko i przekroczył próg.
- Coś się stało? Masz niepewną minę... – spytała zatroskana Strongarm.
- Nic specjalnego. Wiesz, że dziś w centrum jest koncert zespołu Rarband?
- Serio? – Strongarm rozbłysła jak żarówka – kiedyś to była moja ulubiona kapela!
- Pamiętam. Może się wybierzemy?
- No wiesz! W środku sesji?!
- A co? Połowa egzaminów za nami. Jutro strzelnica, i to dopiero po południu. Zdążymy odpocząć. No weź, nie daj się prosić.
- Nie mamy biletów na koncert.
- Ty nie masz. Ja mam dwa. Już dawno kupiłem, choć do niedawna myślałem, że pójdę sam...
Strongarm na chwilę zatkało.
- Mówisz... Poważnie?!
Vigor bez słowa pokazał jej dwa bilety.
- Dobra, ale widzę jeszcze jeden drobny szczegół... Dread. I zakaz wychodzenia po dziesiątej.
- Strongarm. Czy proponowałbym ci wyjście na koncert, gdybym nie wiedział, jak go obejść?
Strongarm nie odpowiedziała. Zastanowiła się uczciwie. Historia Cybertronu zdana. Egzaminy z prawa napisane, chyba nieźle... Egzamin ze znajomości sprzętu, ten zdała na pewno. Chyba należy jej się mała nagroda?
„Bumblebee pewnie kazałby mi się dobrze bawić... Nie. Chciałby jechać z nami!”
Uśmiechnęła się do Vigor’a.
- To o której wychodzimy?
- Bądź gotowa o wpół do jedenastej, dobrze?
Bumblebee krążył po centrum dowodzenia w nadziei, że w końcu usłyszy ten jeden, upragniony sygnał. Niestety, wykrywacz decepticonów milczał...
Od pamiętnej wycieczki do rozbitego statku minęło parę dni. Wyjątkowo długich, irytujących, bezproduktywnych dni.
Statek był pusty. Wszystko wskazywało na to, że przed opuszczeniem go załoga uruchomiła zagłuszacze, które wyłączyły się dopiero, gdy skończyło się paliwo. A to by oznaczało, że chcą kupić sobie czas – rozważał Bee – co zresztą im się udało...
Pomimo codziennych dalekich patroli i pełnej mobilizacji drużyny, jak dotąd nie natrafili na ani jeden ślad tajemniczych pasażerów okrętu.
Odwracając się, przypadkiem spojrzał na zdjęcia Strongarm, wydrukowane przez Russel'a. Przygotowania do imprezy oczywiście zostały zawieszone.
„Dobrze, że Strongarm nic nie wie. Nie będzie zawiedziona...”
Brama otworzyła się, wpuszczając Drift’a i Sideswipe’a.
- Nie wykryliśmy nic podejrzanego, Bumblebee – zameldował Drift
- Zaczynam się denerwować – dodał Sideswipe – niech oni się wreszcie pokażą, zrobimy im trochę wgnieceń i będziemy mogli zająć się czymś ciekawszym!
- Tak, mnie też nosi – zgodził się z nim Bumblebee – Najgorsze jest to, że nic nie wiemy. Ani ilu ich jest, ani jakie mają zamiary...
- Na statku był znak decepticonów. To wystarczy, by uznać jego pasażerów za wrogów – zauważył Drift.
- Dobra, co wiemy... Zaraz, gdzie jest Grimlock? – włączył komunikator – Grim, zgłoś się!
- Odbiór, Bee! Słyszę cię! Stało się coś?!
- Nie. Chciałem się tylko upewnić, że jesteś cały.
- Cały, zdrowy i wesoły. Za chwilę będę w bazie.
- Przyjąłem, bez odbioru.
Rozłączył się z wyraźną ulgą wypisaną na twarzy.
- Nie, to jest nie do zniesienia! – zbuntował się - Podsumujmy, co wiemy?
- Wielkość statku pozwala sądzić, że grupa jest dość liczna. Może składać się z kilkunastu osób. – wysunął przypuszczenie Drift
- Nawet z dwudziestu – podpowiedział Sideswipe.
- Fixit, daj nam mapę okolicy. Tu znaleźliśmy statek. Dokąd mogli się oddalić?
- Wszędzie. Odpada tylko kierunek wprost na nas, czujniki by ich wykryły. Bee, to bez sensu! Wiemy, że nic nie wiemy. I tyle.
Sideswipe odwrócił się i odszedł. Bumblebee po raz kolejny przywołał na pomoc całą swoją cierpliwość.
„Spokojnie... Niedługo wróci Strongarm i Sideswipe zacznie znów się na niej wyżywać. A ona już sobie z nim poradzi. Choć jak tak dalej pójdzie, to nie będzie miała do kogo wracać. Jeszcze parę dni takiej nerwówki i wykończymy się nawzajem, bez pomocy decepticonów...”
Optimus usiadł w salonie z puszką oleju. Za nim kolejny nudny, pusty dzień. Gdyby tylko miał jakiekolwiek zajęcie... Gdyby chociaż miał z kim porozmawiać! Ale nie. Znów był sam.
Nawet Strongarm ostatnio unikała spotkania z nim, nie widział jej od egzaminu z historii.
Akurat pił, gdy zabrzęczał jego komunikator.
- Witaj, Optimusie!
Zakrztusił się.
- Ratchet?! – Zapytał, gdy tylko był w stanie. – Jak dobrze cię słyszeć, przyjacielu!
- I nawzajem. Właśnie wracam do Kaonu, podziękowałem za pracę w szpitalu. Tak się zastanawiam...
- Znasz współrzędne mojego domu. Zapraszam.
- Będę za godzinę. Ale nie szykuj przyjęcia.
- Nie zamierzałem. Do zobaczenia.
Uświadomił sobie, że się uśmiecha...
Strongarm otworzyła drzwi i wyjrzała ostrożnie na korytarz. Cicho i pusto, jeśli pominąć Vigor’a. Zamknęła swój pokój i szybko, choć cicho, podkradła się do kolegi.
Położył palec na ustach i gestem kazał jej iść za sobą.
Zachowując całkowitą ciszę poprowadził ją do drugich, bocznych schodów. Zeszli na dół i po przejściu kawałka korytarza stanęli przed drzwiami, które otworzyły się automatycznie. Wyszli na ciasną uliczkę. Po lewej stronie Strongarm dojrzała główną ulicę Kaonu, Vigor jednak pociągnął ją w przeciwnym kierunku.
- To przejście techniczne. Wiesz, zaopatrzenie, jakieś naprawy... Dread nigdy nie zamyka tych drzwi.
- Nigdy?
- No, bardzo rzadko. Chodź, koncert zaraz się zaczyna!
Transformowali się i pojechali w stronę centrum.
Optimus poderwał się, gdy tylko usłyszał dzwonek. Wpuścił Ratchet'a do salonu. Zaproponował napój. I w końcu padło to nieuniknione pytanie.
- A czym się ostatnio zajmujesz?
Optimus westchnął.
- Szczerze mówiąc, to czekaniem, aż minie kolejny dzień.
- To z pewnością fascynujące zajęcie.
Optimus uśmiechnął się krzywo.
- Znam gorsze.
Milczeli przez chwilę. Ratchet popijał olej, zerkając spod oka na przyjaciela. Coś go ewidentnie dręczyło... Tylko co?
- A co u Bumblebee? Masz od niego jakieś wieści?
- Wszystko w porządku. Pamiętasz Strongarm?
- Oczywiście.
- Jest na Cybertronie. Zdaje egzaminy.
„Aha, znaczy nie o Bee się martwi... Strzelam dalej.”
- Jakoś spokojnie się zrobiło, prawda? Podobno w ostatnich miesiącach nawet spadła przestępczość...
- Obawiam się, że to może być cisza przed burzą, Ratchet. – Optimus wstał i podszedł do okna.
- Ale mówisz tak, bo obawiasz się tej burzy? Czy jesteś pewien, że nadejdzie?
- Prawie pewien. Gdybym mógł się przekonać...
- A czego ci potrzeba, żebyś wiedział na sto procent?
- Statku. Potrzebny mi statek, żebym mógł sprawdzić pewne pogłoski. – Sięgnął po swoją puszkę i pociągnął łyk.
- Weź mój.
Optimus zakrztusił się olejem. „Znowu?”
- To... Co zamierzasz robić po sesji? Jak już dostaniesz odznakę? – spytał Vigor, gdy siedzieli już z drinkami i czekali na początek koncertu.
- Jak to co? Będę łapać decepticony.
- Więc wracasz na Ziemię?
- Tak.
- Ale jesteś pewna? Wiesz, może znajdziesz jakąś pracę tutaj. Jest sporo wolnych etatów. Ja na przykład mam pewną robotę w kryminalnych. Nawet nie musiałbym cię wkręcać.
- Vigor, ja pracuję z Bumblebee. Jestem jego zastępcą. Wiem, że ma do mnie pełne zaufanie. Powiedz mi, czy jest jakakolwiek posada, która to przebija?
- Nie ma. – zgodził się niechętnie.
- Właśnie. Tam jest moje miejsce.
- W takim razie... Za szczęśliwy powrót! – uniósł swoją szklankę w toaście. Strongarm zrobiła to samo.
- Więc masz statek do dyspozycji?! – spytał Optimus, gdy już się wykaszlał.
- Wiesz, Rada chce mnie trzymać jak najdalej od Cybertronu i wielkiej polityki. Jakby mnie cokolwiek obchodziła... Ostatnio odstawiłem statek do naprawy, a Rada poprosiła o pomoc. W kopalni rudy doszło do wypadku, kilka botów zginęło, było wielu rannych.
- Słyszałem. Więc to tam byłeś?
- Tak. Liczyła się każda para rąk. Teraz już większość jest zdrowa, więc wracam do snucia się po galaktyce w poszukiwaniu kłopotów. Chcesz się zabrać?
- Jeśli nie będzie ci przeszkadzać moje towarzystwo.
- Ależ skąd. To będzie bardzo miła odmiana.
Optimus zastanowił się przez chwilę, czy słowa przyjaciela ma brać na serio, czy potraktować jak sarkastyczny żart. Postanowił jednak nie ciągnąć tego tematu.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym obejrzeć twój statek.
- Dzisiaj, zaraz?
- W miarę możliwości jak najszybciej.
- Jasne. Cały Optimus. Ty w ogóle czasami odpoczywasz?
- W chwili obecnej jest tak zrelaksowany, że wystarczy mi do końca następnego tysiąclecia.
- A mogę chociaż dopić?
Optimus niechętnie opadł z powrotem na stołek.
- Oczywiście.
Koncert rozkręcał się powoli. Strongarm i Vigor dużo szybciej. Wystarczyły dwa drinki, żeby szaleli na parkiecie niczym dwójka zawodowych tancerzy.
W tej chwili nic się nie liczyło. Ani złamany regulamin, ani jutrzejszy egzamin...
Strongarm chyba pierwszy raz w życiu całkowicie się zapomniała, pozwoliła, by zabawa ją pochłonęła.
Odpuścili dopiero wtedy, gdy nogi już nie chciały ich nosić. Do stolika odprowadzały ich głośne oklaski.
- Wow! Dawno się tak dobrze nie bawiłam! To był wspaniały pomysł, Vigor. Dziękuję.
- Nie ma za co. Ja też się dobrze bawię. Koniecznie musimy to powtórzyć.
- Nie wiem, czy zdążymy. Niedługo...
- Tak, wiem. Ale, Strongarm... Przemyśl to jeszcze.
- Vigor...
- Proszę.
Strongarm patrzyła na kolegę, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
- Vigor. – zaczęła, starając się mówić jak najdelikatniej – Tu chodzi nie tylko o moją karierę. Owszem, chcę wrócić do mojej drużyny. Tam jest moje miejsce. Ale...
- Dokończ.
- Jest tam ktoś, komu obiecałam, że wrócę. I nie jest to Bumblebee.
Vigor dobrą chwilę siedział bez ruchu. Powoli przetrawiał tę informację.
- I ty chcesz wrócić? Do niego?
- Tak.
Vigor postanowił, że nie pokaże po sobie, jak bardzo jest mu przykro. Strongarm nie zasłużyła na jego gniew, od początku była uczciwa. Zawsze był dla niej tylko kolegą z roku i nikim więcej.
- Idziemy tańczyć? Wykorzystajmy ten wieczór do końca!
- Wieczór? Vigor, zaraz będzie środek nocy! Ale chętnie.
Chwyciła jego dłoń i pozwoliła się pociągnąć na parkiet.
„A może jeszcze nie wszystko stracone?”
W drodze do doków Optimus sam nie wiedząc jak i kiedy wygadał się Ratchet'owi ze wszystkich swoich ostatnich zmartwień. Włącznie z ciągłym poczuciem bezsilności i odrzucenia.
- Rozumiem cię. Też przez to przechodziłem, jeszcze przed naszym ostatnim spotkaniem. Najlepszy sposób, to trzymać się daleko od polityki. Polatasz ze mną trochę, to zaraz ci się humor poprawi.
- Może masz rację, przyjacielu.
- Jest jakieś konkretne miejsce, gdzie chciałbyś polecieć?
- Raczej tak.
- Ziemia?
- Nie – Optimus uśmiechnął się – Trzeba sprawdzić pewne pogłoski o tworzącej się grupie decepticonów. Misja prawdopodobnie będzie bardzo niebezpieczna.
- Jak zwykle. Mam do ciebie pełne zaufanie. Chętnie poddam się znów pod twoje dowództwo.
- Dziękuję – tym razem nie było wątpliwości, że Ratchet mówi poważnie.
Koncert powoli dobiegał końca. Strongarm i Vigor na ostatnich nogach wyszli z klubu. Mimo niedoświadczenia doskonale wiedzieli, że mają lekko w czubie, więc zamiast transformować się i jechać, ruszyli w stronę bursy na piechotę.
Vigor nie zdołał długo zachować milczenia.
- Ten koleś, któremu obiecałaś... Kto to jest? Znam go?
- Wątpię. Sideswipe na Cybertronie obracał się w zupełnie innych kręgach niż my.
- Zaraz, mówisz o tym Sideswip’ie? Tym, który był dzień do tyłu, jeśli nie dostał mandatu za przekroczenie prędkości?
- Tak. A co?
- Poza tym, że pochodzicie z dwóch odrębnych galaktyk?
- Przesadzasz. Zresztą, Sideswipe bardzo się zmienił, odkąd trafił pod skrzydła Bumblebee. Ja chyba też.
- Na pewno.
- Na lepsze, czy na gorsze?
- Ciężko powiedzieć, wiesz? Na pewno jesteś bardziej pewna siebie i jakby twardsza. Jasne, wiem, misja z Bumblebee to nie piknik. Poza tym...
- Poza tym co?
- Dawniej, gdybym zaproponował ci takie wyjście zjechałabyś mnie z góry na dół. Kazałabyś oddać bilety i wracać do pokoju, zanim powiesz komuś z oficerów. Nowa Strongarm jest dużo mniej zasadnicza.
Strongarm zachichotała.
- Pewnie tak. Cóż, wpływ Bumblebee zrobił swoje.
- Myślałem, że Sideswipe’a. – mruknął kąśliwie Vigor
- O nie, kolego. Bardzo lubię Sideswipe’a, szanuję go, ale nie na tyle, żeby się na nim wzorować.
Tak rozmawiając doszli do drzwi, przez które wcześniej się wymknęli. Stanęli, czekając aż fotokomórka je otworzy...
Nie otworzyła.
- Co jest? – zdziwił się Vigor, szarpiąc za uchwyt. – Jasny złom... – szepnął z nagłym zrozumieniem.
- Co się stało?
- Dread. Wykrył nas i zamknął drzwi.
- Mówiłeś, że nigdy tego nie robi!
- Bardzo rzadko. Tylko w uzasadnionych przypadkach.
- To znaczy?
- To znaczy wtedy, gdy podejrzewa, że ktoś się wymknął cichaczem. Teraz musimy wejść główną bramą i przejść mu przed nosem.
- Pięknie.
- Wybacz.
- Spoko. Wiedziałam, na co się piszę. Idziemy? Stój!
- Co?!
- Cicho! – szepnęła – Optimus! Wystarczy mi, że od Dread'a oberwę!
Oboje rozpłaszczyli się na ścianie, modląc się w duchu, by Prime nie miał interesu akurat w tej uliczce.
Optimus wracał do domu nadzwyczaj lekkim krokiem. Obejrzał już statek Ratchet'a i był bardzo zadowolony z jego stanu i możliwości. W drodze powrotnej omawiali szczegóły takie jak konieczność zebrania większego zespołu i jego ewentualny skład. Rozstali się w centrum, Ratchet poszedł do hotelu, pomimo gorących zaproszeń Optimusa. Zapłacił już za pokój, jak twierdził i nie zamierzał stracić tych pieniędzy. Umówili się na jutro.
Teraz Optimus zastanawiał się nad tym, kogo będą potrzebować. Specjalisty od sprzętu, zwiadowcy... „jak chętnie ściągnąłbym tu znów Bumblebee... Chociaż nie, lepiej niech jest, jak jest.” – przypomniał sobie, jak kłócili się o przywództwo.
Właściwie nie były to kłótnie. Bumblebee miał własne zdanie, Optimus też. Logiczne jest, że każdy bronił swoich racji. Szkoda tylko, że Bumblebee nie chciał przyznać, że Prime zawsze ma...
Rację?
Aż się zatrzymał. Czy aby na pewno? Czy rzeczywiście istnieje tylko jedna droga do celu? A nawet jeśli, to skąd wiadomo, że wybrał właściwą?
Wcześniej nie miał takich wątpliwości...
Z tych rozmyślań wyrwał go szmer w jednej z bocznych uliczek. Odwrócił się w tę stronę, odruchowo sięgając po broń. Jednak jego ręka znieruchomiała, a potem opadła. Tych osób nie musiał się obawiać.
Ale też nie spodziewał się tu ich spotkać.
- Strongarm? Vigor?
Oboje stanęli na baczność.
- Co wy tu robicie? O tej porze?
Strongarm spojrzała na Vigor’a. Prime nie należał do osób, które można okłamać. Zresztą, to by się nie opłacało. W kilku krótkich zdaniach nakreśliła sytuację. Optimus uśmiechnął się kącikiem ust.
- Teraz idziemy stawić czoło sierżantowi Dread'owi – uzupełnił relację Vigor.
- Więc chodźmy. – Optimus odwrócił się i poszedł w stronę głównego wejścia. Studenci wymienili spojrzenia i poszli za nim.
Kilka kroków przed bramą zatrzymał ich.
- Gdzie jest Dread?
- W swojej dyżurce, na pierwszym piętrze. Zaraz przy schodach.
- Dobrze. Chodźcie za mną, ale musicie być cicho.
„Nie. To niemożliwe” – pomyślał Vigor, skradając się po schodach w ślad za Optimusem.
Na jego znak oba młode boty schowały się w rogu klatki schodowej, tam gdzie Dread nie miał szans ich zobaczyć.
Optimus spokojnie podszedł do drzwi i zadzwonił. Drzwi się rozsunęły, a Dread oniemiał.
- Witaj, Dread. Nie przeszkadzam?
- Ależ skąd, Optimusie! Proszę wejść do środka...
- Dziękuję, wpadłem tylko na chwilę. – Optimus oparł się lewym ramieniem o framugę, skutecznie zasłaniając Dread’owi widok na korytarz – jutro odbywa się egzamin z walki wręcz, prawda?
Schował prawą rękę za plecami i machnął nią z prawa na lewo.
Strongarm skinęła na Vigor’a i oboje wyskoczyli ze swojej kryjówki. Skradali się za plecami Optimusa, gdy ten rozmawiał z Dread’em.
- Niezupełnie, sir. Jutro jest egzamin ze strzelania. Umiejętność walki wręcz będziemy sprawdzać pojutrze.
- Byłem przekonany, że jutro... Czyżby plan się zmienił?
- Nie, sir. Ktoś musiał podać panu mylne informacje.
- Być może. Wybacz, że przeszkodziłem ci w odpoczynku.
- Ależ nic nie szkodzi.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Optimus oderwał się od framugi i cofnął o krok. Dread wyszedł na próg i uważnie rozejrzał się po korytarzu.
Był pusty.
Zasalutował Optimusowi i zniknął wewnątrz dyżurki.
Prime odwrócił się i powoli zszedł po schodach. Gdyby Dread mógł zobaczyć jego uśmiech, na pewno wszystkiego by się domyślił...